
Premier Grecji coraz wyraźniej daje Brukseli do zrozumienia, że na świecie istnieje nie tylko UE. W ciągu ostatnich trzech miesięcy już drugi raz udał się do Rosji i wysłał jasny sygnał, że właśnie tu jego kraj będzie szukał pomocy.
REKLAMA
– Wiele osób zastanawia się, dlaczego jestem w Petersburgu, a nie w Brukseli. Znajdujemy się w epicentrum burzy, ale ponieważ nasz kraj znajduje się nad morzem, nie boimy się sztormów. Jesteśmy gotowi wypłynąć na nowe wody, by dotrzeć do nowych, bezpiecznych portów – mówił Alexis Cipras. Tym bezpiecznym portem oczywiście miałaby być Rosja. Z Władimirem Putinem rozmawiał przez półtorej godziny.
Ta deklaracja to swego rodzaju przytyk pod adresem UE, z którą od miesięcy Ateny nie mogą dojść do porozumienia w sprawie zwrotu długu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Dość dotkliwy zwłaszcza przed poniedziałkowym, specjalnym szczytem Unii w sprawie Grecji.
Jeszcze przed spotkaniem z Putinem, Cipras deklarował, że Rosja jest jednym z najważniejszych partnerów dla Grecji. Również doradcy prezydenta Rosji sugerowali, że Moskwa rozważyłaby pożyczenie pieniędzy, jeśli Ateny zwróciłyby się do niej w tej sprawie. Na razie, jak zapewniono, takiej prośby nie było, a rozmowy prezydentów nie dotyczyły pomocy finansowej. Padło jednak wiele deklaracji m.in. w kwestii dostawy greckich produktów rolnych do Rosji.
Jeśli Rosja w zamian za pomoc finansową uczyni z Grecji swego politycznego satelitę, Bruksela pozostanie wobec Kremla całkowicie bezradna. Dziś zadłużenie Grecji wynosi ponad 321 mld euro, z czego 240 mld to udzielona Atenom w ciągu ostatnich czterech lat pomoc finansowa.
Grecję mogłaby uratować kolejna część pomocy finansowej, ale tej Unia udzielić krajowi Ciprasa nie chce dopóki grecki premier nie przestawi jej pełnej listy konkretnych reform.
Źródło: "The Guardian"
