
O uświadamianie Rosji w sprawie zagrożenia, jakie grozi Europie i światu w przypadku kolejnego konfliktu zbrojnego na skalę globalną, apelowała podsekretarz stanu USA Victoria Nuland, gość stacji TVN24 Biznes i Świat.
W opinii amerykańskiej dyplomatki to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, jest niepokojące, choć ostatnie rozmowy w Mińsku dowodzą, że nie wszystko stracone. Jak podkreśliła, trzeba inwestować w wypracowany rozejm. Konieczne jest dalsze stosowanie sankcji ekonomicznych, a także nacisków, aby Rosja umożliwiła swobodne działania organom OBWE.
Gorzej, jeśli kraj rządzony przez Władimira Putina nie stosuje się do porozumienia. Ostatnio informowaliśmy, że w rejon Donbasu znowu wysłane zostały rosyjskie czołgi. To jawne pogwałcenie zawartego w połowie lutego porozumienia w Mińsku. Rosja obecności swoich żołnierzy w Donbasie oraz dozbrajaniu sił separatystycznych kategorycznie zaprzecza, oficjalnie wypowiada natomiast jeden z najważniejszych traktatów dotyczących bezpieczeństwa w Europie.

W opinii ekspertki Polska ma do odegrania w przypadku Ukrainy znaczącą rolę, bo w kraju nad Wisłą właśnie - ponad 25 lat temu - dokonano transformacji ustrojowej, i to w sposób bezkrwawy. Ukraińcom - w przekonaniu Nuland - potrzebne jest polskie doświadczenie przy dokonywaniu istotnych z punktu widzenia państwa reform.
Z ust Amerykanki padła też ważna deklaracja: Nuland zastrzegła bowiem, że odpowiedzią USA na agresywne działania Rosji będzie pomoc państwom zagrożonym. – Wyraźnie daliśmy do zrozumienia, że będziemy stawiać opór rosyjskiej agresji, że będziemy wspierać i pomagać naszym sojusznikom oraz przyjaciołom, którzy są poddawani presji – tłumaczyła w programie "Świat".
Wsparcia na wypadek wojny potrzebuje nie tylko Polska, ale i państwa bałtyckie. Po tym, jak społeczne obawy co do konfliktu wzrosły na Litwie i Łotwie, głos zabrały ostatnio władze Estonii. Prezydent kraju Toomas Hendrik Ilves apelował do NATO o przysłanie nad Bałtyk większej ilości wojska.
Źródło: TVN24 Biznes i Świat
