
Wiolonczela Stradivariusa z madryckiego Pałacu Królewskiego została zniszczony. Wart ponad 20 milionów dolarów instrument prawdopodobnie spadł ze stołu podczas sesji zdjęciowej. To groteskowe, biorąc pod uwagę niezwykłe środki bezpieczeństwa jakie temu towarzyszyły. - Podczas prób byliśmy pilnowani przez straż pałacową - mówi naTemat Michał Pepol z Royal String Quartet, który w lipcu zeszłego roku zagrał na tej wiolonczeli koncert.
REKLAMA
Hiszpański "El Mundo" donosi o wypadku, do jakiego doszło trzy tygodnie temu. Podczas sesji zdjęciowej ze stołu spadła drogocenna wiolonczela Antonio Stradivariusa. Cytowany przez gazetę specjalista z domu akcyjnego Sotheby's szacuje jej wartość na 20 milionów dolarów, co czyniłoby ją najdroższym instrumentem smyczkowym świata.
- Jeśli pudło rezonansowe nie zostało zniszczone, można tą wiolonczelę naprawić - zapewnia Marek Pielaszek, prezes Związku Polskich Artystów Lutników. Rekonstrukcje są powszechne w lutnictwie. W pełni oryginalna nie jest na przykład wiolonczela Rafaello Galliano z kolekcji ZPAL. To jeden z najstarszych instrumentów smyczkowych w Polsce, jednak jego wartość kolekcjonerska nie jest zbyt duża.
Cena spadła dlatego, że nie jest on w pełni oryginalny - niektóre elementy wymieniono podczas rekonstrukcji. - Przy wycenie brana pod uwagę jest jakość wykonania instrumentu, stan zachowania, pochodzenie, wartość historyczna i to, czy wszystkie elementy są oryginalne. Ważne jest też pochodzenie - piękne są skrzypce i wiolonczele z Polski, Czech czy Niemiec. Za to duża część pochodzących z Włoch jest po prostu brzydka. Za to żaden z nas nie wycenia dźwięku, bo to zależy tylko od użytkownika - przyznaje Pielaszek.
Instrument muzyczny jak wino - im starszy, tym lepszy. I droższy
A artyści niezwykle cenią instrumenty muzyczne z długą historią. - Współczesne instrumenty nie mają takiej barwy dźwięku - mówi naTemat prof. Tomasz Strahl, wiolonczelista i prodziekan Wydziału Instrumentalnego na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. - 300-letni instrument jest zrobiony z drewna, które ma 600 lat. Ten współczesny, 30-letni jest z surowca, który ma najwyżej 200 lat. A instrumenty drewniane rozwijają się trochę jak wino, im starsze tym lepsze - dodaje. Niektóre z nich wykonuje się nawet z drewna pozyskanego z zatopionych okrętów.
Jednak są też minusy grania na zabytkowym instrumencie. Dużo uwagi trzeba poświęcić transportowi i przechowywaniu wiekowego sprzętu, bo jak mówią nasi rozmówcy źle znosi on wszelkie zmiany warunków atmosferycznych czy ciśnienia. Jednak największą przeszkodą jest cena.
Polacy grali na bezcennych Stradivariusach
Antonio Stradivari wyprodukował około 1100 instrumentów smyczkowych. - To tak jak z samochodami. Nowego mercedesa można teraz kupić za 100 czy 200 tysięcy złotych, ale taki pochodzący z lat 30. to już koszt około trzech milionów. Dlaczego? Bo ich już nie przybywa, a nowych tak - obrazuje Marek Pielaszek. Jednak włoski lutnik był już niezwykle popularny za życia. W kolejce po instrumenty z jego pracowni ustawiali się książęta i królowie (m.in August II Mocny). Cały komplet zamówił też ówczesny władca Hiszpanii Filip V, a jego następcy zachowali bezcenny Kwartet Królewski do dzisiaj.
Złożony z dwóch par skrzypiec, altówki i wiolonczeli zbiór jest jednym z najcenniejszych zabytków hiszpańskiej kultury. Współcześnie przez większość roku jest on eksponatem w Pałacu Królewskim w Madrycie. Z pod grubej warstwy szkła jest wyjmowana tylko kilka razy w roku by zagrać na niej mogli najwybitniejsi artyści.
W lipcu zeszłego roku tego zaszczytu dostąpił Royal String Quartet. - Nigdy wcześniej nie grałem na takim instrumencie. I pewnie nigdy już nie zagram - mówi naTemat Michał Pepol, który zagrał na królewskiej wiolonczeli. Jednak przez kilka dni prób jako pierwszy (i jak dotąd jedyny) Polak miał okazję grać na najwspanialszym osiągnięciu sztuki lutniczej. - Na próbach graliśmy pod stałym nadzorem straży pałacowej. Nie mogliśmy sami nawet wyciągać skrzypiec z futerałów, musieliśmy czekać aż podadzą nam je do ręki - opisuje Pepol.
