
Zamach w Tunezji tylko potwierdzi to, co jasne stawało się od dłuższego czasu – wojna na Ukrainie i konflikt z Rosją lecą w dół na liście priorytetów Unii Europejskiej, a zwłaszcza jej zachodniej części. Uwaga skupiona jest i będzie na walce z terroryzmem i Afryce Północnej. Dlaczego miałoby być inaczej, skoro - jak stwierdził skandynawski politolog – Ukraina to pierwsze od 500 lat "duże wydarzenie w Europie", które nie ma globalnego znaczenia?
Jesteśmy w przededniu wojny z Rosją. Takie wrażenie można odnieść słuchając tego, co mówi się w Polsce i u naszych sąsiadów od miesięcy, a ze szczególną intensywnością od tygodni. Rakiety Iskander w obwodzie kaliningradzki, manewry rosyjskiej armii, nowy program szkoleń wojskowych MON, bitwa propagandowa. Wszystko to tworzy nastrój zagrożenia, które bez wątpienia jest namacalne i odczuwane w naszej części świata.
– Atak w Tunezji na pewno wpłynie na to, że sprawa ukraińska nagle stanie się mniej ważna. Obawiam się, że wielu sojuszników na zachodzie i południu jest przekonanych, że islamski terroryzm jest dużo bardziej istotny, choć przecież metody terrorystyczne mają miejsce np. w Doniecku – komentuje dla naTemat Paweł Kowal, europoseł i były wiceminister spraw zagranicznych.
Z zachodu Europy idzie następujący przekaz: tyle osiągnęliśmy na Ukrainie, że teraz przekierujmy uwagę gdzieś indziej. Znajdzie Pan wiele osób, które powiedzą, że akcenty powinny być rozłożone inaczej i teraz pora na tematykę południową. Jest Mińsk II, czy respektowany to inna kwestia, ale nie ma walk, nikt nie eskaluje tego konfliktu (w zachodnim rozumieniu), jest względny spokój, więc może w końcu pomyślimy o czymś innym.
Dlaczego kraje zachodu Europy tak "fiksują" się na północnej Afryce i Bliskim Wschodzie? Czy rzeczywiście ISIS stanowi większe zagrożenie dla członków Unii niż imperialne zapędy Putina? Odpowiedzi na tak zadane pytania mogą być bolesne dla Polski. Ekspert PISM mówi, że jeśli odbyłaby się dyskusja o tym, co groźniejsze, chór ekspertów odpowiedziałby, że sytuacja na południowej i południowo-wschodniej flance.
Jak zwraca z kolei uwagę dr Rękawek, na Zachodzie narasta przekonanie, że tylu ekstremistów wyjechało na dżihad i tylu wróci, że nie ma siły, by ich wszystkich powstrzymać. Właśnie stąd bierze się zepchnięcie Ukrainy na boczny tor. – 15 lat temu na terenie Europy było mnóstwo ludzi ze starej Al Kaidy i mnóstwo spisków. Niektóre, jak Londyn czy Madryt, się udały, wiele zostało udaremnionych. Teraz jest zrozumienie, że będzie powtórka tylko na większą skalę. Więcej ludzi działa w siatkach, rekrutuje, motywuje, zbiera pieniądze - tym razem dla innej organizacji/struktury. Poza tym zmienił się styl działania. To już nie są wieloetapowe spiski bombowe, po prostu broń palną i organizacja ataku terrorystycznego – stwierdza.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
