
Niemcy z regionów graniczących z Polską boją się powrotu osławionej "jumy". Czyli czasów, gdy Polacy bezczelnie i na masową skalę rabowali za Odrą na początku lat 90-tych. Po serii brutalnych napadów dokonanych przez prawdopodobnie polskich przestępców w ciągu ostatnich kilku miesięcy niemiecka policja postanowiła stanowczo wzmocnić patrole na obszarach przygranicznych.
REKLAMA
Niemieccy stróże prawa co prawda przyznają, że liczba przestępstw, w których podejrzenia padają przede wszystkim na sprawców z Polski wciąż znacząco różni się od tej, którą notowano w latach 90-tych, ale kilka minionych miesięcy to wyraźna brutalizacja działań przybyszów zza wschodniej granicy. Boleśnie odczuwają to przede wszystkim starsi Niemcy, których złodzieje znad Wisły upatrzyli sobie ostatnio na cele ataków.
Niebezpiecznie zrobiło się znowu szczególnie w Brandenburgii, która graniczy z województwami zachodniopomorskim i lubuskim. Narzekają mieszkańcy Guben, Forst i Cottbus, którzy najczęściej padają ofiarami napastników ze wschodnim akcentem lub wręcz widzą, że po napadzie sprawcy uciekają do Polski. W tym regionie siły policyjne będą więc teraz wzmocnione dodatkowymi patrolami, które na celownik wezmą podejrzanie zachowujących się gości ze Wschodu.
Niemcy podkreślają bowiem, że podejrzenie o nową falę osławionej "jumy" padają nie tylko na Polaków, ale między innymi także na Ukraińców, którzy mieliby korzystać z faktu, iż dzięki strefie Schengen po przedostaniu się do Polski mogą bez większych przeszkód dotrzeć dalej na Zachód.
Przypomnijmy, że próbą zapobieżenia powrotowi tego zjawiska było podpisanie wiosną ubiegłego roku nowej umowy o współpracy polskich i niemieckich organów ścigania. Dzięki staraniom ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i szefa niemieckiego MSW Thomasa de Maiziere policjanci, celnicy i pogranicznicy zacieśnili współpracę, uwzględniając jej nowe realia, które wynikły z przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i Strefy Schengen.
