
Umowy śmieciowe są dobre, bo "im bardziej elastycznie, tym lepiej". Biedakom i żebrakom nie należy pomagać, bo "żyją z tego, że wyglądają na biednych". Szef firmy nie powinien dzielić się nadwyżką z pracownikami, bo "dzielenie się nie jest właściwe". Nie, to nie poglądy liberalnego ekonomisty, a katolickiego księdza z Krakowa. Za ich sprawą Jacek Stryczek pracuje na miano "Reagana w koloratce" i "kościelnego Balcerowicza".
Ksiądz Stryczek znany jest w całej Polsce jako twórca i organizator Szlachetnej Paczki, czyli chyba największej krajowej akcji przedświątecznej pomocy. Słynie także z niekonwencjonalnych duszpasterskich metod: kazania głosi z laptopem, spowiada przed galeriami handlowymi, a do Kościoła zachęca ulicznymi happeningami. Jest jednak coś jeszcze, co go wyróżnia i przyciąga uwagę. To duchowny, który zaskakuje ultraliberalnymi poglądami gospodarczymi. A otwarcie je manifestując ściąga na siebie gromy kościelnych i pozakościelnych krytyków.
Duchowny, który selekcjonuje ubogich, bezrobotnym każe wziąć się do roboty, a w dodatku chwali umowy śmieciowe? Dla wielu osób okazuje się to nie do przyjęcia. Po wywiadzie dla "Wyborczej" Stowarzyszenia Polska Społeczna poskarżyło się do Inspektoratu Pracy i papieża Franciszka na to, że ks. Stryczek "godzi się na krzywdę swoich bliźnich". – Nie chcielibyśmy, aby twarz polskiego Kościoła była twarzą księdza, który źle czyni – mówią działacze.
Właściwie Jacek Stryczek nie brzmi jak ksiądz, ale jak jeden z prezesów giełdowych spółek, którzy wylewają w listach do gazet i wywiadach swoje żale na „horrendalne” koszty pracy czy niekompetencję pracowników.
Ksiądz Stryczek takimi głosami się nie zraża. Przy okazji jeszcze bardziej wystawia się na krytykę. Mówi, że "kocha ludzi bogatych" i że "żyjemy w takim przekręconym kraju, z mentalnością katomarksistowską". "No bo Jezus powiedział, że trzeba kochać ubogich, a Marks, że trzeba nienawidzić bogatych, i nam się to wymieszało jako jedna religia" – ocenia.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
