
Przybywa Polaków, którzy nie oglądają się na policję i biorą sprawy w swoje ręce. Tropią, szukają, strzegą. Trzymają rękę na pulsie i są zawsze w gotowości. Polscy szeryfowie wychodzą na ulicę. To obywatelska postawa godna pochwały, czy niepotrzebna brawura i wchodzenie w buty policjantów?
Ostatnio Krzysztof Dymkowski, motorniczy z Wrocławia pomógł policji w Pile złapać 18-latka, który buszował w sieci w poszukiwaniu treści pedofilskich. Na koncie ma jednak znacznie więcej podobnych wyczynów. Tropieniem przestępców zajmuje się już od 10 lat.
Kiedy widzę napis "H***" na placu zabaw, gdzie bawią się moje dzieci, to po prostu biorę pędzel i zamalowuję nienawistne i wulgarne hasła. Nie chcę, żeby moje dzieci dorastały w takim otoczeniu. Nie chcę też, żeby polskie ulice były upstrzone ohydnymi napisami i malunkami. Dlatego temu przeciwdziałam.
Mimo pierwszego sukcesu, straż obywatelska nie spoczęła na laurach. - Niech złodzieje wiedzą, że czuwamy, że jesteśmy zorganizowani i nie pozwolimy się okradać. Jestem pewien, że każdy potencjalny złodziej dwa razy pomyśli, zanim znowu zdecyduje się coś ukraść – kwituje Aleksander Pitura. Czytaj więcej
Przykładów interwencji samych obywateli zaczyna być coraz więcej. M.in. za sprawą tzw. watchdogingu. Typowemu watchdogowi nie jest wszystko jedno. Bierze pod lupę finanse państwa i patrzy, kto, gdzie i po co je wydał. Watchdog bacznie patrzy władzy na ręce i może być upierdliwy. Kto to taki?
Watchdog to osoba, grupa, instytucja, która monitoruje działania innych instytucji, urzędów, firm, pod kątem ich zgodności z prawem i wywiązywania się ze swoich obowiązków. To rodzaj obywatelskiej kontroli , która ma służyć publicznemu interesowi.
Napisz do autorki: dominika.majewska@natemat.pl
