Tak ma wyglądać najnowsze wcielenie Maxa
Tak ma wyglądać najnowsze wcielenie Maxa http://www.rockstargames.com/maxpayne3 / Oficjalna witryna gry "Max Payne 3"

Na komputerach Payne debiutował w 2001 roku. Zachwycił wówczas wprowadzonym, pierwszy raz do gier, trybem bullet-time, powalającą jak na tamte czasy grafiką i ciężkim klimatem. Druga część była poprawna, ale nie wywołała takiego fermentu jak pierwsza. Za parę dni zaś na konsole, a za niecały miesiąc na komputery, Max Payne ma powrócić w pełni sił i chwały. Czego możemy się spodziewać?

REKLAMA
Kilka razy już mieliśmy do czynienia z sytuacją, kiedy Wielkie Powroty okazywały się najwyżej Wielkimi Klapami. Tak było chociażby z legendarnym Duke Nukem Forever, którego remake został dość jednomyślnie zmieszany z błotem zarówno przez recenzentów, jak i graczy. Na szczęście po Rockstar, twórcach Payne'a, możemy oczekiwać produkcji godnej oczekiwań fanów. Słynne R* wielokrotnie udowodniło, że potrafi tworzyć arcydzieła, chociażby w postaci kolejnych części Grand Theft Auto.
Miał być przełom
W zapowiedziach pierwszy Max Payne jawił się jako kamień milowy wirtualnej rozrywki, zupełnie nowa jakość. I faktycznie, pod niektórymi względami tak było. Bullet-time, chociaż był tylko kalką pomysłu z "Matrixa", w rozgrywce sprawdzał się znakomicie. Efektowne spowolnienia i sceny padających na deski bandytów cieszyły oko, a spektakularne strzelaniny radowały serce gracza. Tym jednak, co ujmowało najbardziej, był klimat. Sztampowa do bólu fabuła - zemsta gliniarza-twardziela, który traci rodzinę - nie przeszkadzała, bo mroczny Nowy Jork, wyraziste postacie i ciężka atmosfera niczym z filmów noir przykrywały wszystkie naiwne aspekty scenariusza. A fakt, że całą historię przedstawiały komiksy, dodawał smaczku i charakteru opowieści.
Payne zebrał wówczas świetne recenzje, chociaż spotkał się też z zarzutami o nie spełnienie oczekiwań. Miał być przełomowy, a wyszedł tylko bardzo dobry, z kilkoma świeżymi pomysłami - ale na pewno nie ustanawiającymi "nowej jakości" pod żadnym względem. Mimo to, produkcja Rockstara szybko zyskała status kultowej i gracze na całym świecie tylko czekali na jej kontynuację.
Nie do końca udany sequel
Rockstar, wyczuwając koniunkturę, pospieszył się z wydaniem sequela pierwszej części. W ten sposób już w 2003 roku światło dzienne ujrzał "Max Payne: The Fall of Max Payne". Kontynuacja podzieliła fanów. Jedni twierdzili, że Rockstar wypuścił raptem poprawną grę, która na tle konkurencji i swojej poprzedniczki wypada blado. Recenzenci zarzucali produkcji, między innymi, małe zmiany w stosunku do pierwszej części, brak znaczącego skoku jakościowego (w zasadzie zmieniła się głównie grafika) oraz trochę zbyt krótką i łatwą rozgrywkę, z naciągniętą i jeszcze bardziej banalną fabułą.
Drugi obóz twierdził, że tak właśnie miało być: stary, dobry Payne, w którym wszystko, co dobre, zostało takie samo, a to, co można było poprawić - czyli grafikę i fizykę - ulepszono. Nie da się ukryć, że faktycznie zmian w stosunku do części pierwszej było niewiele. Mimo to, gra nadal ujmowała całkiem ciekawą, kryminalną intrygą, emocjonującymi strzelaninami i ciężkim, lepkim klimatem.
Będzie powrót roku?
Dziś gracze na całym świecie czekają na kolejną część przygód Payne'a. Te pojawią się już za dwa dni - 15 maja - na konsole, zaś na PC-ty dostępne będą 1 czerwca. Gra wzbudziła emocje jeszcze na etapie zapowiedzi prasowych. Twórcy przyznali, że akcja gry została częściowo przeniesiona z Nowego Jorku do Sao Paulo. Ortodoksyjni fani od razu podnieśli krzyk, że słoneczne miasto w Brazylii nijak się ma do mrocznej historii głównego bohatera i że "to już nie będzie to samo", bo nie będzie tak ciężkiego klimatu jak w poprzednich częściach. Twórcy, bardzo odważnie i rozsądnie, odpowiedzieli, że ich zdaniem noir da się stworzyć wszędzie i że potrafią taką atmosferę oddać również w Sao Paulo i intensywnie nad tym pracują.
Gracze trochę się wówczas uspokoili, ale zarzuty padały dalej. A to bohater jakoś tak zamienił się z nieszczęśliwego gliny w twardego zabijakę - bo zgolił włosy na głowie, zapuścił brodę i zrzucił z ramion marynarkę. A to grafika wygląda nie tak, a że bullet-time jakiś inny, i tak dalej.
Rockstar regularnie wydaje kolejne trailery i omawia poszczególne elementy gry. Już wiadomo, że w Sao Paulo Max szuka ukojenia, ale tylko powiększył swoje problemy w brazylijskim mieście. Fabuła ma być nie mniej mroczna niż w poprzednich częściach, ale jeszcze bardziej dojrzała. Na pewno powrócą ukochane przez graczy bronie, a sam model rozgrywki ma zostać usprawniony - chociaż nikt nie wie, co to znaczy.
Największym jednak novum ma być opcja rozgrywki dla wielu graczy, której wcześniej brakowało w obu Payne'ach. Twórcy zapowiedzieli kilka różnych trybów zabawy z innymi. Hitem ma być fakt, że również w multiplayerze będzie się dało wykorzystać bullet-time, chociaż Rockstar nie do końca wyjaśnił, na jakiej ma się to odbywać zasadzie. By odróżnić MP w multi od innych produkcji, główną atrakcją trybu dla wielu graczy ma być "Gang wars" - mecze drużynowe, które zaczynają się od konkretnych sytuacji z single-playerowej historii Maxa.
Gra zapowiada się wspaniale, chociaż ponownie - może stać się ofiarą zbyt wygórowanych oczekiwań, tak jak jej poprzedniczka. Miejmy nadzieję jednak, że Rockstar zaskoczy i stworzy hit przez wielkie H. Czekacie na najnowsze wcielenie nowojorskiego gliny?