
Minister gospodarki Gruzji przyznaje w rozmowie z „Wysokimi Obcasami”, że to, jakim dziś jest ministrem, zawdzięcza m.in. pracy w McDonald's. Pracę pani minister rozpoczęła tam w wieku 15 lat i tego kroku absolutnie nie żałuje. Co więcej mówi, że ta praca bardzo wiele jej dała. Sprawdzamy zatem, czego młodzi Polacy uczą się dorabiając w różnych miejscach przed lub w trakcie studiów.
REKLAMA
„Smażyłam frytki, mopowałam podłogę. Najwięcej czasu spędziłam za kasą. Pracowałam za minimalną pensję, często po nocach, ale byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie - bo pierwszy raz w życiu miałam własne pieniądze” - opowiada w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” gruzińska minier gospodarki Vera Kobalia. Pani minister swojej pierwszej pracy się nie wstydzi i mówi wprost, że dała jej ona bardzo dużo.
- Dla młodego człowieka taka praca jest swego rodzaju wyzwaniem. Nie jest to praca łatwa, czasem nie jest to praca przyjemna, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że czegoś mnie ona jednak nauczyła – przyznaje Mariusz z Wielkopolski, dziś pracownik branży turystycznej, który w trakcie studiów dorabiał w McDonaldzie.
Słowo klucz w całej historii, to właśnie dorabianie, choć tak zwanej pracy dorywczej nie można bowiem traktować wyłącznie w kategoriach finansowych. To raczej coś w rodzaju doświadczenia. Coś, co pomoże nam się odnaleźć w innych zawodowych sytuacjach i miejscach.
- Mnie ta praca nauczyła kontaktu z ludźmi, musiałam się bardziej otworzyć - przyznaje Maria Grzelak, która jeszcze przed studiami dorabiała pracując w drogerii. - Mnie moja pierwsza praca nauczyła sumienności, wytrwałości i dyscypliny – dodaje kończący dziś studia Kuba z Podkarpacia, który będąc w liceum dorabiał roznosząc ulotki. Pierwsza praca, to bowiem nie są wielkie pieniądze, ale przede wszystkim doświadczenie. Doświadczenie, które może okazać się czasem cenniejsze od pieniędzy.
Potrzebę jego zdobywania widzą również tegoroczni maturzyści. Wczoraj tuż po wyjściu z sali egzaminacyjnej Marcin z warszawskiego liceum im. A. Fredry opowiadając o problemie bezrobotnych dobrze wykształconych młodych ludzi w Polsce powiedział mi: "Chodzi o pracodawców, którzy nie chcą zatrudniać młodych ludzi gdyż nie mają doświadczenia, tylko gdzie to doświadczenie zbierać?".
Tutaj wróćmy do gruzińskiej pani minister i jej oryginalnego stwierdzenia, że swojej pierwszej pracy zawdzięcza to, jakim dziś jest ministrem. Może i brzmi to dość odważnie, ale jest to z całą pewnością prawda. Nie chodzi tutaj o konkretnego pracodawcę, ale chodzi o mechanizm. Mechanizm wejścia na rynek pracy. Taka na pozór łatwa pierwsza praca uczy bowiem m.in. odpowiedzialności w wykonywaniu obowiązków, punktualności, a także szacunku do pracy innych. Oczywiście, że nikt nie będzie zadowolony pracując na zmywaku, ale taka praca to też praca, i coś nam ona daje - jeśli nie satysfakcję i finanse, to na pewno nas hartuje i uczy nas tak przydatnej, przynajmniej na początku zawodowej drogi, pokory.
A pieniądze? Jasne, one w pracy są bardzo ważne, ale warto pamiętać, że taka pierwsza praca, to bardzo często inwestycja. Inwestycja, która z pewnością się zwróci. A głosy mówiące o tym, że za 700 zł, to ja do pracy nie pójdę? - Albo się idzie do pracy za 800, 700 a czasem 500 zł i się pracę ma albo się pracy nie ma w ogóle – odpowiada Mariusz z Wielkopolski. Maria dodaje – Jak trzeba, to trzeba. Jak człowiek musi zarabiać, to musi. Ja uważam, że młodzi ludzie powinni pracować.
Część osób natomiast dość jednoznacznie mówi, że praca za kilkaset złotych to wyzysk i nie powinniśmy się godzić na takie warunki zatrudnienia. Mimo wszystko, warto chyba jednak spróbować, ponieważ w dzisiejszej sytuacji to młodzi ludzie muszą szukać pracy a nie praca ich. Nie każdy oczywiście, jak Vera Kobalia, zostanie ministrem, ale każdy – bogatszy o doświadczenie - z pewnością za jakiś czas łatwiej odnajdzie się na rynku pracy.
A jaka była Wasza pierwsza dorywcza praca? Pomogła wam w zawodowym starcie po studiach?