Biskup Pieronek: W Polsce nie będzie małżeństw homoseksualnych. Nie ma takiej zawieruchy w umysłach, jak w Irlandii

Biskup Pieronek broni prawa duchownych do swobodnej wypowiedzi
Biskup Pieronek broni prawa duchownych do swobodnej wypowiedzi Fot. Michał Lepecki / AG
– To jest głoszenie Ewangelii i przeciwstawianie się temu, co jest przeciwko niej – mówi o homiliach poruszających tematy in vitro czy gender biskup Tadeusz Pieronek. Jak twierdzi, żaden z hierarchów, którzy w Boże Ciało wypowiadali się w tych kwestiach, "nie przekroczył granicy".


Czy Boże Ciało powinno być dla duchownych okazją, by wypowiadać się na temat in vitro, związków partnerskich, gender czy konwencji antyprzemocowej? Wczorajsze kazania właśnie te sprawy poruszały.

Tak, to dobra okazja, by zajmować w tych kwestiach stanowisko. To jest głoszenie Ewangelii i przeciwstawianie się temu, co jest przeciwko niej. Jeśli mówimy o sobie jako o ludziach “wolności”, to trzeba zakładać, że każdemu wolno mówić, co myśli i do czego jest przekonany. Jeśli strona jednopłciowców i homoseksualistów ma prawo głosić swoje tezy, to Kościół tym bardziej. Nie ma tu naruszenia żadnych standardów.


Kardynał Kazimierz Nycz mówił na przykład, że referendum w Irlandii w sprawie związków partnerskich jest “poważnym ostrzeżeniem dla Polski”. Myśli ksiądz, ze Polacy przejdą taką drogę jak Irlandczycy?

Nie, to nie jest scenariusz dla Polski. Nie sądzę, by przegłosowanie małżeństw homoseksualnych przez społeczeństwo miało u nas jakiekolwiek szanse. Nie widzę, by w Polsce była taka zawierucha w ludzkich umysłach. Świadczą o tym chociażby masowe pochody rodzinne w różnych miastach.


Kardynał Dziwisz mówił z kolei o in vitro – “niemoralna, nie do przyjęcia przez chrześcijan metoda”. Ksiądz się pod tym podpisze? Czy to nie jest wykluczanie tych, którzy z in vitro korzystają?

To nie jest wykluczanie, to jest zajęcie generalnego i zasadniczego stanowisku w stosunku do samej metody. Ta metoda jest niemoralna, to oczywiste. Nie oznacza to jednak, że potępiamy ludzi, którzy z niej korzystają. To bardzo ważne rozróżnienie, które często się pomija.


Kard. Dziwisz witał prezydenta elekta i mówił, że liczy, iż pokładane w nim nadzieje się spełnią. Słusznie? Może powinien trzymać się od polityki z daleka.

Ja pokładam nadzieję nie w Andrzeju Dudzie, ale w Bogu. Jeśli chodzi natomiast o tę wypowiedź, to na pewno nie jest politykowanie. Co jest złego w tym, że ktoś powie, że pokłada nadzieje w polityku, który został prezydentem? Każdy obywatel ma możliwość opowiedzenia się za kimś. Dlaczego ograniczenia miałyby dotyczyć duchownych? Jedni mogą mówić wszystko bezkarnie i daje się temu rozgłos, a księżom prawo głosu się odbiera. Naprawdę mnie to dziwi.

Czyli duchowni powinni opowiadać się po stronie konkretnego polityka, np. startującego w wyborach?

Duchowni nie powinni zajmować się polityką w takim sensie, by namawiać do głosowania na takich czy innych kandydatów. Granica między swobodą wypowiedzi a politykowaniem jest prosta. Można pokładać w kimś nadzieję, witać przyszłego prezydenta, wyrażać sympatię czy liczyć na dobrą prezydenturę. Nie można natomiast mówić, że tego czy innego należy wybrać. Żaden z naszych hierarchów przy okazji Bożego Ciała granicy nie przekroczył.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl