
–„Gazeta Polska” ma pełną bazę ubeckich danych na dziennikarzy, osoby publiczne i ich rodziny – donosi „Gazeta Wyborcza”. Zdaniem dziennika w rękach propisowskiego medium są dane tysięcy osób publicznych i ich rodzin.
REKLAMA
Sprawą zainteresowano się po niedawnym tekście „Gazety Polskiej”, w którym ta informowała, że ojciec dziennikarza TVP Jarosława Kulczyckiego był członkiem ORMO. To formacja, która w czasach PRL wspierała w działaniu milicję. Tekst opublikowano dwa dni po tym jak dziennikarz, podczas programu „Z dnia na dzień”, pokłócił się z publicystą „W Sieci” Łukaszem Warzechą.
Prowadzący rozpoczął rozmowę od tematu kampanii wyborczej i pytania co sądzą o jej przebiegu obaj goście – Warzecha i politolog Norbert Maliszewski. – Gdy Warzecha stwierdził, że zestawienie kandydatur Andrzeja Dudy (PiS) i Bronisława Komorowskiego (PO) jest jak porównanie Porsche 911 do starego rozklekotanego poloneza, prowadzący zapytał publicystę czy ten bierze pieniądze za promowanie kandydatury Dudy. Warzecha odciął się stwierdzeniem, że jeśli Kulczycki będzie go dalej obrażał, opuści studio. Ostatecznie zrobił to w przerwie programu.
Dziennikarzy zainteresowała szybkość, z jaką „Gazeta Polska” dokonała lustracji ojca Kulczyckiego. Okazało się, że autorzy książki „Resortowe dzieci” już w maju 2010 roku otrzymali z IPN dane tysięcy osób. Część wykorzystano właśnie przy okazji publikacji książki, z pozostałych informacji dziennikarze „Gazety Polskiej” korzystają na bieżąco. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem. – Kulczycki to tylko kolejny na to dowód - pisze „Gazeta Wyborcza”. – Gdy warszawski sędzia Igor Tuleya publicznie potępił działania służb specjalnych w państwie rządzonym przez PiS, błyskawicznie ukazał się materiał o tym, kim byli jego rodzice.
Źródło: wyborcza.pl
