SLD z Leszkiem Millerem na czele nie ma na siebie pomysłu.
SLD z Leszkiem Millerem na czele nie ma na siebie pomysłu. Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

Razem z lecącymi na łeb na szyję wynikami SLD w sondażach, partia wypalonego Leszka Millera żegna się ze snami o potędze. Pora na bolesne rozliczenia. Pierwszy rachunek wystawili sami wyborcy, dając kandydatce SLD na prezydenta marne 2,4 proc. głosów. Po przegranej kampanii, ugrupowanie drży w posadach, ale Magdalena Ogórek to akurat najmniejsze zmartwienie SLD. Idzie nowe, a po sztandar lewicy ustawia się już kolejka chętnych.

REKLAMA

Kryzys przywództwa: Miller musi odejść O SLD nigdy nie mówiło się jak o partii prowadzonej w stylu wodzowskim. Prawda jest jednak taka, że Leszek Miller zmonopolizował ugrupowanie i trzymał krótko nie tylko zwykłych szeregowców, lecz także potężnych lewicowych baronów. Za liderem partia stała murem, a przykłady niesubordynacji należały raczej do rzadkości. Jeśli już się zdarzały, to sprawę ucinano krótko - jak w przypadku Grzegorza Napieralskiego. Wystawienie do wyborów mało lewicowej kandydatki, otworzyło puszkę Pandory. Po zjawiskowej porażce, politycy lewicy coraz śmielej wytykają Millerowi błędy i mówią o kryzysie po tej stronie sceny politycznej.

Posłowie SLD przyjęli dwie postawy: przepraszają, jak Włodzimierz Czarzasty albo odcinają się od pomysłu swojego szefa. Ba, sam Miller też przestał chować głowę w piasek i mówi otwartym tekstem o tym, że "Pani Magdalena Ogórek uznała, iż podstawą jej strategii jest podkreślanie niezależności, także od Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zresztą nasza kandydatka nie ukrywała, że wszystkie zasadnicze decyzje podejmuje samodzielnie i że jest to jej kampania" – przyznał w "Sygnałach dnia".

Przyznanie się do błędu, nie jest dla Millera jednoznaczne z próbą rozliczania samego siebie. Od wyborczego fiaska umywa ręce. Szef SLD zna smak porażki, nie raz już był na cenzurowanym, również u własnych kolegów partyjnych, np. kiedy odszedł z formacji i podjął desperacki krok, bratając się z polityczną łobuzerką Andrzeja Leppera i kandydując z list "Samoobrony". Niepowodzenia za każdym razem wzmacniały lidera Sojuszu, ale teraz gra idzie o wyższą stawkę – nie chodzi przecież o przewidywaną przez wszystkich przegraną Ogórek, ale o kondycję lewicy, której przecież od wielu lat przewodzi nie kto inny, tylko Miller.

Lewica na równi pochyłej Lewica długo wolała mydlić sobie oczy – zimnym prysznicem nie była nawet dotkliwa plajta w wyborach samorządowych. Wówczas, 9-procentowy wynik Miller i spółka potraktowali z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w tym zjawisku niczego niepokojącego. Błąd. To było pierwsze poważne ostrzeżenie od lewicowego elektoratu.

Lekceważenie oczekiwań wyborców i grzech zaniechania doprowadziły do sytuacji, w której wizja Sejmu bez reprezentacji SLD po jesiennych wyborach parlamentarnych, nie jest rodzajem political fiction, ale scenariuszem coraz bardziej prawdopodobnym. W najnowszym sondażu pracowni TNS Sojusz znajduje się już pod kreską i może liczyć jedynie na 4 proc. poparcia.

Po drodze było sporo błędów: lewicowemu wyborcy, choć zazwyczaj jest lojalny i wiele wybacza, na pewno nie przypadły do gustu umizgi Leszka Millera do Platformy Obywatelskiej ani konszachty i słynne podanie sobie ręki z Jarosławem Kaczyńskim, po tym jak pojawiły się podejrzenia odnośnie sfałszowania wyborów samorządowych.

Nie tylko SLD jest w odwrocie. Kampania prezydencka pokazała, że Janusz Palikot, triumfator sprzed czterech lat i rewelacja poprzednich wyborów parlamentarnych, dzisiaj zdołał przekonać zaledwie 1, 6 proc. wyborców do tego, że to właśnie on może stanąć na czele odnowy lewicy i ustanowić Belweder głównym ośrodkiem lewicowej myśli.

Dzisiejsza lewica jest gnuśna i leniwa i nie próbuje się na nowo zdefiniować, a to potrzeba szczególnie nagląca. Partie centrowe i prawicowe od dawna żerują na "lewicowych" hasłach, nęcąc wyborcę obietnicą ochrony i rozpostarcia nad nim opiekuńczych skrzydeł w postaci rozbudowanego pakietu świadczeń. "Rozdawnictwo" pieniędzy nie jest już znakiem firmowym lewicy, ale populistycznym sloganem, po które równie chętnie sięga zarówno lewica jak i prawica.

Lewica nie budzi się już nawet do życia, kiedy na tapecie są tematy typowe dla lewicy, tj. związki partnerskie, religia w szkole, in vitro. Najdłużej "lewicowy" charakter zachował Palikot, ale przegiął w drugą stronę, koncentrując się na zwalczaniu krzyża w Sejmie i legalizacji gandzi, tak że kiedy porzucił polityczny teatrzyk i chciał wyjść do ludzi z poważnym planem gospodarczym, nikt nie brał go już na serio.

Ludzie odwracają się od SLD, ponieważ partia kojarzy się bardziej ze znienawidzonym "salonem", a nie z bliską zwykłemu człowiekowi partią, z którą dawniej się utożsamiali. Żona prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego uczy w lifestylowej telewizji, jak jeść bezę i elegancko się ubierać, a sam Kwaśniewski robi interesy z zagranicznymi oligarchami. To tylko namiastka problemu, ale prawdą jest, że lewicowy elektorat nie może się już dłużej utożsamiać z ludźmi, którzy z egalitarnością nie mają od dawna nic wspólnego.

Polska lewica popiera dzisiaj podniesienie wieku emerytalnego - partia Janusza Palikota pomogła PO przepchnąć ustawę wprowadzającą taki zapis. Polska lewica popiera zniesienie emerytur pomostowych. Polska lewica nie ma już po prostu wyłączności na program socjalny, walkę ideologiczną z dyskryminacją, czy forsowanie nowoczesnej wizji państwa. Polska lewica, to bankrut, który do zaoferowania ma jedynie mało udane atrapy, kiepsko imitujące realne lekarstwa na współczesne problemy państwa i społeczeństwa.

Quo vadis lewico? Lewica już nie raz próbowała konsolidować szeregi. Do tej pory większych sukcesów na tym polu nikt jednak nie odnotował. A próbowali nawet najlepsi, nie żaden tam polityczny plankton. Sztandarowym przykładem niepowodzenia tego typu inicjatywy jest projekt Europa Plus, czyli koalicja Janusza Palikota, Marka Siwca, Ryszarda Kalisza i wyroczni polskiej lewicy - Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał być patronem przedsięwzięcia, ale i gwarantem sukcesu. Wspólna lista lewicowych tuzów do Parlamentu Europejskiego okazała się kolejnym politycznym bublem, na który pies z kulawą nogą nie chciał oddać głosu.

Janusz Palikot i jego lewicowe projekty nie wypaliły

Dzisiaj jednak, kiedy sytuacja na lewicy zaczyna przypominać popłoch na tonącym okręcie, nie wszyscy rzucają się do ucieczki i odpływają na szalupie ratunkowej. Niektórzy chcą zostać i ratować dziurawą łajbę. O nowy, odświeżony wizerunek lewicy zabiegają już działacze Partii Razem. Na razie o niewielkiej formacji zrzeszająca lewicowych aktywistów z różnych środowisk, słyszało niewielu. Ale to na pewno ciekawa propozycja dla tych, którzy mają lewicowe poglądy, a partia Millera czy Palikota są już dla nich skompromitowane.

– Dzisiejszy Sejm jest jest pełen reprezentantów elit, dbających o interesy wielkiego biznesu – my chcemy być partią pracowników, lokatorów, ludzi wypchniętych na fikcyjne samozatrudnienie i umowy śmieciowe – reklamują się na swojej stronie autorzy inicjatywy.

Ławka rezerwowych na lewicy jest krótka, a scena wyjątkowo zabetonowana, ale w ostatnich latach, na lewicy pojawiło się kilka charakterystycznych postaci, które mogłyby w przyszłości wyrosnąć na poważnych graczy. Do takich z pewnością należy Barbara Nowacka, która jako jedna z nielicznych na razie trwa u boku Janusza Palikota. To właśnie jej nazwisko, a nie Magdaleny Ogórek było typowane, kiedy gruchnęła wiadomość o tym, że na lewicy poszukiwana jest kandydatka do prezydenckiego fotela. Propozycji nie przyjęła, bo, jak później tłumaczyła, nie czuła się gotowa.

Barbara Nowacka, to według wielu, nadzieja lewicy

Rzeczywiście, zdaje się, że Nowackiej brakuje jeszcze politycznej ogłady, a jej wystąpienia publiczne często pozostawiają niedosyt, ale jeśli rozejrzeć się po lewicy, to okazuje się, że córka zmarłej w katastrofie działaczki lewicowej, ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby w przyszłości nieźle namieszać.

O tym, że lewica może jeszcze podobać się wyborcom przekonuje historia Roberta Biedronia. Przeszedł długą drogę: od posła-geja, z którego można sobie bezkarnie dworować, przez pracowitego i cenionego polityka, po prezydenta Słupska i "lepszą" twarz lewicy.

W samym Sojuszu z kolei, zęby ostrzy sobie młodsze pokolenie. Możliwe jest, że wkrótce po schedę po Millerze zgłoszą się młode wilki, takie jak Krzysztof Gawkowski, który nie bał się krytykować Ogórek w trakcie kampanii, czy Dariusz Joński, obecny rzecznik – na razie wierny wodzowi, ale kto wiem, jak się zachowa, kiedy nadarzy się okazja..

Podobno jedna trzecia Polaków ma lewicowe poglądy. Sporo. Jeśli lewica chce zagospodarować ten elektorat, zamiast ze łzami w oczach patrzeć jak kolejni wyborcy odpływają do PO i PiS-u, musi przestać unikać konfrontacji z rzeczywistością i udawać, że nic złego się nie dzieje. Dzieje się dużo złego, a wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Nieważne, czy lewica będzie się jednoczyć, czy nagle pojawi się polityczna drobnica. Pora coś zrobić. Pora na pobudkę.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl