
Reklama.
Gdy w końcu zidentyfikowano odnaleziony w 2012 roku na parkingu w Leicester szkielet angielskiego władcy, okazało się, że przed śmiercią przeszedł męczarnie. Przedstawiony w niekorzystnym świetle przez Williama Szekspira król otrzymał w czasie bitwy stoczonej w 1485 roku wiele ran - w głowę, okolice miednicy i żeber. Nie było to łagodne zejście z tego świata.
Ostatni Plantagenet umierał w bólach, ale w czasach, w których żył, taka gwałtowna śmierć nie była niczym szczególnym. Kończąca się wówczas epoka średniowiecza to bowiem czas wieloletnich wojen czy dworskich intryg. A jak kończyli swe żywoty polscy królowie? Różnorako, niektórzy dożywali ostatnich chwil życia w łóżku, inni ginęli w czasie bitew, jeszcze inni umierali wskutek chorób, spisków lub w wyniku nieszczęśliwych wypadków, a nawet... z przejedzenia. Przedstawiamy przykłady królewskiej śmierci, która nie "dokonała się" w sposób naturalny.
Niewiele brakowało, a pierwszym polskim królem nie zostałby Bolesław Chrobry, koronowany w 1025 roku, na krótko przed śmiercią. Prawie ćwierć wieku wcześniej, w 1002 roku w Merseburgu, jeszcze jako polski książę, syn Mieszka I szczęśliwie bowiem uszedł z życiem, gdy targnęli się na nie poplecznicy niemieckiego króla Henryka II.
Nie można natomiast wykluczyć, że ofiarą mordu padł imiennik Chrobrego - Bolesław II Szczodry, którego przeciwnicy oskarżali o zbytnią śmiałość, co miało zapewne związek z konfliktem króla z biskupem Stanisławem ze Szczepanowa.
Po męczeńskiej śmierci hierarchy, Bolesław - oskarżany o bezpośredni udział w mordzie - ratował się ucieczką z kraju i uciekł na Węgry. Możliwe, że przypieczętował tym swój los. – Wielką ściągnął na siebie Bolesław nienawiść u Węgrów i - jak mówią - przyspieszył tym swoją śmierć – czytamy u Galla, zwanego Anonimem. Nieznana jest nawet konkretna data śmierci króla - historycy mówią w tym przypadku albo o roku 1081, albo 1082.
Z całą pewnością wiadomo natomiast, że Przemysł II, wskrzesiciel idei Królestwa Polskiego po okresie rozbicia dzielnicowego, padł ofiarą spisku. Został zamordowany niecały rok po koronacji wskutek intrygi uknutej przez margrabiów brandenburskich. Według informacji z "Rocznika kołbackiego", dowódcą najemników był niejaki Jakub Kaszuba, rycerz, o którego losach jednak niewiele wiadomo.
– (...) zamordowany został w zemście za własną żonę, świętobliwą Lukertę, którą, mając w szpetnym podejrzeniu, sam przedtem kazał zabić – napisano o śmierci Przemysła w "Kronice oliwskiej". W spisek przeciw królowi mogli być zamieszani też członkowie wielkopolskich rodów Nałęczów i Zarembów.
Od śmierci Przemysła II minęła zaledwie dekada, gdy w niewyjaśnionych do końca okolicznościach zmarł Wacław III z czeskiej dynastii Przemyślidów. Był tytularnym polskim królem, ale koronacji nie dożył. W 1306 roku, nie ukończywszy jeszcze 17 lat, padł ofiarą spisku i został zasztyletowany w Ołomuńcu na Morawach. Ponoć - jak pisze Jan Długosz w swych "Rocznikach" - "widziano jak z dworca królewskiego i domu dziekana ołomunieckiego wybiegł i niósł w ręku miecz krwią, zbroczony: ci więc, którzy morderstwo postrzegli, w żalu nagłym i uniesieniu dopadłszy mniemanego zbójcy, bez rozpoznania i zbadania sprawy rozsiekali go na miejscu, ciało zaś jego psom rzucili na pastwę".
– Janczar imieniem Kodża Chazer dzielnym natarciem ranił mu konia, zwalił na ziemię wychowańca piekła, uciął nikczemną głowę i, przynosząc ją padyszachowi, pochwały, względy i hojną nagrodę osiągnął. Głowa nieszczęsnego króla posłaną została do Brussy, przedtem stolicy państwa, aby na widok pospolitego ludu była tam wystawiona. Dla zachowania od zepsucia w miodzie była zatopiona – tak okoliczności śmierci innego polskiego króla, Władysława III Jagiellończyka pod Warną (stąd przydomek Warneńczyk), opisywał turecki kronikarz Chodża Effendi. Był rok 1444, jednak dopiero po prawie pięciu wiekach na polu bitwy wzniesiono polskiemu królowi symboliczny grobowiec. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że Władysław wcale nie zginął w bitwie i podróżował po Europie...
Półtora wieku później, w 1589 roku, tragicznie zmarł w Paryżu Henryk Walezy, pierwszy elekcyjny król Polski, ofiara zamachu... w toalecie. Monarcha, który przebywał w kraju nad Wisłą ledwie kilka miesięcy, po czym uciekł do Francji, gdzie został obwołany królem, zmarł wskutek powikłań po ranach otrzymanych z rąk dominikanina Jakuba Clementa.
Ale skrytobójstwo lub śmierć w bitwie nie było jedyną, a już na pewno nie najczęstszą przyczyną zgonów polskich królów. Tak np. król Michał Korybut Wiśniowiecki, jeden z najgorzej ocenianych polskich koronowanych władców, zginął w 1673 roku w nagłych okolicznościach mając ledwie 33 lata. Powodem było zatrucie żołądkowe. Wiadomo, że król lubił pojeść, dlatego też jego śmierć łączono ze spożyciem zbyt dużej ilości owoców. Do dziś można tego spotkać się z opinią, jakoby Korybut zadławił się... ogórkiem.
Inny nie cieszący się najlepszą oceną król, Stanisław Leszczyński, zmarł w 1766 roku w wyniku powikłań po nieszczęśliwym wypadku. Osiemnaście dni – tyle czasu francuscy lekarze walczyli o życie polskiego króla, księcia lotaryńskiego, który doznał rozległych oparzeń ciała po tym, jak od kominka w pałacu w Lunéville, gdzie przebywał, zajął się ogniem monarszy szlafrok. Medycyna okazała się bezsilna, władca zmarł nie dożywszy 90 lat, ale i tak z powodu wieku zapisał się na kartach polskich dziejów. Żaden spośród innych polskich królów tyle nie przeżył.
Leszczyński, choć dwukrotnie był wybierany polskim królem, zmarł nieszczęśliwy, z dala od Polski. W pewnym sensie jego los podzielił ostatni Polak na królewskim tronie - Stanisław August Poniatowski, skończywszy żywot w 1798 roku w Petersburgu. Przyczyną śmierci był prawdopodobnie udar mózgu. Gdy umierał, Polski od trzech lat nie było już na mapach Europy.
Królewskim życiem, a nawet losami państwa polskiego, rządził też przypadek. Nie wiadomo bowiem, co by było, gdyby w 1370 roku 60-letni Kazimierz Wielki nie spadł z konia w czasie polowania w Przedborzu i nie otrzymał, jak pisał kronikarz Janko z Czarnkowa, "niemałej rany w lewą goleń". Być może spłodziłby jeszcze potomka, który przejąłby po nim ster rządów w państwie, jako kontynuator linii rodu Piastów. Władzę przejęli Jagiellonowie, ale zapewne rządziliby dłużej, gdyby w 1527 roku żona Zygmunta Starego - Bona, nie poroniła syna (Olbrachta) w czasie innego polowania, tym razem w Niepołomicach.
157 lat wcześniej król Kazimierz, wyczerpany po wypadku, zbagatelizował ostrzeżenia lekarzy i dwa miesiące po nieszczęśliwym polowaniu zmarł. Fakt, że w czasie nieszczęsnego wydarzenia król złamał nogę potwierdzono w czasie ekshumacji jego szczątków, przeprowadzonej w 1869 roku.
W tym samym roku odbył się powtórny pochówek zasłużonego monarchy, którego kości ponownie złożono na Wawelu. Niemal 500 lat po pierwszym pogrzebie Kazimierza. Angielski król Ryszard III, którego żegnają właśnie na Wyspach, "czekał" nieco dłużej. Lada dzień spocznie w katedrze w Leicester, 529 lat po śmierci w bitwie, która wpłynęła na bieg angielskiej historii.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl