Człowiek, który wskrzesił junaka. Dlaczego polska legenda powstaje w chińskich fabrykach?

Mikołaj Sibora  odbudował Junaka na podzespołach z chińskich fabryk. Chce jednak wznowić produkcję motocykli  w Polsce
Mikołaj Sibora odbudował Junaka na podzespołach z chińskich fabryk. Chce jednak wznowić produkcję motocykli w Polsce Materiały Almot
Kiedy pod koniec lata w 2014 roku posłowie przegłosowywali przepisy mówiące o tym, że do kierowania małym motocyklem wystarczy zwykłe prawo jazdy Mikołaj Sibora z Almotu dzwonił już do Chin. – Wysyłam ci nowe projekty. Rób dla nas – mówił znajomemu Chińczykowi z fabryki Lifeng Group Co, dodając kolejne załączniki.


Już po dwóch-trzech miesiącach do Polski zaczęły napływać kontenery z silnikami, ramami, kołami nowych motocykli. Mechanicy Almotu całą jesień skręcali podzespoły i oto wielki powrót Junaka na polskie drogi stał się faktem.


– Odblokowała się nowa grupa klientów. Ludzie, którzy nigdy nie wsiedliby na pierdzący skuter dostawcy pizzy, zobaczyli, że mały motocykl to zupełnie coś innego. Rozpędza się do setki, łatwo śmiga w korkach, wygląda poważniej – mówi Mikołaj Sibora, właściciel Almotu.


Biznes na wspomnieniach
Wielu próbowało zarobić na nostalgii za PRL. Wojas odtworzył słynne buty Relax, które wycenił na 400 zł, Baltona znowu otworzyła bezcłowe sklepy na lotniskach i promach. W warsztatach próbują stworzyć współczesne wersje aut Syrena i Warszawa. Ale to na producentów motocykli na Junaka i Rometa spadł deszcz pieniędzy.


Tylko do maja tego roku producentom motocykli o pojemności 125 cm3 wpadło do kasy ok. 12 mln złotych. To efekt boomu na małe motocykle – których sprzedano 2 tys. sztuk. Po poluzowaniu przepisów kierowca z prawkiem jazdy kat. B. może bez egzaminów wsiadać na motocykl i skuter o pojemności 125 cm3. Po najbardziej udane modele Junaka i Rometa jak dawniej utworzyły się w salonach kolejki. Wiosną aby kupić klasycznego junaka M16 trzeba było poczekać ponad miesiąc. Almot po sprzedaży pierwszej puli maszyn nie nadążał z montażem kolejnych motocykli. Co ciekawe, obie polskie marki są teraz liderami rynku motocykli w Polsce, bijąc Hondę i Yamahę na głowę.

Długodystansowy test magazynu Świat Motocykli objawił sporo mankamentów technicznych klasycznego modelu Junaka M16 (w wersji z większym silnikiem). Odpadła klapka pokrywy na narzędzia i nadtopił się tłumik, piszczą hamulce, słabo świecą światła. Ale wskazał i cechę najważniejszą. Motocykl na ulicy notuje niemal 100 procent "zauważeń" wśród męskiej części przechodniów. – Jadę do galerii handlowej zaczepia mnie ochroniarz, na stacji benzynowej podchodzą starsi goście, dawni właściciele junaków i pytają jak to jeździ, sąsiad mówi, że wychodzi z na spacer z psem i patrzy – pisze na forum Junaka, właściciel motocykla.
Za czasów PRL junaki powstawały w Szczecińskiej Fabryce Motocykli. Po zakończeniu produkcji jednośladów produkowała on jeszcze części do samochodów Jelcz. Definitywnie zbankrutowała w 2011 roku. Na miejscu dawnej fabryki stoi już galeria handlowa. – Marka Junak pozostawała bezpańska. Przed laty były próby reaktywacji. Jednak bez powodzenia. Zarejestrowałem na nowo znak towarowy na terenie UE. I tak się zaczęło – wspomina Mikołaj Sibora.

Siborowie siedzą w branży motocyklowej od ponad 30 lat. Ojciec Mikołaja założył firmę w 1983 roku. Jako prywaciarz robił ulepszone w porównaniu do fabrycznych tłoki, głowice, piasty do kół. Dziś rodzinna firma 90 procent produkcji sprzedaje na rynku niemieckim, współpracując z renomowanymi markami. W zakładzie w Złotnikach Kujawskich mają sterowane numerycznie obrabiarki, własną odlewnię aluminium. Żeby wyprodukować motocykl musieliby do swoich produktów zamówić trochę dodatkowych części i jazda. Co innego jednak produkcja masowa.

– Tworzymy markę o przyzwoitej jakości i atrakcyjnej cenie w porównaniu do japońskich producentów. Aby wyprodukować motocykl za średnio 6 tys. złotych muszę zlecać produkcję w Chinach. Znam tam chyba z 300 fabryk podzespołów do motocykli. Wybrałem 10 dających gwarancję przyzwoitej jakości – mówi biznesmen. Dzięki kontaktom w warsztatach i serwisach motocyklowych mógł dać 2-letnią gwarancję, zapewnić serwis i zacząć budować sieć dealerów.
Jeszcze będzie Polski Junak
Przyznaje jednak, że do skali sprzedaży takiej jak w PRL nie ma już powrotu. Wtedy Junaki i WSK były w każdym obejściu na wsi, jako tani środek transportu. Ale też samochody były mniej dostępne, sprzedawane na talony. Dziś ktoś kto ma do wydania 8-10 tysięcy zł prędzej zdecyduje się na używanego golfa trójkę. Ale coraz więcej kierowców w dużych miastach denerwuje się na korki. Widzą jak między autami przejeżdżają motocykle. To nowi nabywcy Junaków.

Mikołaj Sibora zwierza się, że wciąż ma marzy o rozpoczęciu produkcji junaka w Polsce. Koszt projektów i przygotowania szacuje na kilkadziesiąt milionów złotych. – Zobaczymy jak będzie rozwijał się rynek. Zapewne nie nasyci się w tym roku co stworzy ciekawe perspektywy. Z drugiej strony wprowadzono przepisy o obowiązkowych systemach ABS w nowych motocyklach i bardziej rygorystyczne normy spalin. A przez to ceny tanich modeli pójdą w górę – dodaje.

Przedsiębiorca ma wszystko pod ręką. Własny zakład, projekty, doświadczenie i rosnącą sieć sprzedaży. Opatentował m.in. wieloczęściowy tłok silnikowy z tytanu i wiele własnych komponentów do nowoczesnych silników. Problem w tym, czy znajdzie się wystarczająco liczna grupa klientów gotowych kupić motocykl "made in Poland" np. w cenie 25-30 tys. złotych.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu