
– Burza wyborcza i ideologiczna, jaka rozpętała się wobec ratyfikacji konwencji antyprzemocowej, bardzo mnie niepokoi. Dla mnie jednak najważniejszą kwestią, którą muszę rozpatrzeć, jest konstytucyjność konwencji – mówi prezydent Bronisław Komorowski pytany wprost o to, czy dokument podpisze czy nie.
REKLAMA
Prezydent zaznaczył, że dokument, który od dawna budzi spore kontrowersje wymaga tego, by bardzo dokładnie mu się przyjrzeć. Tym bardziej, że – jak stwierdził Komorowski – zastrzeżenia do dokumentu mają także osoby cieszące się jego dużym zaufaniem i szacunkiem. Mowa m.in. o profesorze Andrzeju Zollu. Poinformował jednocześnie, że nie wyklucza skierowania konwencji do Trybunału Konstytucyjnego, jeśli te zastrzeżenia okażą się uzasadnione.
Bronisław Komorowski dość dosadnie skomentował także fakt, że list z prośbą o niepodpisywanie konwencji skierował już do niego kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Andrzej Duda: - To dziwne zjawisko. To środowisko polityczne w zasadzie nigdy nie reagowało na żadne zaproszenia na rozmowy, debaty w Pałacu Prezydenckim, do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. A teraz jest jakieś ADHD, ciągle czegoś ode mnie chcą, ciągle chcą dyskutować, o coś apelują.
Konwencja o zapobieganiu przemocy nie podoba się również Kościołowi, który uważa, że dokument „zbudowany jest na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować”. –
Szczególny niepokój wzbudza nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. "niestereotypowych ról płci", a więc homoseksualizmu i transseksualizmu. Łączenie słusznej zasady przeciwdziałania przemocy z próbą niebezpiecznej ingerencji w system wychowawczy i wyznawane przez miliony rodziców w Polsce wartości, jest bardzo niepokojącym sygnałem – czytamy na stronie internetowej Konferencji Episkopatu Polski.
Źródło: wyborcza.pl
