
Andrzej Halicki zarzuca kandydatowi PiS, że wymiguje się „niepamięcią” w kwestii ułaskawienia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego biznesmena skazanego za wyłudzenie. Sam Andrzej Duda uznaje, że powrót do wydarzeń sprzed sześciu lat to próba znalezienia na niego haków w kampanii i sprawy komentować nie chce, choć powinien, m.in. dlatego aby wytrącić broń konkurencji i rozwiać wszelkie wątpliwości.
REKLAMA
Dwuznaczna sprawa
Biznesmen skazany za wyłudzenie i ułaskawiony, został niedługo potem wspólnikiem zięcia prezydenta Kaczyńskiego. Dokumenty zniknęły, a sprawa na jakiś czas ucichła. Wraca dziś – w obliczu kampanii prezydenckiej. Bowiem Andrzej Duda pełnił wówczas funkcję podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP i – zdaniem Halickiego – oczywiste, że uczestniczył w całym procesie.
Biznesmen skazany za wyłudzenie i ułaskawiony, został niedługo potem wspólnikiem zięcia prezydenta Kaczyńskiego. Dokumenty zniknęły, a sprawa na jakiś czas ucichła. Wraca dziś – w obliczu kampanii prezydenckiej. Bowiem Andrzej Duda pełnił wówczas funkcję podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP i – zdaniem Halickiego – oczywiste, że uczestniczył w całym procesie.
Minister uparcie twierdzi, że wydarzenia budzą wiele wątpliwości. Sprawa jest dwuznaczna, a skoro polityk kandyduje na najważniejsze stanowisko w państwie – nie powinna być. – Co się stało z dokumentami? – pytał Halicki w programie „Kod dostępu” na TVP Info. – Sprawa powinna być bardzo jasna, dlatego, że kandydat na prezydenta nie powinien zasłaniać się niepamięcią, niewiedzą – dodawał.
Duda: To „odgrzewane kotlety”
Andrzej Duda zasłania się argumentami, które jasno wskazują, że przypominanie tych wydarzeń to zagrywka polityczna, „odgrzewane kotlety” i próba wyrządzenia rysy na jego przedwyborczych staraniach. Nawet jeśli tak jest, sprawa wraca do dyskusji nie pierwszy raz. Wcześniej wyciągał ją m.in. prof. Tomasz Nałęcz i inni współpracownicy z otoczenia Komorowskiego oraz Platformy Obywatelskiej.
Andrzej Duda zasłania się argumentami, które jasno wskazują, że przypominanie tych wydarzeń to zagrywka polityczna, „odgrzewane kotlety” i próba wyrządzenia rysy na jego przedwyborczych staraniach. Nawet jeśli tak jest, sprawa wraca do dyskusji nie pierwszy raz. Wcześniej wyciągał ją m.in. prof. Tomasz Nałęcz i inni współpracownicy z otoczenia Komorowskiego oraz Platformy Obywatelskiej.
Sprawa zatem będzie wracać, więc kandydat PiS nie powinien pozostawiać jej bez komentarza. Nie tylko ze względu na konkurentów z PO, ale również – a raczej przede wszystkim dlatego – aby nie budzić wątpliwości wśród swoich wyborców.
Źródło: TVP Info
