
Zimnowojenne realia, które najmłodsze pokolenia znają tylko z filmów sensacyjnych z lat 80-tych, coraz bardziej stają się rzeczywistością dnia dzisiejszego. Ostatnimi czasy za sprawą Amerykanów, którzy postanowili wysłać nad Europę swoje bombowce strategiczne, by w ten sposób odpowiedzieć na liczne podobne prowokacje Rosji.
REKLAMA
Amerykańskie bombowce B-52, które są zdolne do przenoszenia głowic jądrowych pojawiły się nad Starym Kontynentem 1 i 2 kwietnia. Jak poinformowało amerykańskie lotnictwo, miał być to "pokaz możliwości dowództwa strategicznego USA". Operacja, której nadano kryptonim "Polarny ryk" zakładała przelot po trasie podobnej do tej, którą w minionych miesiącach pokonywały rosyjskie bombowce Tu-95.
Rosyjskie bombowce strategiczne wróciły licznie na trasy, na których straszyły Zachód przez lata poprzedniej zimniej wojny już przed rokiem. Już wówczas samoloty NATO przechwyciły dwa rosyjskie bombowce lecące w kierunku Wielkiej Brytanii. Pół roku później zaczęto wskazywać, że gra Rosjan z NATO w europejskiej przestrzeni powietrznej zaczyna zagrażać współczesnemu, bardzo nasilonemu ruchowi lotniczemu w naszym regionie.
Warto jednak przypomnieć, że na nieco mniejszą skalę tę grę Kreml prowadził na długo przed zaatakowaniem Ukrainy. – Należy wspierać nasz system obrony przeciwlotniczej – mówił w rozmowie z naTemat już w wiosną 2013 roku ekspert ds. obronności Andrzej Walentek. W ten sposób komentował on ówczesne loty rosyjskich bombowców w ramach ćwiczeń... ataku na Szwecję.
Źródło: Barksdale.af.mil
