
“Tam, gdzie będą mieli rację, ustąpię i podpiszę dobry kompromis. Ale nie chcę nic obiecywać. Byłoby nadużyciem, gdybym obiecywała cokolwiek w okolicznościach zagrożenia strajkiem" – powiedziała o protestach rolników i górników premier Ewa Kopacz.
REKLAMA
Szefowa rządu gościła w studio Radia Łódź. Pytana o trwający od kilkunastu dni strajk w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (związkowcy chcą odwołania prezesa) stwierdziła, że istotą sporu nie jest osoba szefa JSW. Chodzi o oszczędności, których wprowadzenie jest konieczne – niezależnie od tego, kto zajmuje stanowisko prezesa.
"Przez siedem lat można było mieć do niego najróżniejsze zastrzeżenia, ale nie było protestów. Protesty rozpoczęły się wtedy, kiedy prezes przyszedł z pakietem oszczędnościowymi" – przypomniała Kopacz. Zaznaczyła też, że szefa spółki odwołują członkowie rady nadzorczej, a nie związkowcy. "Ład korporacyjny nie polega na tym, by ulegać nastrojom społecznym" – stwierdziła.
W podobnym tonie wypowiedziała się o postulatach rolników, którzy są w konflikcie z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim (w środę zorganizowali marsz gwiaździsty na Warszawę). Podkreśliła, że stoi po stronie Sawickiego: "To pierwszy wojownik, który dba o sprawy rolników podczas Rady Ministrów. Mamy 55 miliardów złotych w budżecie państwa, które przeznaczamy na rolnictwo rokrocznie. To ogromne pieniądze".
Kopacz nie boi się kolejnych protestów. Jak zaznaczyła, choć jest rok wyborczy, podobnie jak i większość Polaków chciałaby "żyć spokojnie". "Rok, w którym są podwójne wybory. Będzie upolityczniony" – dodała. Zadeklarowała również, że nie ma zamiaru ulegać żądaniom, które mają podtekst polityczny.
Nic nie chcę obiecywać. Różnica między mną, a tymi, którzy obiecywali, jest taka, że mogę zadeklarować ciężką pracę, ale byłoby nadużyciem, gdybym ja przyszła i obiecywała w okolicznościach zagrożenia strajkiem.
Źródło: Radio Łódź
