Mieliśmy małą ojczyznę na niegościnnej ziemi. Maczków - "skrawek Polski" w okupowanych Niemczech

Maczków - polska enklawa w okupowanych Niemczech.
Maczków - polska enklawa w okupowanych Niemczech. Fot. Domena publiczna
– Nareszcie żyjemy w małej Polsce wśród swoich – pisał wyzwolony z niemieckiego obozu w Buchenwaldzie Józef Szajna, artysta, późniejszy profesor warszawskiej ASP. Ale nie myślał wcale o kraju nad Wisłą, gdzie po 1945 roku stery rządów przejęli komuniści. Miał na myśli "polskie" miasteczko w Niemczech, powstałe w maju 1945 roku. "Nasz" Maczków.

Przyczyn tego, że nasi rodacy czuli się jak u siebie w domu, paradoksalnie, nie w swojej ojczyźnie, było wiele. Najpoważniejsza to fakt, że ziemie polskie, oswobodzone co prawda przez Armię Czerwoną - w tym walczące w jej składzie Ludowe Wojsko Polskie - stały się "łupem" Stalina. Już w lutym 1945 roku przesądziła o tym tzw. Wielka Trójka w Jałcie na Krymie.


W jaskini lwa
Wieści o planowanym podziale ojczyzny poważnie zmartwiły gen. Stanisława Maczka, który znajdował się w tym czasie na terytorium Holandii wraz ze swoimi żołnierzami z 1 Dywizji Pancernej. Ale nawet to nie sprawiło, że zaprzestał walki. W tym czasie jego osławiona już bojami we Francji dywizja przygotowywała się do wkroczenia na terytorium wroga nr 1 - w kwietniu była już w Niemczech.
5 maja 1945 roku Polacy zakończyli swój szlak bojowy w jaskini lwa. Zdobycie niemieckiej bazy marynarki wojennej w Wilhelmshaven było czymś więcej niż symbolicznym zwycięstwem - polski żołnierz udowodnił, że pochwały, jakie wielokrotnie kierowali pod jego adresem dowódcy różnych frontów, nie były przesadą. Walczył od początku do końca wojny. I pobił nieprzyjaciela na jego ziemi. Mało tego, "w nagrodę" dostał od alianckiego dowództwa... kawałek ziemi.

Niecodzienna nagroda
Początkowo gen. Maczek i jego podwładni, w uznaniu zasług, otrzymali kontrolę nad rejonem WIlhelmshaven. Gdy kapitulacja III Rzeszy była już faktem, a wojna stała się tragicznym wspomnieniem, Niemcy zostały podzielone na kilka stref okupacyjnych. Z jednej z nich - brytyjskiej - wydzielono obszar o powierzchni 6,5 tys. km kw. tuż przy granicy holenderskiej, a następnie przekazano w zarząd Polakom. Tak, w północno-zachodniej części Niemiec, powstała polska strefa okupacyjna.


Alianci widzieli w niej szansę na choćby częściowe załatwienie problemu tzw. dipisów (ang. displaced persons), czyli "bezpaństwowców". Wielu Polaków o tym statusie ciągnęło do żołnierzy gen. Maczka, opromienionych zwycięskim szlakiem bojowym przez Francję, Belgię, Holandię, wreszcie Niemcy.
Polska "okupacja"
W skład polskiej strefy weszło kilka miejscowości, ale szczególnie ciekawe jest to, co po wojnie stało się z miastem Haren w Dolnej Saksonii - leżącym właśnie pod polską "okupacją", w powiecie Emsland. Niemieccy mieszkańcy - poza nielicznymi wyjątkami - musieli opuścić miejscowość. Na ich miejsce sprowadzono m.in. Polaków-więźniów niemieckich obozów oraz robotników przymusowych, wywiezionych przez okupanta do Rzeszy.

Oprócz nadzorujących polską strefę okupacyjną żołnierzy 1 Dywizji Pancernej oraz 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, miasto zamieszkiwały także uczestniczki powstania warszawskiego. Niemcy przetrzymywali je wcześniej w obozie w Oberlangen, aż doczekały wolność dzięki żołnierzom z husarskim skrzydłem naszytym na ramieniu.
Drugi Lwów
Na początku mówiono na nie "Lwów". Wielu żołnierzy generała wywodziło się właśnie z Kresów i nigdy nie pogodziło się z zaborem tych ziem. Inni, nawet nie związani ze wschodnią Polską, mieli po prostu sentyment do miasta, które w 1918 roku ofiarnie walczyło o niepodległość. Z czasem miejscowość przemianowano na bardziej swojski "Maczków" - oczywiście w hołdzie głównemu architektowi sukcesów polskich pancerniaków na Zachodzie - gen. Maczkowi. Wielu żołnierzy darzyło autentyczną sympatią człowieka, nazywanego po prostu... "Bacą".

Zresztą i generał pochodził z Lwowszczyzny (urodził się w Szczercu pod Lwowem), nie powinno więc dziwić odwołanie do kresowej tradycji. Dlatego mieszkańcy "polskiego miasta" mogli przechadzać się ulicami Lwowską czy Łyczakowską. Była też ulica Wileńska, ale i takie, które nawiązywały do wybitnych rodaków - Mickiewicza czy Kopernika, a także organizacji - Armii Krajowej oraz Legionów.
Dla ducha i ciała
Polska enklawa na niemieckiej ziemi funkcjonowała 3 lata (w 1948 roku - po wyjeździe ostatnich mieszkańców do Polski lub Wielkiej Brytanii, przywrócono pierwotną nazwę). Polacy nie tylko ją zamieszkali, ale też oni, i tylko oni, decydowali o tym, jak się toczy w niej życie. A konkretnie burmistrzowie - kolejno Zygmunt Gałecki i Mieczysław Futa. Przez ten niewielki skrawek ojczyzny - jak nazywali Maczków jego mieszkańcy - przewinęło się łącznie kilkadziesiąt tysięcy rodaków.

W mieście gen. Maczka życie płynęło własnym rytmem. Były m.in. boisko, teatr, przedszkola, szkoły średnie, uniwersytet ludowy oraz kościół, gdzie odbywały się czy to śluby czy pogrzeby. Na terenie polskiej strefy wydawano też własne tytuły prasowe i książki, organizowano spotkania kulturalne oraz sportowe. Funkcjonowała też "nasza" straż pożarna. Wielkim zainteresowaniem cieszyły się uroczystości patriotyczne, głównie z okazji świąt państwowych.
Powojenny Maczków dobrze się rozwijał, także pod względem populacyjnym. W mieście przyszło na świat prawie 500 dzieci. Na wypadek przyszłego pytania o miejsce urodzenia, każde z nich mogło dumnie odpowiedzieć: "mała Polska".

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...