
Tanie państwo w wykonaniu Ministerstwa Zdrowia. Członkowie Rady Przejrzystości, organu oceniającego leki, chcą zawiesić prace, bo od lutego Bartosz Arłukowicz nie może wydać rozporządzenia przyznającego im wynagrodzenie za pracę. Konflikt opisuje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza"
REKLAMA
Jeśli Rada przestanie pracować na liście leków refundowanych nie pojawią się nowe specyfiki. Powodem protestu specjalistów są przedłużające się konsultacje rozporządzenia, które ma im przyznać wynagrodzenie za pracę. A ta nie jest łatwa, bo do przed oceną każdego leku członkowie gremium muszą przeczytać liczącą kilkaset stron dokumentację. Dodatkowo nie mogą współpracować z firmami farmaceutycznymi (tak samo ich krewni) ani stowarzyszeniami i fundacjami działającymi na rzecz pacjentów. Resortowi udało się znaleźć tylko 18 takich osób, choć ustawa refundacyjna mówi o 20.
A i ta liczba może się zmniejszyć, ponieważ naukowcy mają dość pracy za darmo. Nie odpowiadają im także stawki zaproponowane przez Ministerstwo Finansów w ustaleniach międzyresortowych. - 750 złotych to trzy razy mniej niż stawka, jaką gwarantowano nam, proponując zasiadanie w Radzie. Niepoważne traktowanie - denerwuje się jeden z profesorów zasiadających w gremium. - Pracy jest bardzo dużo, ponieważ lista refundacyjna musi być uaktualniana co dwa miesiące . Przy takiej stawce osoby spoza Warszawy połowę wydadzą na dojazd, za który nikt nie zwraca im pieniędzy - mówi "Gazecie Wyborczej" naukowiec.
Więcej w papierowym wydaniu "Gazety Wyborczej".
