
Lista urzędników zdymisjonowanych w związku z aferą podsłuchową mogła być dłuższa, gdyby nie fakt, że odejścia z funkcji szefa CBA odmówił Paweł Wojtunik – pisze “Gazeta Wyborcza”.
REKLAMA
Premier Ewa Kopacz odwołała w środę ośmiu ministrów i wysokich urzędników. Większość z nich to bohaterowie afery taśmowej, których rozmowy zostały podsłuchane w lokalach Sowa & Przyjaciele i Amber Room. Po ogłoszeniu dymisji pojawiło się pytanie, dlaczego na liście nie ma szefa CBA Pawła Wojtunika, który też został nagrany podczas rozmowy z wicepremier Elżbietą Bieńkowską. Jak się okazuje, on też został poproszony o dymisję, a mimo to pozostał na stanowisku.
"O dymisji Kopacz rozmawiała z szefem CBA w poniedziałek, ale Wojtunik, którego kadencja kończy się za cztery lata, odmówił dobrowolnego odejścia" – informuje "GW". Dodaje, że Kopacz miała do szefa CBA pretensje, że rozmawiał z Bieńkowską na temat korupcji w resorcie infrastruktury i MSZ. Dziwiła się też, dlaczego obarczył byłego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza odpowiedzialnością za prowokację z podpaleniem budki pod ambasadą Rosji 11 listopada 2013 roku. Wojtunik nie potrafił się z tego wytłumaczyć.
Dziennik podkreśla również, że premier nie ma zaufania do szefa CBA od momentu, gdy kilka miesięcy temu okazało się, że Marek Falenta, czyli podejrzany w aferze podsłuchowej, był informatorem służby.
Radosław Sikorski, Włodzimierz Karpiński, Andrzej Biernat, Bartosz Arłukowicz – to niektórzy politycy, których "wymiotła" fala rządowych dymisji. Za co konkretnie zostali odwołani? Jak pisaliśmy w naTemat, przyczyn jest więcej niż tylko sama afera podsłuchowa.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
