Monika Kuszyńska wystąpi na Eurowizji
Monika Kuszyńska wystąpi na Eurowizji Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Monika Kuszyńska, była wokalistka zespołu Varius Manx, wystąpi na tegorocznej Eurowizji. Zaśpiewa utwór "In the Name of Love", którym będzie musiała zmierzyć się z europejską konkurencją oraz widownią. W wywiadzie dla naTemat uprzedza głosy krytyki, odnośnie wyboru właśnie jej osoby. – Swoją postawą pokazuję, że nie należy się litować nad sobą. Nie boję się takich komentarzy, bo one nie są prawdziwe – mówi wokalistka.

REKLAMA
Pani Moniko, pewnie od rana nie może się Pani oderwać od telefonu - wszyscy dzwonią.
Monika Kuszyńska: Dzwonią, dzwonią... [śmiech]
Kiedy ostatnio było takie zamieszanie wokół Pani osoby?
Oj, szczerze mówiąc nie pamiętam. To największe poruszenie w ostatnim czasie. Jednak ten konkurs odbija się naprawdę dużym echem.
Po ogłoszeniu decyzji o Pani udziale w Eurowizji powiedziała Pani, że sama by tego nie wymyśliła. Dlaczego?
Nie chodzi o jakąś niską samoocenę. Ja po prostu mam takie podejście do życia, że nie siedzę i nie kombinuję, co by tu dalej zrobić. Przyjęłam postawę otwartości na to, co mi to życie niesie. Mam wrażenie, że wszystko dzieje się samo i gdy człowiek jest otwarty, nie musi wiele zabiegać. Życie ma dla nas wiele ciekawostek i pięknych propozycji, które pozostaje nam przyjąć [śmiech].
Czyli nie wahała się Pani: jechać czy nie jechać.
Na początku się wahałam, bo zastanawiałam się, czy ja wpisuję się w cały kontekst Eurowizji. Czy nie jestem zbyt stonowana... Przecież ten konkurs jest kolorowym show, a ja dziś jestem w trochę innym miejscu. Moje koncerty wyglądają inaczej, są kameralne, panuje na nich pewne skupienie, są emocjonalne. Miałam wątpliwości, czy to na pewno jest dobre właśnie na Eurowizji. Ale przekonano mnie, że Eurowizja potrzebuje także i takich artystów. Że liczy się nie tylko show.
Do przekonania mnie do występu użyto dokładnie tych samych argumentów, których użyli moi przyjaciele namawiając mnie do powrotu na scenę z mojego niebytu. Miałam dokładnie te same obawy, czy nie będę za nudna, czy się sprawdzę. I tu również stwierdziłam, że trzeba być sobą i nie można udawać kogoś, kim się nie jest. Muszę być szczera i jeśli publiczność w Polsce przyjmuje mnie z dużym entuzjazmem, to może będę miała to szczęście, że publiczność europejska również mnie zaakceptuje.
A czy zamierza jej Pani coś przekazać, poza swoim występem? Jest pani aktywną działaczką społeczną.
Zawsze to ze sobą łączę, bo tych rzeczy nie da się od siebie odseparować. To jest to, kim jestem teraz. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że poruszam się na wózku. Taki widok sugeruje, że idzie za tym jakaś historia i jesteśmy ciekawi, co wydarzyło się w życiu tej dziewczyny. Absolutnie nie mam żadnych oporów, aby się tym dzielić. Wręcz przeciwnie - wykorzystuję moje doświadczenia, bo wiem że one mogą służyć dobremu celowi. Jest to niebywała okazja, bo Eurowizję ogląda ogromna publiczność. Trzeba wykorzystać wszelkie możliwości, aby zaznaczyć idee, które są dla nas ważne.
Widzowie rzeczywiście będą chcieli poznać Pani historię, a organizatorzy najprawdopodobniej ją przypomną. Nie boi się Pani, że niektórzy podejdą do niej właśnie jak do ciekawostki?
Nie boję się tego, bo to jest prawda o mnie. Nie odżegnuję się od niej, w Polsce moja historia jest wszystkim znana. Nie mam żadnego oporu w tym, aby ją jeszcze raz opowiedzieć. Czuję się zwycięzcą tej historii, bo wygrałam z czymś naprawdę trudnym i mój przykład jest świadectwem tego, że można trudne rzeczy pokonać. Ludziom taki komunikat jest bardzo potrzebny, kiedy sami zmagają się z własnymi problemami. Wykorzystuję swoją historię nie po to, aby opowiadać, bo lubię mówić o swoim życiu. Jeżeli wiem, że to może komuś pomóc i zrobić coś dobrego, to w takim zakresie wykorzystuję to i udostępniam.
Powiedziała Pani niedawno, że zbudowała most między estradą, a poruszaniem się na wózku. My w Polsce już się z tym oswoiliśmy, właśnie dzięki Pani. Czy widzowie Eurowizji, która jest specyficznym konkursem, są na Panią gotowi?
Europa jest znacznie bardziej do przodu. Zdarza mi się bywać w różnych krajach i człowiek na wózku nie robi tam absolutnie żadnego wrażenia. To piękne, że Polska pokazuje, że ona też jest otwarta na takie zmiany i nie ma w tym problemu, że nie dyskryminuje osób niepełnosprawnych. Przynajmniej stara się, aby to się zmieniało. Odbieram to jak ważny komunikat, że my też jesteśmy krajem europejskim i nadążamy.
Na Eurowizji jeszcze nie było osoby na wózku, bo być może nie pojawił się odpowiedni wokalista czy wokalistka w takiej formie. Jednak ludzi z różnymi niepełnosprawnościami jest na świecie bardzo wielu. Sądzę więc, że Eurowizja jest na to gotowa.
Finowie również jadą na ten konkurs z pewnym przesłaniem. Będzie ich reprezentował zespół punkowców z zespołem Downa - Grupa Pertti Kurikan Nimipäivät. Czy to kolejny sygnał, że ten konkurs przestaje być przaśno-kolorowy, a idzie jednak chce przekazać głębsze treści.
Bardzo się cieszę z tego powodu. To świetna platforma dla promowania takich idei. Sprawa integracji jest bardzo istotna i w ostatnim czasie bardzo wiele zmienia się na tej płaszczyźnie. Rozrywka to jedno, ale za jej pomocą można zrobić jeszcze coś dobrego dla świata.
Śledziła Pani Janka Melę w "Tańcu z Gwiazdami"? Powiedział ostatnio, że żałuje udziału w show.
Zawsze bardzo kibicuję Jankowi w jego poczynaniach, bo bardzo go podziwiam. Jest moim idolem w pewnym sensie. To właśnie jego postawa, jego wypowiedzi i działania zagrzewały mnie do walki i dawały nadzieję, gdy sama nie miałam jeszcze sił. Wiele mu zawdzięczam. Cieszę się, że zrobił coś takiego, mimo ryzyka krytyki. To wielka odwaga. Takie działania są bardzo obciążające, bo to my sami dźwigamy na swoich barkach konsekwencje naszych wyborów. Na szczęście entuzjastów takich działań jest znacznie więcej, a świadomość tego, że robimy coś istotnego, że zmieniamy ludzką świadomość i przełamujemy stereotypy, dodaje nam skrzydeł.
Powiedziała Pani o krytyce. Tylko czekać, aż ktoś zacznie krytykować wybór Pani osoby na konkurs Eurowizji.
Tak, ale proszę mi przytoczyć przypadek, który nie spotkał się z żadną krytyką. To jest naturalna konsekwencja wszelkiej aktywności i nie należy tego odbierać osobiście. Jeśli ktoś uważa, że mam zamiar wzbudzać w ludziach litość, bo to się może pojawić jako argument przeciw mnie, to od razu mówię, że to jest absurd. Ci, którzy mnie znają, wiedzą że to ostatnie na czym mogłoby mi zależeć. Sama nigdy się nad sobą nie użalam.
Wręcz przeciwnie, bardzo wysoko stawiam sobie poprzeczkę i manifestuję, że trzeba być aktywnym, walczyć o swoje życie i nie wolno poddawać się przeciwnościom. Swoją postawą pokazuję, że nie należy się litować nad sobą. Staram się też zachęcać ludzi do działania, do wiary w siebie i pozytywnego myślenia. Nie boję się więc takich komentarzy bo one nie są prawdziwe.
Jedzie Pani po zwycięstwo?
Trudno powiedzieć, chyba każdy jedzie tam po zwycięstwo, a przynajmniej z takim marzeniem. Byłoby cudownie, ale to jest nieprzewidywalne, bo w końcu Eurowizja jest konkursem. Na wyniki mają wpływ głosy widzów i wiele innych czynników. Nie mogę obiecać że zwyciężę, ale jestem nastawiona bardzo optymistycznie i zrobię to, co mam do zrobienia najlepiej jak mogę. Postaram się pozytywnie zaznaczyć obecność Polski na tym konkursie.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl