
Szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych komentował w "Kropce nad i" najnowsze doniesienia dotyczące katastrofy tupolewa. Ekspert zaznacza, że odczyty czarnych skrzynek okrzyknięte przez niektórych "sensacyjnymi" w gruncie rzeczy nie rzucają nowego światła na kwestię przyczyn katastrofy. – Do wypadku doszło wskutek splotu błędów popełnionych przez załogę i kontrolerów – mówił Maciej Lasek.
REKLAMA
Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych zaznaczył, że informacje opublikowane przez RMF FM to wyciek, który nie jest ostateczną wersją stenogramów. – W czasie naszych prac w komisji Millera, kiedy przygotowywany był dla nas stenogram z odsłuchów, było bardzo wiele wersji roboczych. Ale wersja finalna była tylko jedna. Nie wszystkie odsłuchy, które biegłym wydawało się, że słyszą, przetrwały konfrontację z metodologią – mówił ekspert.
Maciej Lasek zaznacza, że zapis nie wnosi nic nowego do ustaleń prokuratury odnośnie przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa. – Do wypadku doszło wskutek splotu błędów popełnionych przez załogę i kontrolerów – powiedział gość Moniki Olejnik.
przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Wiemy jednak to samo, co w 2011 r., kiedy zaczynaliśmy prace: nie ma odgłosu wybuchu, nie ma żadnego zestrzelania, samolot jest sterowany przez załogę praktycznie do samego zderzenia z brzozą. Czytaj więcej
Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych przyznał, że atmosfera w kokpicie "była daleka od profesjonalnej". – Mówiliśmy o tym, że w kokpicie były osoby trzecie, które zaburzały proces podejmowania decyzji i komunikacji między załogą. To jest niedopuszczalne – powiedział Lasek.
Biegli powołani przez Prokuraturę Wojskową na nowo odczytali zapisy z czarnych skrzynek samolotu Tu-154, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się w okolicach Smoleńska. – Śledczym udało się odczytać o 1/3 więcej słów niż w dotychczas publikowanych odczytach – donosi RMF FM. Stenogramy znacznie różnią się od wcześniejszych ustaleń ekspertów.
Z nowych odczytów zapisów rozmów wynika też, że pasażerowie feralnego lotu w trakcie podróży pili piwo. Nie ustalono jednak które z osób na pokładzie się na to zdecydowały.
Konieczność lądowania bez względu na warunki atmosferyczne miał sugerować pilotom m.in. generał Andrzej Błasik, Dowódca Sił Powietrznych. Ten pierwszy miał też przebywać w kabinie pilotów do samego końca. Nie opuścił kokpitu nawet po wezwaniu przez załogę do zajęcia swoich miejsc. Zdaniem ekspertów w rozmowie z pilotami miał stwierdzić m.in. "Faktem jest, że my musimy to robić, do skutku" mając na myśli konieczność lądowania. Gdy kolejne próby zawodziły, oczekiwał od załogi pomysłów.
źródło: tvn24.pl
