Straż Obywatelska z Ruszkowa schwytała rabusia, który okradał okoliczne mieszkania.
Straż Obywatelska z Ruszkowa schwytała rabusia, który okradał okoliczne mieszkania. YouTube.com, kanał: Aleksander Pitura

Przybywa Polaków, którzy nie oglądają się na policję i biorą sprawy w swoje ręce. Tropią, szukają, strzegą. Trzymają rękę na pulsie i są zawsze w gotowości. Polscy szeryfowie wychodzą na ulicę. To obywatelska postawa godna pochwały, czy niepotrzebna brawura i wchodzenie w buty policjantów?

REKLAMA
Łapiemy przestępców
Ostatnio Krzysztof Dymkowski, motorniczy z Wrocławia pomógł policji w Pile złapać 18-latka, który buszował w sieci w poszukiwaniu treści pedofilskich. Na koncie ma jednak znacznie więcej podobnych wyczynów. Tropieniem przestępców zajmuje się już od 10 lat.
Wrocławianin specjalizuje się w przeczesywaniu sieci – szczególnie zawziął się na pedofilów grasujących w internecie i wymieniających się plikami, w których wykorzystuje się dzieci. – Będę to robił dalej, bo to jest obowiązkiem każdego Polaka – mówił detektyw amator z Wrocławia.
Polacy walczą nie tylko z internetowymi przestępcami. Dariusz Paczkowski, prezes fundacji Klamra i działacz społeczny, od wielu lat z wielkim zaangażowaniem zamalowuje faszystowskie napisy na murach. Często samodzielnie, bo czasem szkoda czasu na zgłaszanie sprawy na komendę. W miejsce nazistowskiej symboliki, pojawiają się murale jego autorstwa.
Dariusz Paczkowski, fundacja Klamra

Kiedy widzę napis "H***" na placu zabaw, gdzie bawią się moje dzieci, to po prostu biorę pędzel i zamalowuję nienawistne i wulgarne hasła. Nie chcę, żeby moje dzieci dorastały w takim otoczeniu. Nie chcę też, żeby polskie ulice były upstrzone ohydnymi napisami i malunkami. Dlatego temu przeciwdziałam.

Społecznik, podobnie, jak motorniczy z Wrocławia, uważa, że wojowanie z "mową nienawiści" to jego obywatelski obowiązek. – Powiem więcej, chociaż nie wiem, czy się nie zagalopuję – właśnie taką postawę uważam za patriotyczną - mówi naTemat. Jeszcze 10 lat temu, policjanci mieli Dariusza Paczkowskiego za wariata. Dzisiaj, kiedy pojawia się na komendzie zgłosić jakąś sprawę, nikt nie traktuje go niepoważnie.
Szeryfowie często działają w grupie, jak w przypadku straży obywatelskiej. Kiedy w miejscowości Ruszowo złodzieje zaczęli łupić mieszkania, lokalna społeczność nie czekała z założonymi rękami. Złodziej pozostawał bezkarny, a okradanie domów trwało parę ładnych miesięcy – dopiero interwencja mieszkańców doprowadziła do schwytania rabusia.
Aleksander Pitura, członek straży obywatelskiej

Mimo pierwszego sukcesu, straż obywatelska nie spoczęła na laurach. - Niech złodzieje wiedzą, że czuwamy, że jesteśmy zorganizowani i nie pozwolimy się okradać. Jestem pewien, że każdy potencjalny złodziej dwa razy pomyśli, zanim znowu zdecyduje się coś ukraść – kwituje Aleksander Pitura. Czytaj więcej

Podobnych obywatelskich inicjatyw jest więcej, swoją straż obywatelską ma m.in. we Wrocławiu,  Żychlinie, czy Opolu. Pilnują podwórek, przeganiają wandali, patrolują okolicę.
Takie inicjatywy mają też swoja ciemną stronę. Bezczynność policji i przejęcie kontroli przez mieszkańców może prowadzić do tragedii, np. takiej, jaka miała miejsce we Włodowie. W 2005 roku doszło tam do samosądu na Józefie Ciechanowiczu, wielokrotnym przestępcy. Tłum zabił wtedy mężczyznę, który siał postrach wśród miejscowych.
Polski szeryf ma oko na swoją dzielnicę, ale nie patyczkuje się też z piratami drogowymi. Zamiast rewolweru, ma przy sobie telefon komórkowy, którym nagrywa amatorów dociskania gazu za kółkiem. Sporo samochodów ma na uposażeniu kamerki. To drugie najważniejsze narzędzie "szeryfa za kierownicą" - dzięki nim, nawet jeśli sprawa nie trafia na policyjne biurko, to o wyczynie kierowcy-pirata robi się głośno w sieci. W internecie można znaleźć setki takich nagrań, dzięki czemu, być może kierowca, który ma ciężką nogę, po obejrzeniu kilku podobnych relacji, zastanowi się, zanim ruszy z piskiem opon.
Watchdog, czyli strażnik
Przykładów interwencji samych obywateli zaczyna być coraz więcej. M.in. za sprawą tzw. watchdogingu. Typowemu watchdogowi nie jest wszystko jedno. Bierze pod lupę finanse państwa i patrzy, kto, gdzie i po co je wydał. Watchdog bacznie patrzy władzy na ręce i może być upierdliwy. Kto to taki?
Joanna Gucman-Muż, Sieć Obywatelska Watchdog

Watchdog to osoba, grupa, instytucja, która monitoruje działania innych instytucji, urzędów, firm, pod kątem ich zgodności z prawem i wywiązywania się ze swoich obowiązków. To rodzaj obywatelskiej kontroli , która ma służyć publicznemu interesowi.

Czasem nazywa się ich "sygnalistami", ponieważ dają znać, że coś w systemie działa nie tak, jak powinno. Za Oceanem nazywa się ich "whistblowerami" – od angielskiego wyrażenia oznaczającego "dmuchać w gwizdek".
Instytut Spraw Publicznych zbadał, jak wygląda sytuacja sygnalistów w Polsce. Okazuje się, że informowanie o nieprawidłowościach to ryzykowne zajęcie, a zamiast wdzięczności, osoba, która sygnalizuje problem, sama może napytać sobie biedy.
– Polscy sygnaliści na różnych etapach swojej aktywności zmagają się z licznymi problemami, które czynią z whistleblowingu działanie wysokiego ryzyka. Sygnaliści dość szybko doświadczali negatywnych konsekwencji swoich działań, które gwałtownie się nasilały, jeśli dochodziło do przekazania informacji o nadużyciach instytucjom zewnętrznym – pisali autorzy raportu o sygnalistach.
O cenie, jaką niekiedy trzeba zapłacić za stanie na straży porządku, boleśnie przekonał się Dariusz Paczkowski. Został napadnięty przez 24-latka przy jednym ze swoich murali z tęczą.
– To bez wątpliwości konsekwencja tego, czym się zajmuję. Radykałom i nacjonalistom nie podobają się moje starania, żeby oczyścić przestrzeń publiczną z faszystowskich napisów. Ta napaść miała taki charakter, ale też tło stanowiła homofobia. Człowiek, który mnie zaatakował, najwyraźniej myślał, że skoro tęcza, to muszę być homoseksualny. Nie jest tak, ale to już bez znaczenia. W sądzie wygrałem, a chłopak spędzi pół roku za kratkami i zapłaci karę pieniężną – powiedział Paczkowski.
W Polsce nie doczekaliśmy się jeszcze swojego Edwarda Snowdena, który jest jednym z bardziej znanych sygnalistów, nie ma też u nas nikogo na miarę Juliana Assange'a, drugiego słynnego "whistblowera". Może to i dobrze – obydwaj są podejrzewani o nieczyste zagrywki, a ich działanie na rzecz wspólnego dobra, na każdym kroku jest podważane. Mamy za to coraz więcej świetnych przykładów na to, że nie jest nam wszystko jedno. Polskich szeryfów przybywa, a przecież wiadomo, że gdzie błyszczy odznaka strażnika, tam robi się bezpieczniej.

Napisz do autorki: dominika.majewska@natemat.pl