Rosnąca liczba przypadków karoshi zmusza rząd Japonii do działań.
Rosnąca liczba przypadków karoshi zmusza rząd Japonii do działań. Fot. Shutterstock.com

Rosnąca liczba przypadków karoshi, czyli nagłej śmierci w wyniku przepracowania, zmusiła władze Japonii do podjęcia kroków mających na celu zmianę podejścia do pracy. Jednym z rozwiązań ma być zmuszanie pracowników do brania płatnych urlopów.

REKLAMA
Dla Japończyków, jak informuje „The Guardian”, wyjście z pracy o czasie może być postrzegane jako nielojalność wobec firmy, w której są zatrudnieni. Opętańczy kult pracy trwa w Japonii od dekad, a jego skutkiem są smutne statystyki – rocznie w Japonii z przepracowania umiera ok. 30 tys. osób. To dlatego rząd zamierza wprowadzić ustawę, na mocy której pracownicy będą musieli brać w ciągu roku co najmniej pięciodniowe urlopy. Oczywiście płatne.
W tej chwili Japończycy mogą wziąć minimum dziesięć dni płatnego urlopu oraz mają 15 dni ustawowo wolnych od pracy z powodu świąt państwowych, jednak z badań ministerstwa pracy wynika, że większość z nich nie wykorzystuje nawet połowy okresu przysługującego im na wakacje.
O projekcie ustawy parlament będzie dyskutował podczas najbliższej sesji. Jak pisze „The Guardian”, władze Japonii mają nadzieję, że zmiany w prawie spowodują, iż do roku 2020 Japończycy zbliżą się do przykładu brytyjskiego – Brytyjczycy biorą średnio 20 dni urlopu – oraz francuskiego. Francuzi biorą średnio 25 dni wolnego.
W dużej mierze to właśnie dzięki kulturze pracy Japonia zaczęła po wojnie awansować do grona światowych potęg gospodarczych, jednak kraj zapłacił za to wysoką cenę – głośno mówi się o tym, iż powodem niskiego wskaźnika urodzeń jest ...brak czasu. Pary, jak czytamy w „The Guardian”, nie mają czasu, by zakładać rodziny. Kiedy pracuje się ponad 49 godzin tygodniowo, trudno jest znaleźć czas na cokolwiek innego – a tyle właśnie czasu na pracę poświęca 22 proc. Japończyków. Nadgodziny są postrzegane jako norma.
– Sytuacja jest normalna, gdy nadgodziny zdarzają się sporadycznie – mówiła niedawno w rozmowie z naTemat Iwona Kulik z agencji doradztwa personalnego i pracy tymczasowej Randstad. – Natomiast nie jest normą, kiedy dzień w dzień musimy pozostawać po godzinach w swoim miejscu pracy. Wtedy najczęściej świadczy to o złym zarządzaniu zasobami ludzkimi i alokacji sił pracy – wyjaśniała ekspertka.
Źródło:
guardian.com