Zamachy terrorystów islamskich paradoksalnie mogą cieszyć Władimira Putina, bo odwracają uwagę od Ukrainy
Zamachy terrorystów islamskich paradoksalnie mogą cieszyć Władimira Putina, bo odwracają uwagę od Ukrainy Fot. Shutterstock

Zamach w Tunezji tylko potwierdzi to, co jasne stawało się od dłuższego czasu – wojna na Ukrainie i konflikt z Rosją lecą w dół na liście priorytetów Unii Europejskiej, a zwłaszcza jej zachodniej części. Uwaga skupiona jest i będzie na walce z terroryzmem i Afryce Północnej. Dlaczego miałoby być inaczej, skoro - jak stwierdził skandynawski politolog – Ukraina to pierwsze od 500 lat "duże wydarzenie w Europie", które nie ma globalnego znaczenia?

REKLAMA
Ślepi na wojnę
Jesteśmy w przededniu wojny z Rosją. Takie wrażenie można odnieść słuchając tego, co mówi się w Polsce i u naszych sąsiadów od miesięcy, a ze szczególną intensywnością od tygodni. Rakiety Iskander w obwodzie kaliningradzki, manewry rosyjskiej armii, nowy program szkoleń wojskowych MON, bitwa propagandowa. Wszystko to tworzy nastrój zagrożenia, które bez wątpienia jest namacalne i odczuwane w naszej części świata.
Taka perspektywa przesłania jednak obraz tego, jak płonącą wschodnią granicę widzi się na drugim krańcu kontynentu. Im głośniej wybrzmiewają u nas wojenne bębny, tym słabiej słychać je w krajach takich jak Belgia, Francja czy Włochy. Europejczycy z zachodu nie tylko tracą zainteresowanie wydarzeniami na Ukrainie, ale i przeważnie nie mają na ten temat wiedzy. A taka kombinacja połączona z innymi wydarzeniami, które pojawiają się na horyzoncie, jest dla "tematu" zabójcza.
– Cała zachodnia Europa, poza Skandynawią i Niemcami, uważa już sprawę Ukrainy za zamkniętą. Teraz europejskim tematem numer jeden jest to, co dzieje się w północnej Afryce. Szczególnie Tunezja i Libia – usłyszałem od jednego z wysoko postawionych polskich dyplomatów.
Ten gorzki wniosek staje się jeszcze bardziej ewidentny po zamachu w Tunezji. Prowadzona przez Zachód wojna z terroryzmem właśnie zyskała kolejny punkt zapalny. Tym bardziej angażujący dla Europy, że ofiarami terroru padli tym razem turyści z Polski, Niemiec, Hiszpanii i Włoch.
Oddech od Ukrainy
– Atak w Tunezji na pewno wpłynie na to, że sprawa ukraińska nagle stanie się mniej ważna. Obawiam się, że wielu sojuszników na zachodzie i południu jest przekonanych, że islamski terroryzm jest dużo bardziej istotny, choć przecież metody terrorystyczne mają miejsce np. w Doniecku – komentuje dla naTemat Paweł Kowal, europoseł i były wiceminister spraw zagranicznych.
Potwierdzają to zarówno inni politycy, jak i eksperci, którzy zajmują się analizą polityki zagranicznej w UE. Dr Kacper Rękawek z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w rozmowie z naTemat opisuje dość specyficzne nastawienie zagranicznych instytucji analitycznych.
– Współpracujemy codziennie, mamy kontakty. Z naszej korespondencji wynika, że tak to właśnie wygląda – dla naszych kolegów, szczególnie w Wielkiej Brytanii, zagrożeniem numer jeden jest ISIS. Na pierwszym planie są tematy bliskowschodnie i północnoafrykańskie. To, ich zdaniem, jest największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy – przekonuje.
Dr Kacper Rękawek

Z zachodu Europy idzie następujący przekaz: tyle osiągnęliśmy na Ukrainie, że teraz przekierujmy uwagę gdzieś indziej. Znajdzie Pan wiele osób, które powiedzą, że akcenty powinny być rozłożone inaczej i teraz pora na tematykę południową. Jest Mińsk II, czy respektowany to inna kwestia, ale nie ma walk, nikt nie eskaluje tego konfliktu (w zachodnim rozumieniu), jest względny spokój, więc może w końcu pomyślimy o czymś innym.

To nie tylko głosy wypowiadane po cichu. Ostatnio zmianę środka ciężkości w unijnej dyplomacji zasygnalizowała publicznie jej szefowa Federica Mogherini. Po ataku terrorystów w Mali, gdzie zginęło pięć osób, w tym troje Europejczyków, zapowiedziała, że sytuacją w regionie zajmą się ministrowie spraw zagranicznych UE. – Sytuacja w Mali pokazuje nam konieczność rozmowy o Afryce – stwierdziła, co zdaniem Rękawkach można odczytać jako próbę "złapania oddechu" m.in. od sprawy Ukrainy.
Koszula bliższa ciału
Dlaczego kraje zachodu Europy tak "fiksują" się na północnej Afryce i Bliskim Wschodzie? Czy rzeczywiście ISIS stanowi większe zagrożenie dla członków Unii niż imperialne zapędy Putina? Odpowiedzi na tak zadane pytania mogą być bolesne dla Polski. Ekspert PISM mówi, że jeśli odbyłaby się dyskusja o tym, co groźniejsze, chór ekspertów odpowiedziałby, że sytuacja na południowej i południowo-wschodniej flance.
– Bo jak bezpośrednio, w sensie liczby zabitych i rannych, konflikt na Ukrainie oddziałuje na Europę? Przecież separatyści nie organizują zamachów w Europie, a dżihadyści już tak i w perspektywie tych zamachów może być coraz więcej. Wolałbym jednak, żeby nikt z tzw. wschodniej flanki NATO nie otwierał takiej dyskusji, którą będziemy toczyli jak mecz ping ponga. Dobrze byłoby, gdybyśmy przyjęli taki punkt widzenia, że Włochy i Portugalia tak samo martwią się tym, co dzieje się na wschodniej flance, a Polska, Estonia, Czechy martwi się tak samo mocno tym, co dzieje się na południu. Tak długo, jak będziemy toczyli dyskusję "to czy to?", nic nie osiągniemy – podkreśla.
Bez wątpienia jednak w Belgii czy Francji, uprzedzając dyskusję, uznano, że terroryzm jest ważniejszy, bo groźniejszy. I są ku temu solidne podstawy. Kraje z dużym odsetkiem imigrantów drżą przed ekstremistami, którzy jadą na dżihad do Libii, Syrii i Iraku, a z których spora część wraca do "ojczyzny".
Najlepszym przykładem jest Belgia – kraj, który dostarczył ISIS proporcjonalnie najwięcej bojowników. Między 2011 a 2013 rokiem do Syrii wyjechało 300 belgijskich obywateli. Kilkudziesięciu z nich wróciło do kraju i zapewne działa w komórkach terrorystycznych, na które polują służby. W styczniu tamtejsza policja zabiła dwóch mężczyzn, którzy mieli planować "atak terrorystyczny na dużą skalę". I tutaj pojawiają się liczne problemy: czy zabierać potencjalnym terrorystom paszporty, jak radzić sobie ze zradykalizowaną młodzieżą, jak zmniejszyć bezrobocie wśród młodych imigrantów, jak zmienić system edukacji?
Te same pytania zadają sobie Francuzi. – Choćby prezydent Hollande pojechał jeszcze dwa razy do Mińska ustalać pokój, to i tak dla Francji kraje Maghrebu, arabskiej Afryki czy szerzej obszaru dawnych kolonii, będą ważniejsze niż Europa wschodnia. To oczywiste. Dlatego zamachy terrorystów islamskich paradoksalnie leżą w interesie Rosji - z jednej strony odwracają uwagę od Ukrainy, a z drugiej pozwalają Putinowi mówić: "my też mamy takie kłopoty, np. zamach terrorystyczny na Niemcowa czy to, co dzieje się na Kaukazie Północnym" – ocenia Ryszard Czarnecki, europoseł z komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego.
Masa krytyczna terroru
Jak zwraca z kolei uwagę dr Rękawek, na Zachodzie narasta przekonanie, że tylu ekstremistów wyjechało na dżihad i tylu wróci, że nie ma siły, by ich wszystkich powstrzymać. Właśnie stąd bierze się zepchnięcie Ukrainy na boczny tor. – 15 lat temu na terenie Europy było mnóstwo ludzi ze starej Al Kaidy i mnóstwo spisków. Niektóre, jak Londyn czy Madryt, się udały, wiele zostało udaremnionych. Teraz jest zrozumienie, że będzie powtórka tylko na większą skalę. Więcej ludzi działa w siatkach, rekrutuje, motywuje, zbiera pieniądze - tym razem dla innej organizacji/struktury. Poza tym zmienił się styl działania. To już nie są wieloetapowe spiski bombowe, po prostu broń palną i organizacja ataku terrorystycznego – stwierdza.
– Rosja? Ukraina? Separatyści? To się nie liczy, kiedy po każdym zamachu dżihadystów z niektórych relacji medialnych z Zachodu, czasami powtarzanych w Polsce, można wywnioskować, jakby do bram Europy pukała jakaś czarna armia z przysłowiowego Mordoru – podsumowuje.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl