
Razem z lecącymi na łeb na szyję wynikami SLD w sondażach, partia wypalonego Leszka Millera żegna się ze snami o potędze. Pora na bolesne rozliczenia. Pierwszy rachunek wystawili sami wyborcy, dając kandydatce SLD na prezydenta marne 2,4 proc. głosów. Po przegranej kampanii, ugrupowanie drży w posadach, ale Magdalena Ogórek to akurat najmniejsze zmartwienie SLD. Idzie nowe, a po sztandar lewicy ustawia się już kolejka chętnych.
REKLAMA
Kryzys przywództwa: Miller musi odejść
O SLD nigdy nie mówiło się jak o partii prowadzonej w stylu wodzowskim. Prawda jest jednak taka, że Leszek Miller zmonopolizował ugrupowanie i trzymał krótko nie tylko zwykłych szeregowców, lecz także potężnych lewicowych baronów. Za liderem partia stała murem, a przykłady niesubordynacji należały raczej do rzadkości. Jeśli już się zdarzały, to sprawę ucinano krótko - jak w przypadku Grzegorza Napieralskiego. Wystawienie do wyborów mało lewicowej kandydatki, otworzyło puszkę Pandory. Po zjawiskowej porażce, politycy lewicy coraz śmielej wytykają Millerowi błędy i mówią o kryzysie po tej stronie sceny politycznej.
O SLD nigdy nie mówiło się jak o partii prowadzonej w stylu wodzowskim. Prawda jest jednak taka, że Leszek Miller zmonopolizował ugrupowanie i trzymał krótko nie tylko zwykłych szeregowców, lecz także potężnych lewicowych baronów. Za liderem partia stała murem, a przykłady niesubordynacji należały raczej do rzadkości. Jeśli już się zdarzały, to sprawę ucinano krótko - jak w przypadku Grzegorza Napieralskiego. Wystawienie do wyborów mało lewicowej kandydatki, otworzyło puszkę Pandory. Po zjawiskowej porażce, politycy lewicy coraz śmielej wytykają Millerowi błędy i mówią o kryzysie po tej stronie sceny politycznej.
Posłowie SLD przyjęli dwie postawy: przepraszają, jak Włodzimierz Czarzasty albo odcinają się od pomysłu swojego szefa. Ba, sam Miller też przestał chować głowę w piasek i mówi otwartym tekstem o tym, że "Pani Magdalena Ogórek uznała, iż podstawą jej strategii jest podkreślanie niezależności, także od Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zresztą nasza kandydatka nie ukrywała, że wszystkie zasadnicze decyzje podejmuje samodzielnie i że jest to jej kampania" – przyznał w "Sygnałach dnia".
Przyznanie się do błędu, nie jest dla Millera jednoznaczne z próbą rozliczania samego siebie. Od wyborczego fiaska umywa ręce. Szef SLD zna smak porażki, nie raz już był na cenzurowanym, również u własnych kolegów partyjnych, np. kiedy odszedł z formacji i podjął desperacki krok, bratając się z polityczną łobuzerką Andrzeja Leppera i kandydując z list "Samoobrony". Niepowodzenia za każdym razem wzmacniały lidera Sojuszu, ale teraz gra idzie o wyższą stawkę – nie chodzi przecież o przewidywaną przez wszystkich przegraną Ogórek, ale o kondycję lewicy, której przecież od wielu lat przewodzi nie kto inny, tylko Miller.
Lewica na równi pochyłej
Lewica długo wolała mydlić sobie oczy – zimnym prysznicem nie była nawet dotkliwa plajta w wyborach samorządowych. Wówczas, 9-procentowy wynik Miller i spółka potraktowali z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w tym zjawisku niczego niepokojącego. Błąd. To było pierwsze poważne ostrzeżenie od lewicowego elektoratu.
Lewica długo wolała mydlić sobie oczy – zimnym prysznicem nie była nawet dotkliwa plajta w wyborach samorządowych. Wówczas, 9-procentowy wynik Miller i spółka potraktowali z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w tym zjawisku niczego niepokojącego. Błąd. To było pierwsze poważne ostrzeżenie od lewicowego elektoratu.
Lekceważenie oczekiwań wyborców i grzech zaniechania doprowadziły do sytuacji, w której wizja Sejmu bez reprezentacji SLD po jesiennych wyborach parlamentarnych, nie jest rodzajem political fiction, ale scenariuszem coraz bardziej prawdopodobnym. W najnowszym sondażu pracowni TNS Sojusz znajduje się już pod kreską i może liczyć jedynie na 4 proc. poparcia.
Po drodze było sporo błędów: lewicowemu wyborcy, choć zazwyczaj jest lojalny i wiele wybacza, na pewno nie przypadły do gustu umizgi Leszka Millera do Platformy Obywatelskiej ani konszachty i słynne podanie sobie ręki z Jarosławem Kaczyńskim, po tym jak pojawiły się podejrzenia odnośnie sfałszowania wyborów samorządowych.
Nie tylko SLD jest w odwrocie. Kampania prezydencka pokazała, że Janusz Palikot, triumfator sprzed czterech lat i rewelacja poprzednich wyborów parlamentarnych, dzisiaj zdołał przekonać zaledwie 1, 6 proc. wyborców do tego, że to właśnie on może stanąć na czele odnowy lewicy i ustanowić Belweder głównym ośrodkiem lewicowej myśli.
Dzisiejsza lewica jest gnuśna i leniwa i nie próbuje się na nowo zdefiniować, a to potrzeba szczególnie nagląca. Partie centrowe i prawicowe od dawna żerują na "lewicowych" hasłach, nęcąc wyborcę obietnicą ochrony i rozpostarcia nad nim opiekuńczych skrzydeł w postaci rozbudowanego pakietu świadczeń. "Rozdawnictwo" pieniędzy nie jest już znakiem firmowym lewicy, ale populistycznym sloganem, po które równie chętnie sięga zarówno lewica jak i prawica.
Lewica nie budzi się już nawet do życia, kiedy na tapecie są tematy typowe dla lewicy, tj. związki partnerskie, religia w szkole, in vitro. Najdłużej "lewicowy" charakter zachował Palikot, ale przegiął w drugą stronę, koncentrując się na zwalczaniu krzyża w Sejmie i legalizacji gandzi, tak że kiedy porzucił polityczny teatrzyk i chciał wyjść do ludzi z poważnym planem gospodarczym, nikt nie brał go już na serio.
Ludzie odwracają się od SLD, ponieważ partia kojarzy się bardziej ze znienawidzonym "salonem", a nie z bliską zwykłemu człowiekowi partią, z którą dawniej się utożsamiali. Żona prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego uczy w lifestylowej telewizji, jak jeść bezę i elegancko się ubierać, a sam Kwaśniewski robi interesy z zagranicznymi oligarchami. To tylko namiastka problemu, ale prawdą jest, że lewicowy elektorat nie może się już dłużej utożsamiać z ludźmi, którzy z egalitarnością nie mają od dawna nic wspólnego.
Polska lewica popiera dzisiaj podniesienie wieku emerytalnego - partia Janusza Palikota pomogła PO przepchnąć ustawę wprowadzającą taki zapis. Polska lewica popiera zniesienie emerytur pomostowych. Polska lewica nie ma już po prostu wyłączności na program socjalny, walkę ideologiczną z dyskryminacją, czy forsowanie nowoczesnej wizji państwa. Polska lewica, to bankrut, który do zaoferowania ma jedynie mało udane atrapy, kiepsko imitujące realne lekarstwa na współczesne problemy państwa i społeczeństwa.
Quo vadis lewico?
Lewica już nie raz próbowała konsolidować szeregi. Do tej pory większych sukcesów na tym polu nikt jednak nie odnotował. A próbowali nawet najlepsi, nie żaden tam polityczny plankton. Sztandarowym przykładem niepowodzenia tego typu inicjatywy jest projekt Europa Plus, czyli koalicja Janusza Palikota, Marka Siwca, Ryszarda Kalisza i wyroczni polskiej lewicy - Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał być patronem przedsięwzięcia, ale i gwarantem sukcesu. Wspólna lista lewicowych tuzów do Parlamentu Europejskiego okazała się kolejnym politycznym bublem, na który pies z kulawą nogą nie chciał oddać głosu.
Lewica już nie raz próbowała konsolidować szeregi. Do tej pory większych sukcesów na tym polu nikt jednak nie odnotował. A próbowali nawet najlepsi, nie żaden tam polityczny plankton. Sztandarowym przykładem niepowodzenia tego typu inicjatywy jest projekt Europa Plus, czyli koalicja Janusza Palikota, Marka Siwca, Ryszarda Kalisza i wyroczni polskiej lewicy - Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał być patronem przedsięwzięcia, ale i gwarantem sukcesu. Wspólna lista lewicowych tuzów do Parlamentu Europejskiego okazała się kolejnym politycznym bublem, na który pies z kulawą nogą nie chciał oddać głosu.
Dzisiaj jednak, kiedy sytuacja na lewicy zaczyna przypominać popłoch na tonącym okręcie, nie wszyscy rzucają się do ucieczki i odpływają na szalupie ratunkowej. Niektórzy chcą zostać i ratować dziurawą łajbę. O nowy, odświeżony wizerunek lewicy zabiegają już działacze Partii Razem. Na razie o niewielkiej formacji zrzeszająca lewicowych aktywistów z różnych środowisk, słyszało niewielu. Ale to na pewno ciekawa propozycja dla tych, którzy mają lewicowe poglądy, a partia Millera czy Palikota są już dla nich skompromitowane.
– Dzisiejszy Sejm jest jest pełen reprezentantów elit, dbających o interesy wielkiego biznesu – my chcemy być partią pracowników, lokatorów, ludzi wypchniętych na fikcyjne samozatrudnienie i umowy śmieciowe – reklamują się na swojej stronie autorzy inicjatywy.
Ławka rezerwowych na lewicy jest krótka, a scena wyjątkowo zabetonowana, ale w ostatnich latach, na lewicy pojawiło się kilka charakterystycznych postaci, które mogłyby w przyszłości wyrosnąć na poważnych graczy. Do takich z pewnością należy Barbara Nowacka, która jako jedna z nielicznych na razie trwa u boku Janusza Palikota. To właśnie jej nazwisko, a nie Magdaleny Ogórek było typowane, kiedy gruchnęła wiadomość o tym, że na lewicy poszukiwana jest kandydatka do prezydenckiego fotela. Propozycji nie przyjęła, bo, jak później tłumaczyła, nie czuła się gotowa.
Rzeczywiście, zdaje się, że Nowackiej brakuje jeszcze politycznej ogłady, a jej wystąpienia publiczne często pozostawiają niedosyt, ale jeśli rozejrzeć się po lewicy, to okazuje się, że córka zmarłej w katastrofie działaczki lewicowej, ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby w przyszłości nieźle namieszać.
O tym, że lewica może jeszcze podobać się wyborcom przekonuje historia Roberta Biedronia. Przeszedł długą drogę: od posła-geja, z którego można sobie bezkarnie dworować, przez pracowitego i cenionego polityka, po prezydenta Słupska i "lepszą" twarz lewicy.
W samym Sojuszu z kolei, zęby ostrzy sobie młodsze pokolenie. Możliwe jest, że wkrótce po schedę po Millerze zgłoszą się młode wilki, takie jak Krzysztof Gawkowski, który nie bał się krytykować Ogórek w trakcie kampanii, czy Dariusz Joński, obecny rzecznik – na razie wierny wodzowi, ale kto wiem, jak się zachowa, kiedy nadarzy się okazja..
Podobno jedna trzecia Polaków ma lewicowe poglądy. Sporo. Jeśli lewica chce zagospodarować ten elektorat, zamiast ze łzami w oczach patrzeć jak kolejni wyborcy odpływają do PO i PiS-u, musi przestać unikać konfrontacji z rzeczywistością i udawać, że nic złego się nie dzieje. Dzieje się dużo złego, a wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Nieważne, czy lewica będzie się jednoczyć, czy nagle pojawi się polityczna drobnica. Pora coś zrobić. Pora na pobudkę.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
