
Paweł Kukiz mówi, że chce skończyć z partiokracją, w której politycy są uzależnieni od partyjnych bossów. Na wieczorze wyborczym powtarzał "to wasz sukces", "bez was byłbym nikim". W istocie jego ruch jest jednak bardziej wodzowski niż partie stworzone przez Tuska i Kaczyńskiego. Tam podstawowym kryterium personalnym była choć elementarna zgodność poglądów. U Kukiza tylko widzimisię lidera.
REKLAMA
Polskie partie są rządzone twardą ręką. Kilka miesięcy temu uzasadniałem w naTemat, że w polskich realiach tak być musi, choć liderzy nie mogą być głusi na uwagi współpracowników. Dopóki szefowie ugrupowań się tego nie nauczą, będą krytykowani. Przoduje w tym Paweł Kukiz, niemal w każdej wypowiedzi deklarujący chęć obalenia partiokracji i odebrania władzy żelaznym liderom.
Władca list
Dlatego muzyk na każdym kroku deklaruje pokorę i służebność wobec swoich wyborców. Na wieczorze wyborczym powtarzał "bez was byłbym nikim", "to wasz sukces", "to wasza kampania". Kiedy był pytany o "jego program", "jego kampanię", "jego postulaty" zawsze korygował dziennikarzy że to "program wyborców", "kampania zwolenników", postulaty woJOWników". Deklarował też, że listy wyborcze będą układane w prawdziwie demokratyczny sposób.
Dlatego muzyk na każdym kroku deklaruje pokorę i służebność wobec swoich wyborców. Na wieczorze wyborczym powtarzał "bez was byłbym nikim", "to wasz sukces", "to wasza kampania". Kiedy był pytany o "jego program", "jego kampanię", "jego postulaty" zawsze korygował dziennikarzy że to "program wyborców", "kampania zwolenników", postulaty woJOWników". Deklarował też, że listy wyborcze będą układane w prawdziwie demokratyczny sposób.
Ten mit padł jako pierwszy. Już na początku czerwca, zaledwie trzy tygodnie po wyborach Kukiz zadeklarował, że to on będzie decydował o tym, kto obsadzi jedynki na listach wyborczych. Dokładnie tak, jak Tusk, Kaczyński czy Miller. Tym samym Kukiz jednoosobowo zdecyduje o tym, kto wejdzie do Sejmu, bo cztery lata temu na nazwisku Palikota mandat zdobyli tylko kandydaci z pierwszych miejsc. Teraz ten mechanizm zadziała u Kukiza
Od Sasa do lasa
W przypadku tradycyjnych partii, poza chęcią zrobienia kariery politycznej, o starcie z list decyduje podstawowa zgodność poglądów kandydata z programem partii. Kukiz nie ma programu, a jego "strategia" (czyli po prostu program – więcej o specyficznym słowniku Kukiza w tym tekście) nadal jest trzymana w tajemnicy. Dlatego o tym, czy ktoś wystartuje z list Kukiza zdecyduje z jednej strony jego miłość do muzyka, a z drugiej przyjęcie zalotów przez wodza. Jakakolwiek zgodność programowa nie będzie miała nic do rzeczy.
W przypadku tradycyjnych partii, poza chęcią zrobienia kariery politycznej, o starcie z list decyduje podstawowa zgodność poglądów kandydata z programem partii. Kukiz nie ma programu, a jego "strategia" (czyli po prostu program – więcej o specyficznym słowniku Kukiza w tym tekście) nadal jest trzymana w tajemnicy. Dlatego o tym, czy ktoś wystartuje z list Kukiza zdecyduje z jednej strony jego miłość do muzyka, a z drugiej przyjęcie zalotów przez wodza. Jakakolwiek zgodność programowa nie będzie miała nic do rzeczy.
Widać to po propozycjach startu pod adresem Magdaleny Ogórek, Grzegorza Brauna czy Pawła Tanajno, czyli konkurentów Kukiza w wyborach prezydenckich. W zwykłej partii o przyjęciu kogoś do struktur decyduje najniższa komórka organizacyjna, czyli koło. Tak samo to struktury terenowe ustalają kształt list, a władze centralne dopiero je zatwierdzają. U Kukiza nie ma absolutnie żadnych kryteriów. Poza widzimisię wodza, oczywiście.
Wódz jest wyznacznikiem
A "chęć zmiany" czy "obalenia systemu" jest zbyt szerokim i ogólnikowym kryterium, by uznać je za wystarczające uzasadnienie startu z list Kukiza i zapewnienie, że kandydaci nie opuszczą swojego wodza. Bo wszystko rozbija się o szczegóły. Kiedy rządził PiS także chciał zmian systemu, jego posłowie próbowali zastąpić III RP IV RP. Jednak Marek Jurek i jego współpracownicy odeszli z partii po konflikcie ws. aborcji. Zdecydowali, że wierność swoim przekonaniom jest ważniejsza, niż obalanie III RP i osłabili PiS. Tak samo może być z ludźmi Kukiza – zaczną odchodzić, kiedy lider zacznie ujawniać poglądy na kolejne szczegółowe kwestie.
A "chęć zmiany" czy "obalenia systemu" jest zbyt szerokim i ogólnikowym kryterium, by uznać je za wystarczające uzasadnienie startu z list Kukiza i zapewnienie, że kandydaci nie opuszczą swojego wodza. Bo wszystko rozbija się o szczegóły. Kiedy rządził PiS także chciał zmian systemu, jego posłowie próbowali zastąpić III RP IV RP. Jednak Marek Jurek i jego współpracownicy odeszli z partii po konflikcie ws. aborcji. Zdecydowali, że wierność swoim przekonaniom jest ważniejsza, niż obalanie III RP i osłabili PiS. Tak samo może być z ludźmi Kukiza – zaczną odchodzić, kiedy lider zacznie ujawniać poglądy na kolejne szczegółowe kwestie.
Poza tym nie do końca wiadomo, jak powstaje program Kukiza. Na początku czerwca u Moniki Olejnik siedział przed laptopem i zapewniał, że ma na nim program. Później w sieci pojawiły się zdjęcia z rozmów programowych z udziałem m.in. Kukiza i ekspertów Centrum Adam Smitha. Muzyk ujawnił też, że pomagają mu biznesmeni z Nowego Sącza (np. Ryszard Florek i Roman Kluska). Nie wiadomo więc, czy program już jest, czy dopiero powstaje.
Bezwzględny kadrowy
Kukiz zachowuje się jak partyjny wódz nie tylko w kwestiach programu, lecz także ludzi. Ba, jest nawet brutalniejszy w rozgrywkach personalnych niż Grzegorz Schetyna albo Joachim Brudziński. Kukiz brutalnie potraktował Roberta Raczyńskiego, prezydenta Lubina – bastionu ruchu zorganizowanego wokół muzyka. Ten stwierdził, że wywiad w TVN24 jest przykładem rozgrywania środowiska, a jego wypowiedzi nazwał wymysłami.
Kukiz zachowuje się jak partyjny wódz nie tylko w kwestiach programu, lecz także ludzi. Ba, jest nawet brutalniejszy w rozgrywkach personalnych niż Grzegorz Schetyna albo Joachim Brudziński. Kukiz brutalnie potraktował Roberta Raczyńskiego, prezydenta Lubina – bastionu ruchu zorganizowanego wokół muzyka. Ten stwierdził, że wywiad w TVN24 jest przykładem rozgrywania środowiska, a jego wypowiedzi nazwał wymysłami.
Bo o tym, kto jest w ruchu ważny, a kto nie, Kukiz decyduje sam. Jak opisał Przemysław Wipler wysłał na negocjacje ws. wspólnego startu dwóch byłych współpracowników Jarosława Gowina z Polski Razem. Relacjonuje też wygórowane żądania, jakie stawiali emisariusze muzyka (szczególnie dotyczące absolutnej kontroli nad listami i kampanią wyborczą).
Żaden z partyjnych wodzów, ani żaden z naburmuszonych rzeczników nie pozwoliłby też sobie na takie postępowanie z dziennikarzami jak Paweł Kukiz. I nie chodzi tylko o ciągłe atakowanie ich na Facebooku, o czym pisałem w naTemat. Skandaliczny jest też sposób w jaki Kukiz rozmawia z dziennikarzami. W czwartek był gościem "Rozmowy Dnia" w Pierwszym Programie Polskiego Radia. Nie tylko nie odpowiadał na pytania, ale sekował prowadzącego wywiad Krzysztofa Grzesiowskiego za tematy, które porusza. Był opryskliwy i niegrzeczny. Kiedy tuż przed I turą wyborów prezydenckich Bronisław Komorowski ostro skrytykował Bogdana Rymanowskiego, krytyce (słusznej) nie było końca.
Bez drużyny
Politycy tworzą drużyny, które wspólnie walczą o sukces w wyborach. Wokół Kukiza nie widać dzisiaj nikogo. To on ściąga na siebie całą uwagę mediów, nie promując nowych twarzy, na przykład organizując konferencje prasowe na konkretne tematy. Nawet Kongres Nowej Prawicy wysyłał do mediów nie tylko Korwin-Mikkego i Wiplera, ale też Wilka, Dziambora czy Marusika.
Politycy tworzą drużyny, które wspólnie walczą o sukces w wyborach. Wokół Kukiza nie widać dzisiaj nikogo. To on ściąga na siebie całą uwagę mediów, nie promując nowych twarzy, na przykład organizując konferencje prasowe na konkretne tematy. Nawet Kongres Nowej Prawicy wysyłał do mediów nie tylko Korwin-Mikkego i Wiplera, ale też Wilka, Dziambora czy Marusika.
Za burtą
Muzyk odsunął też od spraw przyszłego komitetu wyborczego Patryka Hałaczkiewicza, szefa kampanii prezydenckiej, który stał za sukcesem z maja – opisuje "Gazeta Wyborcza". Muzyk rozstał się też z Piotrem Guziałem, kandydatem na prezydenta Warszawy, który jeszcze kilka dni temu był "jego człowiekiem" w stolicy. Partie mają jasną strukturę: jest szef, zastępcy, zarząd, rada krajowa itd. U Kukiza o tym, kto jest ważny decyduje tylko on. W jednym momencie możesz być najważniejszym partnerem, by za chwilę wylądować za burtą.
Muzyk odsunął też od spraw przyszłego komitetu wyborczego Patryka Hałaczkiewicza, szefa kampanii prezydenckiej, który stał za sukcesem z maja – opisuje "Gazeta Wyborcza". Muzyk rozstał się też z Piotrem Guziałem, kandydatem na prezydenta Warszawy, który jeszcze kilka dni temu był "jego człowiekiem" w stolicy. Partie mają jasną strukturę: jest szef, zastępcy, zarząd, rada krajowa itd. U Kukiza o tym, kto jest ważny decyduje tylko on. W jednym momencie możesz być najważniejszym partnerem, by za chwilę wylądować za burtą.
Paweł Kukiz jest symbolem, gwiazdą swojego środowiska. Ale nie poradzi sobie w pojedynkę. Musi zacząć ufać ludziom, pozwolić im podejmować decyzje i pracować na sukces. Na razie wszystko robi sam. Ale skrajne wodzostwo nie jest oznaką siły, ale słabości. Strachu, że znajdzie się ktoś bardziej ciekawy dla mediów, działaczy, a przede wszystkim wyborców. Dlatego Kukiz na razie nie zamierza oddawać swojej pozycji. Jak to wódz.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
