Sieć popularnych kawiarni nie sprzeda kawy ubogim i bezdomnym?
Sieć popularnych kawiarni nie sprzeda kawy ubogim i bezdomnym? FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA

Starbucks podpadł prof. Monice Płatek, znanej karnistce. Pracownicy popularnej sieciówki serwującej kawę wyprosili osoby podejrzewane o bezdomność. Prawniczka staje w ich obronie i twierdzi, że Starbucks prowadzi politykę jawnej dyskryminacji. O co tak naprawdę chodzi? Incydent pokazuje, że w kwestii bezdomności rozkładamy bezradnie ręce, udajemy, że nie widzimy, albo, tak jak kawiarnia, wyrzucamy problem za...drzwi.

REKLAMA
Profesor Monika Płatek wpadła do Starbucksa na Dworcu Centralnym w Warszawie na chwilę, po kawę, ale wszystko wskazuje na to, że to, co ją tam spotkało nie będzie miało charakteru "przelotnego" zdarzenia.
Kto dostanie kawę, a kto powinien wziąć termos?
7. 30 Dworzec Centralny. Już na wejściu profesor Monika Płatek zauważyła, że coś jest nie tak. Troje pracowników kawiarni stało przy stoliku, przy którym siedziały dwie kobiety. Sprzedawcy nie przebierali w środkach i próbowali krzykiem się ich pozbyć. Powód? Tutaj wersje są różne. Pracownicy Starbucksa twierdzą, że kobiety "przysypiały", a siedzący obok klient, wtórując atakom personelu, denerwował się, że nie zamówiły żadnej kawy, co jest równoznaczne z tym, że nie mają prawa do przebywania w lokalu. Ale tak naprawdę chodziło o to, że kobiety posądzono o bezdomność.
Prof. Monika Płatek

To skandal. Nic nie wskazywało na to, że kobiety były bezdomne. Wyglądały schludnie, nie awanturowały się. Zresztą, zareagowałabym nawet, gdyby rzeczywiście chodziło o bezdomnych. Nikomu nie przeszkadzała obecność dwóch pań przy stoliku, a w kawiarni nie było dużego ruchu. To dyskryminacja i należy głośno pytać, czy to jest powszechna praktyka stosowana w sieci kawiarni Starbucks, czy tak wyglądają tam standardy? Tego nie wiem, ale jeśli w tym wypadku pracownicy zachowali się w ten sposób, to należy domniemywać, że nie jest to przypadek odosobniony .

Profesor przyznaje, że prawdziwe schody zaczynają się w momencie, kiedy mamy do czynienia z osobami bezdomnymi, które nie potrafią znaleźć sposobu albo po prostu nie chcą dbać o higienę, np. z powodu uzależnienia od alkoholu. – Rozumiem, że to jest mocno niekomfortowa sytuacja, kiedy obok nas siedzi lub przebywa taka osoba. Wtedy należy grzecznie zaproponować, żeby się umyła – są miejsca, gdzie mogą to zrobić. W przypadku sytuacji, która mnie spotkała w Starbucksie, nic takiego nie miało miejsca. Kobiety, mimo tego, że nie wyglądały na bezdomne, były czyste i wyglądały porządnie, zostały potraktowane obcesowo. Mamy problem z bezdomnością, ale dyskryminacja nie jest rozwiązaniem – dodaje.
Starbucks bierze pracowników w obronę, a w odpowiedzi na zarzuty prof. Płatek, firma PR AmRest, w której skład wchodzi sieć kawiarni, wysyła list. Oficjalne stanowisko różni się od relacji prawniczki. Według Iwony Sarachman, dyrektorki ds. PR, kobiety przebywały w lokalu, ponieważ chciały tam spać, co wywoływało "dyskomfort i skargi klientów". Firma przeprosiła osoby uczestniczące w zajściu za nieodpowiednie zachowanie personelu, podkreśliła, że poszanowanie innych osób jest standardem, a nierespektowanie tej zasady, nie będzie tolerowane.
Starbucks wyprasza, inna kawiarnia zaprasza
Magdalena Blcerzak-Piwowar jest właścicielką restauracji w Inowrocławiu. "Róże, fiołki i aniołki" nie mogą się równać z gigantem kawiarnianym Starbucksem ani pod względem dochodów, ani frekwencji, ale już w kwestii standardów, wielka sieciówka mogłaby się wiele nauczyć od niewielkiej restauracji. W kawiarni w samym centrum Inowrocławia prowadzona jest akcja "Podziel się kawą i posiłkiem z bezdomnym".
Monika Balcerzak-Piwowar, prowadzi restaurację "Róże, fiołki i Aniołki"

Na początku mieszkańcy nie byli do tego pomysłu przekonani, ale teraz inicjatywa cieszy się sporym zainteresowaniem, a ludzie, którzy do nas przychodzą chętnie dzielą się z bezdomnymi i ubogimi. Po raz pierwszy pomyślałam o tym już jakiś czas temu, kiedy uderzył mnie widok ludzi chodzących po ulicy, których nie stać na jedzenie ani kupno kawy w restauracji. Poszłam za ciosem i instynkt mnie nie zawiódł - pomagamy chętnie, trzeba dać do tego tylko impuls.

O ile mieszkańcy chętnie się włączają do akcji, o tyle radni, zachowują się raczej jak pracownicy Starbucksa. Nie wyrzucają bezdomnych z restauracji, ale już na Facebooku pozwalają sobie na niewybredne komentarze. W żarcikach o restauracji "dla bezdomnych" celuje sam przewodniczący rady miejskiej Tomasz Marcinkowski, który pod zdjęciem przedstawiającym pijanego mężczyznę, który przewrócił się na rowerze napisał, że "Nie...aż tak te darmowe zupki syte nie mogą być".
Właścicielka restauracji nie ukrywa oburzenia. – To jak zareagowali radni, w tym sam przewodniczący Rady Miejskiej, to skandal. Wyśmiewają się na Facebooku z biednych i bezdomnych – mówi naTemat oburzona szefowa lokalu.
Dyskryminacja – która najprawdopodobniej miała miejsce w wypadku Starbucksa i wyśmiewanie, jak w wypadku inowrocławskich radnych, nie zatuszują problemu z bezdomnymi. Starbucks pewnie dalej będzie wypraszał każdego, kto wyda się podejrzany, krzewiąc postawę wrogą wobec ludzi na marginesie społecznym. Miejscy rajcy pewnie się trochę powściągną, ale pomysł właścicielki restauracji, żeby dokarmiać biednych, nadal będzie przedmiotem żartów w przerwach na sesji rady.
W przypadku, który spotkał prof. Monikę Płatek, bezpardonowe pozbycie się kobiet nosiło znamiona dyskryminacji, z kolei inowrocławscy politycy wykazali się brakiem ogłady i empatii. Co jednak zrobić, kiedy mimo najszczerszych chęci, ogromnej wrażliwości i gotowości niesienia pomocy, tuż obok nas w kawiarni usiądzie zarośnięty, niepachnący różami, niechlujny jegomość, patrzący nam w talerz? Może nam odebrać nie tylko apetyt. Na moment możemy też zapomnieć o empatii i współczuciu.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl