Grecja jak koń trojański. Rosja z pomocą Aten może rozsadzić Europę od środka

Sojusz taktyczny z Rosją z perspektywy Tsiprasa jest dziś dla Grecji bardziej korzystny niż negocjacje z Unią.
Sojusz taktyczny z Rosją z perspektywy Tsiprasa jest dziś dla Grecji bardziej korzystny niż negocjacje z Unią. Fot. Frederic Legrand - COMEO / www.shutterstock.com / Kostas Koutsaftikis / www.shutterstock.com
Zaplanowane na dziś spotkanie greckiego premiera Aleksisa Tsiprasa z rosyjskim prezydentem można interpretować jako pewną dyplomatyczną grę, ale Unii nie wolno jej lekceważyć. Jeśli Rosja w zamian za pomoc finansową uczyni z Grecji swego politycznego satelitę, Bruksela pozostanie wobec Kremla całkowicie bezradna.


To już druga odsłona rozmów, jakie w ostatnich miesiącach Aleksis Tsipras prowadzi z Władimirem Putinem. Jak w oficjalnym komunikacie informują Ateny, dzisiejsze rozmowy będą dotyczyły działań mających być pewnym ratunkiem dla Grecji pogrążonej w kryzysie. Mowa m.in. o zniesieniu embarga na greckie owoce. Te, tak jak i cała unijna żywność, są objęte restrykcjami nałożonymi na UE w odpowiedzi na sankcje jakimi Bruksela z kolei objęła Rosję za jej agresywną politykę na Ukrainie. Nieoficjalnie mówi się jednak, że Tsipras po cichu liczy, iż od Putina uzyska także zniżki na gaz i... pieniądze.


W co gra Putin?
Odpowiedź na pytanie „w co gra Tsipras?” wydaje się więc stosunkowo oczywista. Tym bardziej, że zaledwie kilkanaście godzin temu grecki premier – ten sam, który jeszcze niedawno informował o tym, że 9 kwietnia Grecja straci płynność finansową i ostrzegał, że Ateny przestaną wypłacać uprawnionym do tego obywatelom emerytury i renty – obiecał spłatę długu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Kwota 467 mln euro, wedle obowiązujących ustaleń, powinna do MFW trafić najdalej do jutra. Niedługo potem, bo w połowie kwietnia, konieczne stanie się refinansowanie krótkookresowych obligacji opiewających na kwotę 2,4 mld euro.


Dużo ważniejsze w tej sytuacji okazuje się zatem pytanie „w co gra Putin?”. A odpowiedź na nie powinna być dla całej Unii jasnym sygnałem ostrzegawczym. I co do tego Bruksela nie ma chyba żadnych wątpliwości, czego najlepszym dowodem są słowa, jakie do krajów członkowskich skierował Daniel Rosario, rzecznik Komisji Europejskiej, apelując o niełamanie unijnej solidarności. To bowiem może okazać się dla Starego Kontynentu niebywale groźne.
– Putinowi zależy na osłabieniu lub w ogóle rozbiciu europejskich struktur, których Grecja jest dziś najsłabszym ogniwem – mówi politolog, profesor Antoni Dudek. – I jeśli ten scenariusz się zrealizuje, będzie to ogromny sukces Kremla.


A zrealizować się może, bo podziały w Unii są dziś widoczne wyraźnie jak nigdy wcześniej. Na paradzie z okazji zakończenia II wojny światowej będą w Moskwie przedstawiciele niektórych europejskich państw m.in. Grecji, Słowacji i Czech. Kilka tygodni wcześniej Putin spotykał się także z premierem Węgier.

Dwa scenariusze
Scenariusz zaś może realizować się dwojako. Pierwsza możliwość określana jest przez politologów jako bardziej radykalna, ale stosunkowo prawdopodobna, a mowa o doprowadzeniu do Grexitu – wyjścia Grecji ze strefy euro. I to, zdaniem ekspertów, mogłoby mieć ogromne znaczenie propagandowe dla innych krajów Europy, także znajdujących się w złej kondycji finansowej. Mowa tu przede wszystkim o Węgrzech czy Bułgarii, krajach, które już pokazały, że w ten czy inny sposób są w cieniu Rosji. Pytanie tylko czy Rosję będzie stać na to, by – nawet jeśliby tego chciała – mogła pomagać każdemu.

Sama Unia z pewnością zdaje sobie z ryzyka niebezpieczeństwa, jakie niósłby za sobą Grexit. To sugerował już w swoich wypowiedziach m.in. Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej. Polityk, w niedawnej rozmowie z niemieckim tygodnikiem „Welt am Sonntag”, stanowczo wykluczył możliwość opuszczenia strefy euro przez Grecję. Jego zdaniem grecki kryzys ma zbyt dramatyczne wymiary, by można było na to pozwolić. Grexit – w jego przekonaniu – miałby też doprowadzić do nie dającej się naprawić utraty reputacji całej Unii Europejskiej.

Drugim efektem grecko–rosyjskich rozmów mogłoby być stworzenie z Grecji swoistego państwa satelickiego Rosji. – Moskwa nie ma na tyle dużych rezerw finansowych, by spłacić greckie długi, ale ma ich wystarczająco dużo, by udzielić Tsiprasowi niezbędnej mu w tej chwili pomocy – przekonuje prof. Dudek.
Dziś zadłużenie Grecji wynosi ponad 321 mld euro, z czego gros – 240 mld – to udzielona Atenom w ciągu ostatnich czterech lat pomoc finansowa. Grecję mogłaby uratować kolejna część pomocy finansowej, ale tej Unia udzielić krajowi Tsiprasa nie chce dopóki grecki premier nie przestawi jej pełnej listy konkretnych reform. Putin natomiast, jak ocenia prof. Dudek, może mu te pieniądze dać bez spełniania warunków natury gospodarczej. Da mu je natomiast na warunkach natury politycznej i to, w obecnej sytuacji, może się Tsiprasowi dużo bardziej opłacać niż przeciągające się negocjacje z Unią.

– Kreml może na przykład wymóc na Grecji pewną współpracę polegającą na ochronie interesów Moskwy przed działaniami Unii – ocenia politolog. – Unia jest przecież tak skonstruowana, że wystarczy weto jednego kraju, by zablokować konkretne decyzje. Grecja zatem mogłaby wetować wszystkie potencjalnie szkodliwe dla Rosji działania – dodaje.

Mowa tu m.in. o mających zapaść latem decyzjach o przedłużeniu sankcji wobec Rosji czy działaniach podejmowanych przez Komisję Europejską przeciwko Gazpromowi. Wetowanie na unijnym forum różnych, związanych z Rosją kwestii, byłoby dla Unii niebywale groźne, ale dla Grecji zdecydowanie mniej kosztowne i pracochłonne niż wprowadzanie reform lub choćby dalsze obcinanie płac czy emerytur. W perspektywie krótkoterminowej może się zatem okazać, że wybór Rosji jest z punktu widzenia Tsiprasa wyborem lepszym niż negocjacje ze strefą euro.

Tsipras jak Odys, Grecja jak koń trojański
Opłakana sytuacja finansowa Grecji to jednak nie jedyny przyczynek do współpracy z Rosją. W grę wchodzą tu także względy historyczne. Jak zaznacza prof. Dudek, cały grecki ruch wyzwoleńczy skierowany przeciwko Turcji wspierany był właśnie przez Rosję. Oba kraje łączą także względy religijne – w obu dominuje ta sama wersja chrześcijaństwa – Kościół Prawosławny. Sam Tsipras jest zresztą od lat politycznie związany z kręgami, którym bliżej do Rosji właśnie, a które jednocześnie żywią wobec Zachodu dużą nieufność.

Długoterminowe utrzymywanie Grecji przez Rosję nie jednak wchodzi w grę. Przede wszystkim ze względu na słabości finansowe samej Rosji. Jeżeli ceny ropy nie pójdą w górę to rosyjskie rezerwy będą topniały w dramatycznym tempie, co się zresztą już powoli zaczyna dziać. W zeszłym tygodniu pisaliśmy, że sankcje już teraz uderzają w Rosję bardziej, niż się spodziewano. Przez sankcje prognozowany spadek PKB Rosji w 2015 roku wynosi aż 3,8 proc.!

Propaganda jest zbędna
– Wizyta greckiego premiera w Moskwie jest przede wszystkim sygnałem dla propagandy obu krajów – twierdzi z kolei Paweł Tokarski z Fundacji „Nauka i Polityka”. Zaznacza, że jest niemal pewne, iż Grecja otrzyma jakieś obietnice od Rosji jeśli chodzi o zniżki na ceny gazu czy pomoc finansową. Dodaje jednak, że – z racji kłopotów finansowych, jakie w związku ze spadającymi cenami ropy mogą czekać samą Rosję – Grecja prędzej czy później będzie musiała wrócić po pomoc do strefy euro. Alternatywą dla tego jest tylko ogłoszenie niewypłacalności.

– Ateny powinny w końcu po prostu usiąść do stołu i zacząć dogadywać się ze swoimi partnerami – przekonuje Tokarski. – One zwyczajnie nie mają innego wyjścia. Tymczasem zachowanie greckiego rządu jest wysoce nieprofesjonalne od początku objęcia rządów przez Tsiprasa. W Atenach panuje chaos informacyjny, a w strukturze międzynarodowej stosowane są elementy szantażu.

Mowa tu nie tylko o propagandowym wymiarze wizyty Tsiprasa w Moskwie, ale i o poniedziałkowym wystąpieniu wiceministra finansów Grecji Dimitrisa Mardasa. Ten bowiem oszacował, że Niemcy powinny wypłacić Grecji 278 ,7 mld euro reparacji wojennych. Podana przez wiceministra kwota ma uwzględniać zarówno szkody wyrządzone Grecji przez hitlerowskie Niemcy, jak i pożyczkę, której grecki bank centralny musiał udzielić nazistowskiemu Berlinowi, a której Niemcy nigdy w całości nie spłaciły. Ateny domagają się też zwrotu zrabowanych zabytków. 

To wywieranie presji na Berlin ma najprawdopodobniej skłonić rząd Angeli Merkel do przyjęcia przychylniejszego Atenom stanowiska ws. greckich kredytów. Inna sprawa, że pieniądze z reparacji bardzo by się w obecnej sytuacji greckiemu rządowi przydały.

– Takie działania na dłuższą metę nie będą dla Grecji korzystne – ocenia Tokarski. – Wręcz przeciwnie. W ten sposób Ateny jeszcze bardziej zrażą do siebie Unię i zmniejszą zaufanie, i tak już nadwątlone, jakie żywi do nich cała strefa euro – dodaje.

Bo jak mówi przewodniczący komisji europejskiej Bundestagu Gunther Krichbaum, ten, kto liczy na europejską pomoc, powinien dążyć do Europy, a nie do Moskwy. Dobrze byłoby, by Tsipras w końcu sobie o tym przypomniał.

Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl