Paweł Deresz do kandydatów na prezydenta: Łapy precz od tragedii smoleńskiej
Paweł Deresz do kandydatów na prezydenta: Łapy precz od tragedii smoleńskiej Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

– Gdyby prezydent Kaczyński, znając trudne warunki lotu, powiedział: zmieniamy trasę i lądujemy na lotnisku zapasowym, piloci prawdopodobnie wykonaliby to polecenie. A ponieważ go nie było, lądowali niestety w Smoleńsku – mówi w "Bez autoryzacji" Paweł Deresz, mąż zmarłej w tragedii smoleńskiej Jolanty Szymanek-Deresz.

REKLAMA
Paweł Deresz: Moim zdaniem te informacje niewiele zmieniają, chociaż pokazują, że jest jeszcze wiele tajemnic do końca niewyjaśnionych. Choćby ostatnia rozmowa między braćmi Kaczyńskimi, oraz to, dlaczego gen. Błasik powiedział w kabinie pilotów: "zmieścimy się" i czy to był nacisk na pilotów.
A czy rozmowa między braćmi Kaczyńskimi mogła być tym naciskiem?
Sądzę, że służby wywiadowcze wielu państw muszą mieć nagranie tego wszystkiego, co odbywało się w kabinie pilotów. Przypuszczam, że również mają nagranie rozmowy braci Kaczyńskich. Cały czas na to czekam i myślę, że wcześniej czy później ta rozmowa zostanie upubliczniona.
Jaki wpływ na katastrofę mogła mieć ta rozmowa? Kluczowy czy raczej marginalny?
Sądzę, że piloci cały czas czekali na decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro decyzja nie padła, piloci mogli wywnioskować, że powinni zgodnie z wcześniejszym poleceniem lądować. Gdyby prezydent Kaczyński, znając trudne warunki lotu, powiedział: zmieniamy trasę i lądujemy na lotnisku zapasowym, piloci prawdopodobnie wykonaliby to polecenie. A ponieważ go nie było, lądowali niestety w Smoleńsku.
Jak przyjął Pan fragmenty stenogramów RMF FM dotyczące "piwka" na pokładzie tupolewa.
Odnoszę wrażenie, że jest to zupełnie drugorzędna sprawa. Choć pilotom brak było doświadczenia, to nie sądzę, aby pili alkohol. Natomiast nie wykluczam, że osoby znajdujące się na pokładzie jako pasażerowie, raczyły się między innymi piwem.
Kandydat PiS na prezydenta uważa za rzecz "znamienną", że dwa dni przed rocznicą katastrofy pojawiają się pojawiają się jakieś informacje, przecieki z prokuratury, które mają zburzyć porządek społeczny i doprowadzić do negatywnych emocji. Dla pana również jest to rzecz znamienna?
Wydaje mi się, że była to niefortunna data opublikowania, ale jeśli mamy dążyć do prawdy, to każda pora jest dobra. Jeśli ktokolwiek miałby to zrobić celowo, to jedynie RMF FM. Teraz można by spekulować, na czyich usługach jest ta radiostacja - Platformy Obywatelskiej czy Prawa i Sprawiedliwości. Ale doszlibyśmy w tym miejscu do absurdalnych stwierdzeń.
Jak obserwuje Pan kampanię prezydencką, ma Pan wrażenie, że kandydacie grają Smoleńskiem?
Jeśli chodzi o PiS, to kartą smoleńską gra się od pięciu lat. Niestety. Prawo i Sprawiedliwość używa bez przerwy tej karty i chodzi tu nie tylko o pana Dudę, ale przede wszystkim o pana Macierewicza, który na tragedii smoleńskiej zbija swój polityczny interes.
Kampania prezydencka powinna być wolna od tego tematu?
Moim zdaniem powinna być wolna, ale to są moje marzenia. Natomiast rzeczywistość jest bardzo smutna, a dla mnie osobiście bardzo okrutna.
Czy pozostali kandydaci również grają kartą smoleńską?
Nie zauważyłem. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o prezydenta Komorowskiego, to jego wypowiedzi w tej sprawie są niezwykle rozsądne. Przy okazji, jeśli mógłbym zaapelować do wszystkich kandydatów, to rzeczywiście: ręce precz od tragedii smoleńskiej.
Myśli Pan, że wrzutki dotyczące tragedii smoleńskiej będą coroczną, kwietniową tradycją?
Sądzę, że tak, dopóki cała sprawa nie zostanie wyjaśniona do końca. To potrwa jeszcze wiele lat i zapewne będziemy co pewien czas otrzymywali wrzutki w rodzaju tego, czy generał Błasik był w kabinie, czy nie. Choć tak naprawdę jego obecność w niczym nie umniejsza win strony polskiej przy organizowaniu tego wylotu, oraz strony rosyjskiej przy zabezpieczaniu lądowania, a przede wszystkim błędów pilotów. Tak naprawdę, to przecież chodziło o zejście poniżej wysokości zniżania i niedokształcenie pilotów, brak odpowiednich procedur.
Mówi Pan o wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Czy w tej sprawie chodzi jeszcze o fakty, czy o wiarę w to, jak było?
Moim zdaniem przyczyny tragedii smoleńskiej zostały wyjaśnione. Wyjaśniono również rzecz, która bardzo bulwersuje i na pewno będzie jeszcze bulwersowała, a mianowicie sprawę wybuchu. Z zapisów jasno wynika, że nie było wybuchu, co potwierdzają w sposób wyraźny rozmowy przeprowadzone na pokładzie. samolotu.
To mógł być zamach - twierdzi niemiecki dziennikarz śledczy Jürgen Roth. Jak Pan ocenia tę publikację?
Musiałbym się z nimi zapoznać, ale z wczorajszych doniesień telewizyjnych i prasowych wynika, że to mało kompetentna osoba.