
Najpierw rzecznik MSZ zdradza przed kamerami, że zginęło czterech Polaków, po czym dodaje, że mówi rzeczy, których... nie chciałby potwierdzać. Kilka godzin później na podstawie tych samych spekulacji o sytuacji w Tunezji informuje sama premier Ewa Kopacz. Na koniec wieczoru marszałek Sejmu oznajmia, że terroryści odebrali życie aż siedmiorgu naszych rodaków.
Informacja o zamachu na Muzeum Bardo w Tunisie polskie media obiegła tuż po południu. Nie minęła godzina od pierwszych doniesień na ten temat, a już wiedzieliśmy, że celem - prawdopodobnie przypadkowym - byli turyści pochodzący także z Polski. Jak rzadko, media jeszcze dość powściągliwie podawały wówczas informacje, że Polacy to także ofiary śmiertelne. Do czasu, gdy tuż po zakończeniu akcji tunezyjskich antyterrorystów do dziennikarzy wyszedł rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcin Wojciechowski.
Tę najgorszą z możliwych wiadomości w "Faktach po Faktach" potwierdził były wieloletni szef polskiej dyplomacji, a dziś marszałek Sejmu Radosław Sikorski. – Chyba mam bardzo złą wiadomość, jeszcze niepotwierdzoną, ale mamy siedem ofiar śmiertelnych – rozpoczął rozmowę. I na antenie TVN24 już rodzinom tych rzekomo siedmiu zamordowanych Polaków złożył kondolencje. O palpitacje serca przyprawiając nawet tych, którzy już wcześniej dostali z Tunezji znak, że z ich bliskimi wszystko w porządku lub są tylko ranni. Chaos informacyjny wywołany przez rząd sięgnął wówczas zenitu.
Też mnie zamurowało, gdy on to wypalił w TVN24. Już dziś rano usłyszałem, że to podobno była tragiczna po wszech miar pomyłka wynikająca z pośpiechu. Przed wyjściem do studia Sikorski miał źle usłyszeć najnowsze wówczas dane, że zginął "jeden". Zrozumiał, że "siedem" i to powtórzył na antenie. Straszna wpadka, jeśli tak było...
Na skalę wpadki, i to zaliczonej przez cały rząd, zwraca uwagę także psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki. – Nie można podawać cyfr, dopóki się ich nie zna – mówi zaskoczony informacyjną dezynwolturą rządu. – Zamiast podawać liczby ofiar "prawie na pewno", rząd mógł przecież poprzestać na informacji, że zdobywa odpowiednie dane i wysyła odpowiednich ludzi, którzy szybko zajmą się ofiarami i ich bliskimi. Należało się skupić na zapewnianiu obywateli, że władze o każdego Polaka, który znalazł się w niebezpieczeństwie, zadbają i sprowadzą go bezpiecznie i możliwie szybko do ojczyzny – tłumaczy psycholog.
Należy mówić przede wszystkim o tym, że władze robią wszystko, co w ich mocy i są w kontakcie z miejscowymi władzami. Można bez wstydu podać też, że liczba ofiar nie jest znana, bo tuż po dramatycznych wydarzeniach panuje jeszcze chaos.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
