Radosław Sikorski zaliczył największą wpadkę w sprawie wydarzeń w Tunezji, ale nie popisali się także MSZ i premier Ewa Kopacz.
Radosław Sikorski zaliczył największą wpadkę w sprawie wydarzeń w Tunezji, ale nie popisali się także MSZ i premier Ewa Kopacz. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta; Twitter.com

Najpierw rzecznik MSZ zdradza przed kamerami, że zginęło czterech Polaków, po czym dodaje, że mówi rzeczy, których... nie chciałby potwierdzać. Kilka godzin później na podstawie tych samych spekulacji o sytuacji w Tunezji informuje sama premier Ewa Kopacz. Na koniec wieczoru marszałek Sejmu oznajmia, że terroryści odebrali życie aż siedmiorgu naszych rodaków.

REKLAMA
Tymczasem rano minister spraw zagranicznych oznajmia, że zginęło "tylko" dwoje Polaków. No i że komunikacja między najważniejszymi osobami w państwie przebiegała wzorowo... Szkoda, że równie wzorowo państwo nie zachowało się wobec przerażonych bliskich tych setek Polaków, którzy są na wczasach w Tunezji.
Wyścig na konferencje
Informacja o zamachu na Muzeum Bardo w Tunisie polskie media obiegła tuż po południu. Nie minęła godzina od pierwszych doniesień na ten temat, a już wiedzieliśmy, że celem - prawdopodobnie przypadkowym - byli turyści pochodzący także z Polski. Jak rzadko, media jeszcze dość powściągliwie podawały wówczas informacje, że Polacy to także ofiary śmiertelne. Do czasu, gdy tuż po zakończeniu akcji tunezyjskich antyterrorystów do dziennikarzy wyszedł rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcin Wojciechowski.
– Są nieoficjalne informacje mówiące o tym, że wśród ośmiu osób zabitych są czterej Polacy – poinformował przedstawiciel polskiej dyplomacji. Po czym dodał, że... "informacji tych nie chciałby potwierdzać". Marcin Wojciechowski zdradził tylko, że spekulacje te podaje, bo do polskiego MSZ "dotarły z kilku źródeł".
Już wówczas w rządzie komuś mogło przyjść do głowy, że podawanie niepewnych informacji służy co najwyżej redakcjom walczącym o sensacyjną treść na swój "żółty pasek", a nie tysiącom Polaków, których bliscy są akurat na wczasach w Tunezji. Grupa zaatakowana w Tunisie nie była przecież jedyną aktualnie bawiącą w Tunezji wycieczką Polaków. Kto mógł więc wtedy wiedzieć, czy w planach bliskich akurat nie było wycieczki do zaatakowanego Muzeum Bardo.
Refleksja ta jednak nie przyszła i późnym popołudniem, kiedy jedynie ze spekulacjami do rodaków wyszła premier Ewa Kopacz. – Niestety, w zamachu prawie na pewno zginęli Polacy – stwierdziła szefowa rządu. Z jej ust nie padły już przynajmniej żadne liczby. Jednak po wcześniejszej informacji MSZ każdy, kto nie mógł się akurat skontaktować z krewnym w Tunezji zapewne nadal odchodził od zmysłów. Bo skoro najpierw rząd podaje liczby, a później je przemilcza, to może ofiar było więcej?
Tragiczna pomyłka marszałka
Tę najgorszą z możliwych wiadomości w "Faktach po Faktach" potwierdził były wieloletni szef polskiej dyplomacji, a dziś marszałek Sejmu Radosław Sikorski. – Chyba mam bardzo złą wiadomość, jeszcze niepotwierdzoną, ale mamy siedem ofiar śmiertelnych – rozpoczął rozmowę. I na antenie TVN24 już rodzinom tych rzekomo siedmiu zamordowanych Polaków złożył kondolencje. O palpitacje serca przyprawiając nawet tych, którzy już wcześniej dostali z Tunezji znak, że z ich bliskimi wszystko w porządku lub są tylko ranni. Chaos informacyjny wywołany przez rząd sięgnął wówczas zenitu.
– Nie wiem, skąd takie informacje. Byłem zszokowany – stwierdził obecny minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna na antenie RMF FM w czwartkowy poranek. W rozmowie z Konradem Piaseckim wystąpił wreszcie w roli kogoś, kto jest w stanie w pełni odpowiedzialnie podać informacje na temat polskich ofiar zamachu w Tunisie. – Dwoje zabitych, dwoje zaginionych – poinformował konkretnie i oficjalnie Schetyna.
Radosław Sikorski od rana w zasadzie milczy już na ten temat. – Wielka ulga, że informacje, które wczoraj do mnie docierały, być może się nie potwierdzą. Oby ofiar ostatecznie było jak najmniej – stwierdził tylko na krótkim briefingu w Sejmie. Tłumaczyć go z wypowiedzi o siedmiu zabitych Polakach próbują inni. Na przykład poseł Marek Biernacki w czwartkowy poranek przekonywał w jednym z wywiadów, że Sikorskim targały emocje i wspomnienia tego, że tak długo kierował MSZ.
Na inne wytłumaczenie kolejnej wpadki Radosława Sikorskiego w rozmowie z naTemat wskazuje jednak poseł Platformy Obywatelskiej kojarzony ze środowiskiem sprzyjającym marszałkowi. Ale tylko "off the record".
Polityk PO
pragnący zachować anonimowość ws. wpadki Radosława Sikorskiego

Też mnie zamurowało, gdy on to wypalił w TVN24. Już dziś rano usłyszałem, że to podobno była tragiczna po wszech miar pomyłka wynikająca z pośpiechu. Przed wyjściem do studia Sikorski miał źle usłyszeć najnowsze wówczas dane, że zginął "jeden". Zrozumiał, że "siedem" i to powtórzył na antenie. Straszna wpadka, jeśli tak było...

Kogo obchodzą przerażone rodziny...
Na skalę wpadki, i to zaliczonej przez cały rząd, zwraca uwagę także psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki. – Nie można podawać cyfr, dopóki się ich nie zna – mówi zaskoczony informacyjną dezynwolturą rządu. – Zamiast podawać liczby ofiar "prawie na pewno", rząd mógł przecież poprzestać na informacji, że zdobywa odpowiednie dane i wysyła odpowiednich ludzi, którzy szybko zajmą się ofiarami i ich bliskimi. Należało się skupić na zapewnianiu obywateli, że władze o każdego Polaka, który znalazł się w niebezpieczeństwie, zadbają i sprowadzą go bezpiecznie i możliwie szybko do ojczyzny – tłumaczy psycholog.
Prof. Nęcki podkreśla, że w tego typu kryzysowych sytuacjach nie można opinii społecznej okłamywać dobrymi rokowaniami, ale zawsze trzeba skupiać się na atmosfery, a nie podtrzymywaniu nerwowej niepewności.
prof. Zbigniew Nęcki
psycholog społeczny

Należy mówić przede wszystkim o tym, że władze robią wszystko, co w ich mocy i są w kontakcie z miejscowymi władzami. Można bez wstydu podać też, że liczba ofiar nie jest znana, bo tuż po dramatycznych wydarzeniach panuje jeszcze chaos.

Zdaniem eksperta, w takich sprawach informacja niepełna i podawana w niekompetentny sposób nie ma prawa pojawiać się w ustach przedstawicieli państwa.
– To demoluje zaufanie społeczeństwa. W przeciwieństwie do sytuacji, w której rząd przyznałby się do braku informacji. To żaden wstyd w kilka godzin po takich wydarzeniach. Nikt nie oczekiwał takich cudów od premier Ewy Kopacz w chwili, gdy nikt na świecie pełnej pewności jeszcze nie miał. Naprawdę trzeba wyciągnąć wreszcie wioski z takich błędów i na przyszłość i mieć ustalony i sprawny sposób zarządzania informacją w kryzysie – radzi Zbigniew Nęcki.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl