Ukraińska prokuratura podała, że członkowie Gwardii Narodowej handlowali "na lewo" śmigłowcami Mi-24.
Ukraińska prokuratura podała, że członkowie Gwardii Narodowej handlowali "na lewo" śmigłowcami Mi-24. Shutterstock.com

Wydawałoby się, że dla Ukraińców każdy sprzęt wojskowy jest na wagę złota. Tymczasem ukraińscy śledczy informują, ż członkowie Gwardii Narodowej zamiast skupiać się na walce z rosyjskim okupantem postanowili zarobić na... kradzieży i sprzedaży wojskowych śmigłowców.

REKLAMA
Z doniesień prokuratury wynika, że sprzedano dwa śmigłowce Mi-24R, które miały trafiać do nabywców jako sprzęt cywilny, po wcześniejszym sfałszowaniu ich dokumentacji. Na nielegalnym procederze miano wzbogacić się nawet o 200 tys. euro - podaje TVPInfo. Ze względu na tajność toczącego się w sprawie śledztwa prokuratura nie ujawnia, kto kupował śmigłowce.

Ponad 10 tys. dezerterów

To nie pierwsze problemy ukraińskiej armii. Jak informowaliśmy przed tygodniem, po przeprowadzeniu pierwszej fazy mobilizacji w ukraińskiej armii, zdezerterowało z niej ok. 30 proc. żołnierzy – ujawnił prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Podkreślił, że największą grupę spośród uciekinierów z wojska stanowili żołnierze przejawiający najmniejszą wartość bojową.
Łącznie z terytorium wschodniej Ukrainy objętego działaniami wojennymi zdezerterowało zatem ponad 10 tys. żołnierzy, bo – jak mówił Poroszenko – początkowo do armii zaciągnęło się 35 tys. Ukraińców. Jak dodał prezydent, od tamtego czasu rozmiar procederu dezercji znacznie zmalał.
logo
Ukraińcy chcą zdobyć w Polsce status uchodźcy, by uniknąć mobilizacji. Fot. Drop of Light / Shutterstock.com
Opłakany stan armii
Jak natomiast podkreślał w rozmowie z naTemat Bartosz Chromik, stan techniczny armii był opłakany przed wojną, a teraz jest jeszcze gorzej. – Janukowycz właściwie zdemontował państwo. Armia była niedofinansowana, szefem resortu był obywatel Rosji, a służby specjalne miały prawdziwych dowódców w rosyjskim FSB. Dla większości ludzi to więc jasne, że na dowództwie regularnego wojska nie można dziś polegać – tłumaczył sytuację na Wschodzie.
– Uzasadniony niepokój budzi fakt, iż wiele struktur administracyjnych i wojskowych na Ukrainie wciąż jest silnie spenetrowanych przez służby rosyjskie. Trzeba mieć to więc na uwadze, że nie do końca możemy mieć pełne zaufania do informacji otrzymywanych od Ukraińców. Z tego samego zresztą powodu Ukraina nie może otrzymywać od nas pełnego zestawu informacji wywiadowczych dla niej istotnych, bo mogą one trafić w bardzo niepowołane do tego ręce. – komentował natomiast były wieloletni szef Wojskowych Służb Informacyjnych, gen. Marek Dukaczewski.