
Minister Nowak tłumaczy się z premii, które przyznano w GDDKiA osobom odpowiedzialnym za budowę autostrady A2, która miała połączyć Warszawę z zachodnią granicą. Szef resortu nie podziela oburzenia opinii publicznej i wyjaśnia, że to sprawa Dyrekcji, a nie ministerstwa.
REKLAMA
Minister transportu Sławomir Nowak był gościem Konrada Piaseckiego w RMF FM. Pytany, jak zareagował na wiadomość o głośnych premiach przyznanych odpowiedzialnym za budowę autostrady A1 stwierdził: - Ja je przyjąłem do wiadomości, ale można było poczekać na koniec budowy. Deklarował: - Znam te 6 osób, często jeździliśmy razem na budowy, i wiem że to urzędnicy a nie politycy". Stwierdził też, że mając świadomość, że może być za takie stanowisko krytykowany, uważa, że "ludzi trzeba nagradzać za pracę i motywować".
Zapewniał również, że będzie wyciągał konsekwencje, jeśli coś się nie uda. - Tak jak ja będę rozliczony przez wyborców i szefa rządu, tak nie będę bał się wyciągać konsekwencji - mówił Nowak.
Drogowcy dali sobie po 8 tys. zł nagrody za A2 CZYTAJ WIĘCEJ
- Jestem zadowolony z przyspieszenia - zadeklarował jednak zaraz minister. Na zarzuty, że właściwie żadna z dróg nie będzie w pełni gotowa na Euro 2012 odparł: "dlatego wystawiam ocenę dostateczną za ten system, który istnieje".
Przypominał też: "od początku mojego urzędowania mówiłem, że nie wszystkie będzie dokończone, ale mamy spełnione minima wyznaczone przez UEFA". Jednak zupełnie inaczej mówił Donald Tusk podczas swojego pierwszego expose. W 2007 roku szef rządu zapewniał, że budowa wszystkich dróg zostanie przed Euro ukończona.
- Te słowa były uprawnione, bo zaczynaliśmy nie wiedząc, że za chwilę zacznie się największy kryzys gospodarczy w ostatnich latach - bronił swojego szefa Nowak. Przyznaję w pełni, że nie wszystko się udało, ale w pierwszym roku kryzysu trzeba było ściąć budżet o 25 mld zł. Stracił na tym między innymi Krajowy Fundusz Drogowy - kontynuował. - Zapewniam, że gdyby pan położył dodatkowe miliardy na stole, to ruszylibyśmy z kopyta z budowami - zwrócił się do Piaseckiego.
- Pracuję na własny rachunek, biorę to całkowicie na siebie. Ale trzeba pamiętać że gdyby PiS zbudował 20 kilometrów, to dziś nie byłoby problemu - mówił dziś minister transportu Sławomir Nowak. - To co dzisiaj mamy, to też wynik niechlujstwa ministra Polaczka, który nie przygotował ani kilometra budowy - dodawał.
Jednak jak donosi gazeta.pl na budowie zagrożonego odcinka C, wbrew deklaracjom rzeczniczki GDDKiA, prace nie trwają przez całą noc. W opinii rozmówców spotkanych przez dziennikarza robotników nie ma szans na zapewnienie przejezdności drogi przed Euro 2012. "Miały być gwar, dym, warkot. A tu widokówka jak z Marsa - pod mlecznymi światłami ziemia wydaje się czerwona, długie ramiona koparek wyglądają jak odnóża owadów. Cisza" - pisze Grzegorz Szymanik.
Nowak mówił też o kłopotach podwykonawców, którzy stanęli w obliczu bankructwa z powodu niepłacących wykonawców. Nowak mówił, że to po prostu efekt nieuczciwości konsorcjów, które zdobyły rządowe kontrakty. - Żadnym prawem nie usankcjonujemy uczciwości, to co mamy to nieuczciwość wykonawców - mówił Nowak. Dodawał też, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad płaci wykonawcom przed czasem,a to oni nie wywiązują się ze swoich zobowiązań.
- W nowych przetargach przedstawiamy obligację - rozliczenie z podwykonawcami - deklarował minister. Tłumaczył, że dopiero po przedstawieniu dowodów na wypłacenie pieniędzy podwykonawcom, główny realizator dostanie kolejną transzę od państwa. - Wszyscy podwykonawcy będą musieli być zatwierdzeni przez GDDKIA: od dostawcy piachu do wykonawcy robót budowlanych - kontynuował Nowak.
Zapewniał, że rząd chce także pomóc tym, którzy teraz mają kłopoty. - Przygotowujemy ustawę, która pomoże też tym, którzy dzisiaj maja problemy - mówił. - Strona publiczna na podstawie nowej ustawy będzie mogła, po potwierdzeniu przez sąd wykonania robót przez podwykonawcę, wypłacić mu zaległe pieniądze - zadeklarował minister transportu.

