
Według PiS-u, Polska powinna więcej robić w sprawie Ukrainy, szczególnie na stopie dyplomatycznej. – Bronisław Komorowski uznał, że może zorganizować polityczny teatr na Westerplatte. To nie zatrzyma ludobójstwa – mówi w "Bez autoryzacji" Krzysztof Szczerski z PiS, krytykując pomysł Bronisława Komorowskiego, by zorganizować konkurencyjne wobec rosyjskich obchody zakończenia II wojny światowej.
REKLAMA
Kolejne zamachy terrorystyczne na wschodzie Ukrainy, a szefowie dyplomacji UE zbiorą się w czwartek. Co Polska może zrobić, skoro nie będziemy tam wysyłać wojsk, co po początkowej nieścisłości wyjaśnił Andrzej Duda?
Przekonywać tych, którzy mogą razem z nami decydować o pomocy Ukrainie, by zachować solidarność z Ukraińcami. Jestem w Strasburgu, zaczynamy posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i stanie na nim kwestia cofnięcia delegacji rosyjskiej niektóre prawa członkostwa w RE. I nawet w tej sprawie jest podział.
Czeka nas ogromna praca, musimy przekonać innych, że Ukraina potrzebuje naszej solidarności. Łagodne podejście nie przynosi skutku, a Putin wzorem Hitlera wysuwa kolejne żądania. Polityka appeasementu przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.
Skoro nie możemy przekonać partnerów do tak symbolicznych gestów jak ograniczenie praw Rosji w Radzie Europy, to jak mamy ich przekonać do sankcji, które odbiją się także na społeczeństwach Zachodu?
Mam jednak nadzieję, że uda nam się przekonać kolegów. Ale tutaj pojawia się pytanie o siłę Polski, o jej wpływ.
Schetyna radzi sobie gorzej niż Sikorski?
Nie, ale to, co się dzieje weryfikuje znaczenie poszczególnych państw. Przez ostatnie siedem lat byliśmy przekonywani przez rząd PO, że Polska nigdy nie była silna jak teraz, kiedy rządzą nami światowi przywódcy Tusk i Komorowski. Dzisiaj mamy brutalną weryfikację tej – mówię to z przykrością – mrzonki. Dzisiaj ci światowi przywódcy nie są w stanie przekonać partnerów do symbolicznych gestów.
Bo problem leży w partiach, które na arenie europejskiej współpracują z PO, tzw. chadeckich. One łamią europejską solidarność, kluczowi są partnerzy PO. Pytanie do premier i do prezydenta, czy mają jakiekolwiek znaczenie w Europie? Zachód wie, że może się z nami nie liczyć.
Kilka dni temu rozpętała się histeria z powodu niemieckiego stanowiska, że można ograniczyć sankcje kiedy Rosja zacznie się zachowywać tak, jak oczekujemy. A przecież tak mówią wszyscy eksperci.
Tam w wyniku putinowskiej agresji giną ludzie. Dlatego ta wrzawa. Zaczęła się faza brutalnej, ludobójczej agresji. To oczywiste, że sankcje zostałyby zniesione, gdyby Rosja stała się normalnym partnerem, nie trzeba tego ogłaszać. To prawda oczywista. Ale siła tego polega na tym, że Rosja może liczyć na rozbicie europejskiej jedności, bo niektóre kręgi biznesowe tracą na sankcjach i chcą ich zniesienia.
Ale nie powinniśmy ulegać potrzebom niemieckiego biznesu, tylko walczyć o przywrócenie poszanowania prawa w stosunkach międzynarodowych. To, co dzieje się dzisiaj, to dramatyczny upadek pojęcia prawa międzynarodowego. Rosja je łamie, a my powinniśmy podejmować właśnie nie kroki militarne, ale prawne.
Dobrym, choć symbolicznym, pomysłem jest organizacja obchodów zakończenia II wojny światowej na Westerplatte?
Rząd ma spore problemy z polityką symboliczną, co widać w sprawie Auschwitz. Jeden krok do przodu to dwa kroki do tyłu. A dzisiaj nie oczekuję teatru politycznego, tylko mobilizowania partnerów z Zachodu do działań. Tego typu gesty można stosować w czasie pokoju, by pokazać jakiemuś krajowi, że nie bardzo go lubimy. Wtedy dyplomatyczne złośliwości są na miejscu.
Dzisiaj na Ukrainie giną ludzie. Nie możemy udawać, że wiemy, że dzieją się rzeczy straszne, ale co my możemy? Bronisław Komorowski uznał, że może zorganizować polityczny teatr na Westerplatte. To nie zatrzyma ludobójstwa i wszyscy, którzy mogli to zatrzymać, ale tego nie zrobili, będą winni. Nie tego typu odwagi oczekuję od polskiego przywódcy, że zorganizuje jakieś spotkanie 8 maja.
