
Partia Ryszarda Petru dopiero formuje program, dlatego na razie konkurencja nie ma szans na jego merytoryczną krytykę. Znalazła więc coś w zamian: nietrafione prognozy ekonomisty ws. kredytów we frankach. Ale to zarzut o małej sile rażenia, bo kto rzeczywiście kierował się opinią Petru przy decydowaniu o zaciągnięciu kredytu na kilkaset tysięcy? Poza tym w porównaniu ze złamanymi obietnicami polityków pomyłka ekonomisty to drobnostka.
REKLAMA
Ryszard Petru dopiero buduje struktury NowoczesnejPL, ale już musi się zmierzyć z problemami. Na razie to on, a nie współpracownicy, jest ich przyczyną. Przeciw politykowi zawiązała się egzotyczna koalicja "Faktu" i "Gazety Wyborczej", która wypomina mu błędne prognozy, które popełnił jako ekonomista.
Co z tym frankiem?
– Złoty będzie się wzmacniał. Kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne i opłacalne – stwierdził w pierwszej połowie 2008 roku Ryszard Petru na łamach "Polski The Times". I rzeczywiście tak było: nasza gospodarka rozwijała się w szalonym tempie, złoty był coraz popularniejszą walutą, a inwestorzy zastanawiali się, gdzie jest sufit wzrostu wartości złotego.
– Złoty będzie się wzmacniał. Kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne i opłacalne – stwierdził w pierwszej połowie 2008 roku Ryszard Petru na łamach "Polski The Times". I rzeczywiście tak było: nasza gospodarka rozwijała się w szalonym tempie, złoty był coraz popularniejszą walutą, a inwestorzy zastanawiali się, gdzie jest sufit wzrostu wartości złotego.
O kryzysie gospodarczym mówił bodaj tylko Nouriel Roubini, nazywany "ekonomistą, który przewidział kryzys". Jednak mało kto go słuchał. Wszystko zmieniło się 15 września 2008 roku, kiedy upadłość ogłosił bank Lehman Bros. Na rynkach finansowych zaczęła się panika – wybuchł kryzys finansowy. Jego elementem był spadek zaufania do rynków wschodzących (w tym Polski) i wzrost cen franka.
Mądrość etapu
Petru szybko zareagował na kryzys i przewalutował swój kredyt. Jak mówił "Gazecie Wyborczej" zrobił to na przełomie września i października. A więc w zupełnie innych warunkach niż wówczas, gdy zapewniał o stabilności złotego. Zdaje się o tym zapominać "Fakt", który opisuje sprawę tak, jakby Petru namawiał do zostania przy franku już podczas szalejącego kryzysu. To manipulacja, bo później ekonomista nie namawiał już do kredytów we franku.
Mądrość etapu
Petru szybko zareagował na kryzys i przewalutował swój kredyt. Jak mówił "Gazecie Wyborczej" zrobił to na przełomie września i października. A więc w zupełnie innych warunkach niż wówczas, gdy zapewniał o stabilności złotego. Zdaje się o tym zapominać "Fakt", który opisuje sprawę tak, jakby Petru namawiał do zostania przy franku już podczas szalejącego kryzysu. To manipulacja, bo później ekonomista nie namawiał już do kredytów we franku.
Założyciel NowoczesnejPL jest też atakowany za nietrafioną prognozę ws. wzrostu kursu franka szwajcarskiego. W 2014 roku Petru prognozował, że frank nie będzie kosztował 4 zł. – Nie wierzę w prognozy, by frank w długim czasie kosztował 4 zł. One są oderwane od rzeczywistości – mówił w Polskim Radiu. Zarówno tabloid "Fakt", jak i Filip Springer w "Gazecie Wyborczej" zniekształcili cytat, pomijając słowa "w długim czasie".
Jaki ekonomista, taki polityk?
Z powyższych słów wynika, że Petru nie wierzył, że kurs franka na trwałe przekroczy 4 zł, choć nie wykluczał chwilowego wzrostu kursu. Poza tym zastrzegł, że jego prognoza zakłada, że nie zmienią się znacząco warunki. I tak było aż do 15 stycznia 2015 roku. Wtedy bank centralny Szwajcarii przestał skupować każde ilości franka (a więc zniósł kurs minimalny). Kurs waluty wystrzelił, przebił nie tylko 4 zł, ale i 5 zł.
Z powyższych słów wynika, że Petru nie wierzył, że kurs franka na trwałe przekroczy 4 zł, choć nie wykluczał chwilowego wzrostu kursu. Poza tym zastrzegł, że jego prognoza zakłada, że nie zmienią się znacząco warunki. I tak było aż do 15 stycznia 2015 roku. Wtedy bank centralny Szwajcarii przestał skupować każde ilości franka (a więc zniósł kurs minimalny). Kurs waluty wystrzelił, przebił nie tylko 4 zł, ale i 5 zł.
Czy to oznacza, że Petru jest oszustem? Że działał na niekorzyść klientów banków, namawiając ich do rozwiązań, na których stracą? Nie. Co najwyżej, że nie jest dobrym ekonomistą. A i to teza zbyt daleko idąca, bo wypowiadanie się w mediach wymaga zwięzłości i wyrazistości.
Niezorganizowani jak frankowicze
Trudno, by każda wypowiedź eksperta była zbudowana na zasadzie "kurs nie wzrośnie, no chyba że wybuchnie superwulkan i upadnie branża lotnicza, Ukraina rozpadanie się na dwa państwa, a rzeka Wisła nie wyschnie". Poza tym ekonomiści swoje prognozy stawiają na podstawie dostępnych w danym momencie informacji. Kiedy Petru mówił o cenie franka, nikt nie spodziewał się tego, że Szwajcarzy przestaną pompować pieniądze w utrzymanie kursu swojej waluty.
Trudno, by każda wypowiedź eksperta była zbudowana na zasadzie "kurs nie wzrośnie, no chyba że wybuchnie superwulkan i upadnie branża lotnicza, Ukraina rozpadanie się na dwa państwa, a rzeka Wisła nie wyschnie". Poza tym ekonomiści swoje prognozy stawiają na podstawie dostępnych w danym momencie informacji. Kiedy Petru mówił o cenie franka, nikt nie spodziewał się tego, że Szwajcarzy przestaną pompować pieniądze w utrzymanie kursu swojej waluty.
Takie zarzuty, choć niezbyt trafione, będą się pojawiały pewnie aż do wyborów parlamentarnych. Ale nie zaszkodzi to mocno NowoczesnejPL, bo frankowicze to mało zorganizowane środowisko, choć jest ich ok. 600 tys. Na regularnie organizowanych protestach ani razu nie pojawiło się jednak więcej niż kilkaset osób. Poza tym w kampanii wyborczej temat nie był zbyt mocno eksploatowany przez polityków.
Przyszłość, nie przeszłość
Chybione prognozy gospodarcze Petru miały niewielki wpływ na życie ludzi. Bo jeśli ktoś podjął decyzję o wzięciu kredytu na 40 lat na podstawie jednego wywiadu, który usłyszał gdzieś w radiu, to sam jest sobie winny. Podpowiedzi ekspertów nie zwalniają z samodzielnego myślenia, szczególnie w sprawach tak wielkiej wagi.
Chybione prognozy gospodarcze Petru miały niewielki wpływ na życie ludzi. Bo jeśli ktoś podjął decyzję o wzięciu kredytu na 40 lat na podstawie jednego wywiadu, który usłyszał gdzieś w radiu, to sam jest sobie winny. Podpowiedzi ekspertów nie zwalniają z samodzielnego myślenia, szczególnie w sprawach tak wielkiej wagi.
Dzisiaj Petru namawia, by rząd został pośrednikiem w rozmowie między kredytobiorcami i bankami. – Rozwiążmy wspólnie ten problem. Niech banki wyłożą pieniądze na spłacenie części kredytu po droższym kursie – mówił w "Bez autoryzacji" kilka dni temu.
I to z tego powinien być rozliczany: czy jego pomysły, ułożony przez niego program są dobre. To będzie wskazówką dla wyborców. Wszak Petru wcześniej nie sprawował władzy, nie ma więc jak rozliczyć go z wcześniejszych osiągnięć politycznych. Dlatego wymagajmy od Petru (i innych polityków) konkretnego programu, także tego dotyczącego kredytów we frankach. A z przeszłości rozliczajmy tych, którzy już rządzili.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
