Czyżby Andrzej Duda strasząc euro trafił w dziesiątkę? To sugeruje najnowszy sondaż.
Czyżby Andrzej Duda strasząc euro trafił w dziesiątkę? To sugeruje najnowszy sondaż. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta; guroldinneden / Shutterstock.com

Wygląda na to, że niespodziewane "odgrzanie" przez Andrzeja Dudę tematu przyjęcia przez Polskę euro to strzał w dziesiątkę. Jak dowodzi najnowszy sondaż Millward Brown, najliczniejsza w polskim społeczeństwie jest dziś grupa tych osób, które wspólnej unijnej walucie mówi stanowcze "nie". Nawet ci Polacy, którzy nie protestują przeciwko euro w naszych portfelach, sugerują, by rządzący wstrzymali się nieco z ewentualnymi decyzjami w tej sprawie.

REKLAMA
Stosunek Polaków do idei wprowadzenia w Polsce waluty euro Millward Brown zbadał na zlecenie "Faktów" TVN. Z sondażu przedstawionego przez tę stację w sobotni wieczór wynika, że przeciwko euro nad Wisłą jest obecnie 46 proc. naszego społeczeństwa. Niewiele mniej osób stwierdziło, że wprowadzenie w Polsce wspólnej unijnej waluty popiera. To aż 44 proc. Polaków. 23 proc. z nas sugeruje jednak, by po spełnieniu kryteriów członkostwa w strefie euro poczekać z porzuceniem złotego 5 lat. Kolejne 21 proc. wskazuje na konieczność odczekania aż 10 lat.
Zapomniany ostatnimi czasy temat euro jako główną oś sporu w kampanii prezydenckiej przed dwoma tygodniami niespodziewanie wprowadził Andrzej Duda. Kandydat reprezentujący w wyścigu o prezydenturę Prawo i Sprawiedliwość określił się jako stanowczy przeciwnik wspólnej waluty UE i wezwał do zadeklarowania się w tej sprawie swoich konkurentów, z prezydentem Bronisławem Komorowskim na czele.
Słowacki euro-straszak Dudy
Urzędującą głowę państwa Andrzej Duda przedstawia bowiem jako zwolennika szybkiego wprowadzenia, które - zdaniem polityka PiS - wiązałoby się ze zubożeniem polskich rodzin. O tym Duda przekonuje w swoich psotach wyborczych i tej tezie poświęcił wycieczkę na Słowację, gdzie euro jakiś czas temu wprowadzono. Kandydat partii Jarosława Kaczyńskiego zrobił tam podstawowe zakupy, a później powtórzył je w Polsce, gdzie zapłacił nieco mniej.
Ten zabieg propagandowy Andrzeja Dudy nie spodobał się zbytnio Słowakom. Nasi sąsiedzi zza górskich szczytów uznali, że to nie tyle kampania straszenia euro, co samą Słowacją. Na łamach jednego z najpopularniejszych i najbardziej renomowanych słowackich dzienników "SME" pisano, że Słowacja "jest przedstawiana jako zły przykład" przez jednego z najpoważniejszych kandydatów do przejęcia władzy w warszawskim Pałacu Prezydenckim.
– Kandydat na prezydenta powinien wykazywać się całościowym myśleniem strategicznym. W podnoszonych dotąd kwestiach polityki zagranicznej Andrzej Duda tymczasem wykazywał się nieco krótkowzrocznością. Dowodzi temu choćby fakt, że polityk chcący zostać prezydentem powinien rozumieć różnice związane z przyjęciem euro przez małe państwa Europy Wschodniej, takie jak Słowacja, i tym, co może to oznaczać dla Polski, która pod względem gospodarczym i ludnościowym znacznie prześciga maleńkie kraje naszego regionu razem wzięte – komentował wówczas w rozmowie z naTemat dr Wojciech Jabłoński, politolog i specjalista ds. marketingu politycznego.
Źródło: TVN24.pl