
- Mówimy o "rozpowszechnianiu broni jądrowej" jako o czymś złym, a prezydenci USA co jakiś czas przedstawiają utopijne wizje świata zupełnie wolnego od bomb atomowych. (...) postępujemy tak, jak gdyby ta broń nie istniała i nie miała znaczenia. Tymczasem jeżeli naprawdę chcemy bezpieczeństwa, moglibyśmy od czasu do czasu wspomnieć w rozmowach o uzbrojeniu jądrowym NATO – pisze na łamach „Gazety Wyborczej” Ann Applebaum.
REKLAMA
Dziennikarka zaznacza, że dziś fakt iż NATO, uchodzący za najpotężniejszy sojusz militarny na świecie, nie potrafi pomóc Ukrainie, budzi uzasadnioną konsternację. I zaznacza, że jeśli mowa o kryzysie ukraińskim, żadna z wymówek Zachodu nie sprawia wrażenia rozsądnej. Neguje słowa niemieckiej kanclerz Angeli Merkel o tym, że w sprawie Ukrainy „nie ma militarnego rozwiązania”. Wytyka też amerykańskiemu prezydentowi próby zmniejszania roli wojny rosyjsko-ukraińskiej, który określił ją mianem „mało ważnego problemu regionalnego”.
Applebaum działania Rosji i jej groźby uznaje za blefy, które mają u wszystkich wywołać nerwowość. Tyle tylko, że – jak zauważa – są one skuteczne.
Dziennikarka krytykuje też politykę Zachodu wobec Iranu. I tu również, nawiązując do porozumienia zawartego kilka dni temu w Lozannie, stwierdza, że państwa zachodnie ulegały blefom i groźbom. - To dziwne odwrócenie ról: w latach 80. radzieckie przywództwo było przerażone, że kowboj w Białym Domu - ktoś, kto był na tyle zwariowany, że żartował o podpisaniu "prawa, które na zawsze zdelegalizuje Rosję" - mógłby po prostu nacisnąć przycisk – ocenia Applebaum. - Dzisiaj to my obawiamy się szaleńców w obcych stolicach, podczas gdy nasz wielki arsenał jądrowy nie jest nawet wspominany przez zachodnią klasę polityczną, otwarcie zażenowaną tym, że takowy w ogóle jeszcze istnieje.
Applebaum ocenia, że taka postawa jest skrajnie niebezpieczna. - Strategia nuklearna jest w 99 proc. głupią grą psychologiczną, w której nikt nie uczestniczy z entuzjazmem – puentuje Applebuam. - Ale jeżeli odmawiasz jakiegokolwiek w niej udziału, przegrywasz.
Dziennikarka znana jest ze swego kategorycznego podejścia do kwestii rosyjskiej. Już w kwietniu ubiegłego roku ostrzegała, że Rosja będzie dążyć do aneksji wschodnich i południowych obwodów Ukrainy, powtarzając tym samym scenariusz krymski. Zapowiadała, że Kreml będzie wywierał na Kijów naciski ekonomiczne, by osłabić pozycję rządu Arsenija Jaceniuka. Applebaum pisała także, że Rosja może się również posunąć do prowokowania wojny domowej, która wymagałby wysłania na Ukrainę rosyjskiej „misji pokojowej”.
Źródło: wyborcza.pl
