58,3 mld zł – to roczny koszt realizacji obietnic wyborczych kandydata PiS.
58,3 mld zł – to roczny koszt realizacji obietnic wyborczych kandydata PiS. Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta

Średnio 58, 3 mld zł rocznie – tyle kosztowałoby spełnienie obietnic wyborczych kandydata PiS Andrzeja Dudy. Rachunek za całą kadencję wyniósłby 291,5 mld zł. To o 8 mld zł więcej niż roczne dochody państwa, które w zeszłym roku wyniosły 283,5 mld zł. Rachunek obietnic Bronisława Komorowskiego to 34,5 mld zł.

REKLAMA

Onet. pl analizuje wyliczenia Pracodawców RP. Pierwsza obietnica Andrzeja Dudy, obniżenie wieku emerytalnego z 67 lat do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, kosztowałaby Polskę 71,5 mld zł. Kolejna – wsparcie dla młodych rodziców z najbiedniejszych rodzin, czyli „500 zł na każde dziecko dla najbiedniejszych rodzin, a 500 zł na drugie i kolejne dla pozostałych” – 120 mld zł.

Kolejne obietnice nie są tańsze. Duda wprowadziłby darmowe przedszkola. Ich koszt w ciągu pięciu lat wyniósłby 120 mld zł. Podniesienie kwoty wolnej od podatku z 3 do 8 tysięcy zł to następne 80 mld zł.

W ciągu pięciu lat spełnienie wszystkich obietnic Andrzeja Dudy kosztowałoby zatem mniej więcej tyle, ile roczny budżet Polski. Według Ministerstwa Finansów w zeszłym roku do budżetu wpłynęło 283,5 mld zł. Przy Dudzie obietnice Bronisław Komorowski wypadają słabo.

Obietnice Dudy droższe osiem razy od Komorowskiego
Obietnice Dudy droższe osiem razy od Komorowskiego Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

„Pierwsza praca” – gwarancja dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych przed 30. rokiem życia – to koszt 13,5 mld zł w ciągu pięciu lat. Pomoc dla młodych i przyszłych rodziców w postaci bonów na opiekę dzienną dla dzieci to 6 mld zł, również w ciągu pięciu lat.

Średnio koszt obietnic Komorowskiego w ciągu roku kosztowałby nas 6,9 mld zł. Rachunek za całą kadencję wyniósłby 34,5 mld zł – o osiem razy mniej niż Dudy.

Powszechnie uznaje się, że o decyzjach wyborców ostatecznie zdecyduje planowana na czwartek debata prezydencka w TVN 24. Ma to „być albo nie być” zarówno dla Andrzeja Dudy, jak i Bronisława Komorowskiego. Prezydent nie może popaść w „samozachwyt” i musi utrzymać energię z pierwszego spotkania, a kandydat PiS – nadrobić słabszy debiut. Z jednej strony wchodzi do „paszczy lwa”, z drugiej – właśnie dzięki temu może wygrać.

Źródło: Onet.pl