Podsłuch w "Różanej" odkryto w dniu, w którym Tomasz Siemoniak miał się spotkać w restauracji z minister obrony Holandii.
Podsłuch w "Różanej" odkryto w dniu, w którym Tomasz Siemoniak miał się spotkać w restauracji z minister obrony Holandii. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Podsłuch działał kilka miesięcy, był aktywny, nielegalny i nie założyła go żadna z polskich służb. Takie są ustalenia posłów z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, dotyczące podsłuchu w warszawskiej restauracji „Różana”.

REKLAMA
1 kwietnia Służba Kontrwywiadu Wojskowego odkryła podsłuch w „Różanej”. Tego dnia w restauracji miało dojść do spotkania Tomasza Siemoniaka z minister obrony Holandii. Wyjaśnieniem tego, kto zamontował urządzenia, zajmuje się prokuratura.
Jak poinformował Marek Biernacki, podsłuch był nielegalny, a co więcej – aktywny w czasie przyjazdu szefa MON. Wykluczone jest jednak, aby był to monitoring służący pilnowaniu porządku w restauracji. Gdyby tak było, jej właściciele powinni o tym poinformować delegację ministra. Co więcej, kamera była ukryta (rejestrowała nie tylko obraz, ale również dźwięk), więc raczej nie chodziło o monitorowanie pracy kelnerów.
Zdaniem wiceszefa sejmowej komisji ds. służb specjalnych, odkryte w „Różanej” urządzenia nie znalazły się tam przypadkowo.
Stanisław Wziątek

Czas zamontowania tych urządzeń, przygotowanie pomieszczeń, żeby osoby przebywające w nich mogły być bardzo dokładnie podsłuchane, wskazują, że to na pewno nie było przypadkiem.


W opinii Wziątka, na montaż urządzeń zgody mogli udzielić sami właściciele lokalu. Nie wiadomo jednak, komu były przekazywane informacje, które zarejestrowały urządzenia. Zdaniem posłów z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, podsłuch nie działał przez długi czas.
Na razie trudno stwierdzić, czy sprawa podsłuchu z „Różanej” związana jest z aferą podsłuchową, która opisał „Wprost”.
Źródło: RMF24.pl