fot. Renault Handisport Team

W tym Macieja Lepiato, skoczka wzwyż. Rekordzistę i mistrza świata, medalistę paraolimpijskiego z Londynu. Wpadliśmy do niego z wizytą, żeby podejrzeć, jak idą mu przygotowania do kolejnych Igrzysk w Brazylii, które startują w przyszłym roku. - Cel? Złoto, oczywiście – zapewnia Maciek.

REKLAMA
Gorzów Wielkopolski, nieduże 120-tysięczne miasto blisko niemieckiej granicy, słynie z żużla. Tutejszy klub KS Stal to ośmiokrotny mistrz Polski i najlepsza wizytówka. W jego barwach jeździł niegdyś Edward Jancarz, legenda tego sportu, a do niedawna Tomasz Gollob, mistrz świata i najbardziej utytułowany polski żużlowiec. Ten pierwszy ma dziś w Gorzowie stadion nazwany swoim imieniem. Na sportowej mapie miasta szlaki przecierają jeszcze koszykarki z polskiej ekstraklasy. Z Gorzowa pochodzi Tomasz Kucharski, wioślarz i dwukrotny medalista olimpijski oraz siatkarz, a obecnie trener, Sebastian Świderski, reprezentant kraju i srebrny medalista mistrzostw świata. Tak, Gorzów ma długie i chlubne sportowe tradycje.
Jest i drugie oblicze gorzowskiego sportu. To mniej znane. Lekkoatleci z tutejszego Klubu Sportowego Niepełnosprawnych Start to prawdziwe „złotka”: przywieźli ich aż siedem z ostatnich Igrzyska Paraolimpijskich w Londynie. - Działamy bardzo prężnie. Można powiedzieć, że jesteśmy potentatem na tym rynku – śmieje się Maciej Lepiato, rekordzista świata i mistrz paraolimpijski skoków wzwyż. Również z Gorzowa.
logo
fot. Renault Handisport Team
Kiedy - po ośmiu godzinach podróży – staję wymęczona w jego drzwiach, Maciek wita mnie uśmiechnięty od ucha do ucha, ubrany w dres. Za niecałą godzinę zaczyna trening. - Najpierw będzie trucht, potem krótka rozgrzewka i ćwiczenia, a na koniec trochę skoków. Ale najpierw kawa – mówi. - Kawa przed treningiem? To dozwolone? - podpytuję pół żartem, pół serio. - Są dwie szkoły. Ale nikt nie udowodnił, że ma zły wpływ. Ja tam lubię wypić filiżankę na pobudzenie przed treningiem. Innych rytuałów nie mam, nie łykam odżywek ani nie zjadam bułki z bananem – śmieje się Maciek. Kawę parzy w nowiutkiej kuchni, bo dopiero co przeprowadził się do własnego mieszkania. - Pierwsza samodzielność – mówi z dumą – Wprowadziłem się w listopadzie, ale jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć. Ciągle jeżdżę na zgrupowania i treningi, w domu bywam rzadko – mówi.
Jak większość młodych Polaków, Maciek zaciągnął kredyt bankowy i kupił swoje pierwsze lokum wspólnie z dziewczyną. - Obowiązuje u nas równouprawnienie – śmieje się – Oboje gotujemy i sprzątamy po równo. Z tym, że ja lubię prasować, ale nienawidzę rozwieszać prania. Za to wczoraj zrobiłem muffinki! - chwali się. W salonie, na ścianie wisi obraz, na którym wszyscy przyjaciele Maćka odcisnęli dłonie. Na pamiątkę. Obok stoją rodzinne zdjęcia i medale z mistrzostw świata, schowane w szklanej gablocie. Obok ten najważniejszy, złoto przywiezione z Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie sprzed dwóch lat. - Nie miałem czasu się urządzać, szukać mebli, więc postawiłem warunek: chcę wejść i od progu powiedzieć „wow!”. Tutaj właśnie tak było, zakochałem się w tym mieszkaniu – mówi, stawiając przede mną filiżankę z kawą.
Maćka udało mi się złapać w rozjazdach: dziś wieczorem ma trening, jutro wyjeżdża na zgrupowanie kadry do Słupska. - Wcześniej, przez kilka lat jeździliśmy do ośrodka w Wiśle. Został wybudowany jeszcze w latach '80, a ostatni remont zrobiono tam piętnaście lat temu. Na pierwszy rzut oka wygląda nieźle, ale warunki są tragiczne. Jedna hala gimnastyczna, więc kiedy przyjeżdża kilka grup, trudno się tam dopchać. Słabo wyposażona siłownia, a na dachach leży jeszcze azbest – wzdycha Maciek – Na szczęście, znaleźliśmy alternatywę w Słupsku. Piękny ośrodek, świetnie wyposażony, z odnową biologiczną. I dostosowany dla niepełnosprawnych – wylicza.
logo
Maciej Lepiato i trener Zbigniew Lewkowicz fot. Renault Handisport Team
Na zgrupowania wyjeżdża kilka razy do roku, na dwa tygodnie. Poza tym treningi, zawody, mistrzostwa...W domu bywa od święta. - Dziewczyna się nie denerwuje? - podpytuję. - Czasem są łzy w oczach, zwłaszcza bliżej kolejnego wyjazdu. Ale jest cierpliwa i wyrozumiała – uśmiecha się Maciek – Cóż, takie życie sportowca. - Czas wolny? - Nie mam go wiele. Dlatego pomoc i współpraca ze sponsorem, firmą Renault, spadła mi z nieba (Maciej Lepiato jest stypendystą Renault Handisport Team – przyp. red.). W innym wypadku pewnie musiałbym znaleźć normalną pracę i zrezygnować ze sportu. Nie dałoby się tego pogodzić – wyjaśnia.
Inaczej niż dla większości dwudziestolatków, wieczorne wyjścia na miasto i imprezy są dla Maćka rzadkością. - Mam paczkę przyjaciół, jeszcze ze studiów. Raz na dwa miesiące staramy się spotkać w pełnym gronie i trzymać kontakt – mówi – Kilka kroków stąd mieszka mój dobry przyjaciel. Umawiamy się na obiady w ulubionej pizzerii za rogiem. Czasem wyskoczę do kina, bo lubię horrory. Na wieczorne wypady na miasto nie wystarcza mi już czasu ani sił, poza tym nie pijam alkoholu. No, dobrze, czasem tylko piwo, od wielkiego dzwonu. Więcej mi nie wolno – śmieje się, zakładając ortoprotezę na niesprawną, lewą stopę. Trening zaczyna się za kwadrans - dokładnie tyle czasu, ile zajmuje dotarcie na miejsce. Maciej Lepiato ćwiczy na sali gimnastycznej w podstawówce, niecałe dwa kilometry od domu.
logo
- Moja rodzina mieszka 30 kilometrów od Gorzowa. Przez pierwszy rok studiów codziennie dojeżdżałem. Wychodziłem na pociąg o 6 rano, potem zajęcia na uczelni, szybki obiad i trening. Do domu wracałem o północy. Po roku takiego życia byłem naprawdę wymęczony. Wynająłem stancję i mieszkałem tak po kątach, przez kilka lat. I teraz mam wreszcie własne mieszkanie, bardzo blisko na treningi – wyjaśnia mi pod drodze. Kiedy docieramy na miejsce, sala jest już pełna. Razem z Maciejem Lepiato ćwiczy piętnastka sportowców, z różnym poziomem niepełnosprawności. Niektórzy po amputacji kończyn, część spośród nich to profesjonaliści, inni są amatorami, dla których sport jest formą spędzania czasu.
- Trochę tłoczno – zauważam. - Warunki są, nie ma co wybrzydzać – uśmiecha się Maciej. Trener Zbyszek Lewkowicz, który kieruje kadrą lekkoatletów reprezentacji Polski, przygląda się surowym okiem i wydaje polecenia: najpierw kilka okrążeń dookoła sali, potem seria ćwiczeń przy barierkach. Po nich Maciej wyciąga materac i ustawia tyczkę, szykując się do skoków. Nie wszystkie się udają, więc trener co chwila podchodzi, udzielając krótkich rad. Z Maciejem Lepiato współpracują już cztery lata.
- Wcześniej przez rok trenowałem sam, zanim trafiłam pod jego skrzydła. Są trzy typy trenerów: despota, który nie słucha i nie umie się dogadać z zawodnikami. Pierdoła, która nie umie przekazać swoich rad zawodnikom. Mój trener jest tym najzdrowszym, pośrednim typem. Ja słucham go uważnie, ale i on słucha mnie, kiedy mam uwagi. Dobrze nam się razem pracuje – wyjaśnia mi później Maciek.
- On jest solidnym, pracowitym zawodnikiem. W swojej dyscyplinie osiągnął już prawie wszystko, z powodzeniem konkuruje z pełnosprawnymi sportowcami. Jest w pierwszej piątce najlepszych skoczków wzwyż w Polsce. W zasadzie nie ma konkurencji, bo zostawił ją w tyle. Ale nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się godny przeciwnik. Anglik już depcze mu po piętach – tłumaczy trener Zbigniew Lewkowicz.
Dwu - trzygodzinne, wieczorne treningi Maćka są codziennością. - Im bliżej mistrzostw, tym są dłuższe i intensywniejsze. Są dni, kiedy ćwiczę na siłowni, we wtorki i piątki mam skoki – opowiada – Później wracam do domu i nie mam już siły na wiele więcej. Krótki prysznic i zwykle kończę na kanapie, przed telewizorem albo grając na laptopie. Ostatnio odświeżam kotleta, gram w Diablo III, ale jestem wielkim fanem drugiej części tej gierki, bo jest lepsza. Zwyczajny chłopak ze mnie - uśmiecha się złoty medalista z Londynu.
logo
Maciej Lepiato jest stypendystą Renault Handisport Team i z jego wsparciem szykuje się do startu w Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio de Janeiro w przyszłym roku. fot. Renault Handisport Team
Maciej Lepiato

Rocznik 1988. Skoczek wzwyż. Rekordzista świata, mistrz paraolimpijski, mistrz świata, wielokrotny medalista mistrzostw Polski. Uprawia sport od czasów gimnazjum. Pierwsze sukcesy odnosił w Gorzowskim Związku Niepełnosprawnych „Start”. Ma na swoim koncie już wiele zwycięstw, ale za najważniejsze uważa zdobycie złotego medalu na Paraolimpiadzie w Londynie w 2012 roku. Systematyczny, zmotywowany i wierzący w swoje możliwości, ciężko trenuje na przyszłe sukcesy. W tym roku zawodnik koncentruje się na Mistrzostwach Europy IPC (International Paralympic Committee), które w sierpniu odbędą się w Swansea, w Wielkiej Brytanii. Ma zamiar poprawić tam swój rekord życiowy, czyli jednocześnie pobić kolejny rekord świata. Obecnie największym marzeniem sportowca jest udział w Igrzyskach Olimpijskich w 2016 r. w Rio de Janeiro. Do startu w igrzyskach przygotowuje się dzięki wsparciu programu Renault Handisport Team, którego jest stypendystą.