Lekcje na temat in vitro wpisane do programu religii, zaakceptowanego przez Archidiecezję Warszawską.
Lekcje na temat in vitro wpisane do programu religii, zaakceptowanego przez Archidiecezję Warszawską. Fot. Shutterstock

Dziecko jako „produkt technik” medycznych i jednocześnie brak synowsko-rodzicielskiej więzi – taką wiedzę na temat metody in vitro przekazuje w jednym z warszawskich gimnazjów katechetka. Na lekcji religii młodzież otrzymała przygotowaną wcześniej ulotkę z dokładnym wyjaśnieniem, dlaczego metodzie tej powinno się mówić „NIE”. Dyrektor gimnazjum nie widzi problemu i przekonuje, że taki program jest zaakceptowany przez warszawską Archidiecezję.

REKLAMA
„Materiał do eksperymentu”
W ulotce czytamy m.in., że dziecko urodzone w wyniku tej metody nie jest owocem małżeńskiej miłości, co rzutuje na późniejsze relacje i atmosferę w rodzinie. Katechetka przekonuje też, że "zapłodnienie nasieniem anonimowego dawcy może stać się przyczyną urodzenia dzieci spokrewnionych ze sobą (w różnych rodzinach)".
Informacje te trafiają do uczniów III klasy Gimnazjum nr 46 w Warszawie. Oburzeni rodzice nastolatków postanowili poinformować o tym incydencie redakcję portalu Kontakt24. Jednocześnie zapewniali, iż poza samą ulotką, katechetka miała równie dużo rzeczy do przekazania w formie wykładu. Jak nie trudno przewidzieć – o podobnej treści.
logo
Fot. Kontakt24.tvn24.pl
In vitro to element programu religii
W odpowiedzi na oburzenie uczniów i rodziców, dyrektor szkoły przekonywała, że tematy dotyczące metody in vitro znajdują się w podstawie programowej lekcji religii. Natomiast program ten został zatwierdzony przez Archidiecezję Warszawską. – Pani katechetka nie wnikała w naturę medyczną zagadnienia, ponieważ jak powiedziała, jest to temat do poruszenia na lekcji wychowania do życia w rodzinie – mówiła dyrektor Iwona Lisowska, która jednocześnie sama swojego stanowiska w sprawie tej metody ujawnić nie chciała. – Nie będę się wypowiadać – ucięła wszelkie pytania.
Burza wokół in vitro – nie po raz pierwszy
To nie pierwsze zamieszanie, jakie powstaje w związku z oceną metody in vitro. Niedawno głośno mówiono o słowach aktora Jerzego Zelnika, który na antenie TVN24 przyznał, że dzieci narodzone w wyniku tej metody „są chore i koszmarnie połamane”. W odpowiedzi jedna z klinik leczenia niepłodności zaprosiła aktora na wizytę, aby uświadomić go, na czym w istocie metoda ta polega. Zelnik zaś na Twitterze przepraszał za swoje słowa.