Sławomir Nowak na budowie A2
Sławomir Nowak na budowie A2 Fot. Tomasz Stańczak/ Agencja Gazeta

Przez wielu nazywany "zderzakiem Tuska", bo nie ma silnej pozycji politycznej i w razie porażki może szybko stracić stanowisko. Inni mówią o nim, ze to zdolny polityk, który wiele jeszcze osiągnie - prof. Tomasz Nałęcz prognozował nawet, że w przyszłości może zostać premierem. Jedni mówią, że ma jedno z najtrudniejszych zadań w rządzie. Inni twierdzą, że jest tylko od robienia dobrego wrażenia.

REKLAMA
Nie ulega wątpliwości, że Sławomir Nowak jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych ministrów drugiego rządu Donalda Tuska. Jeszcze w poprzedniej kadencji, kiedy był szefem gabinetu politycznego premiera czy ministrem w Kancelarii Prezydenta Komorowskiego wiele czasu poświęcał na wizyty w mediach. Teraz najczęściej widzimy i słyszymy go, gdy musi tłumaczyć się z kolejnych opóźnień w budowach dróg, przede wszystkim autostrad. W przeciągu zaledwie kilku miesięcy musiał stać się ekspertem w dziedzinie, która nigdy nie była jego konikiem.
Polski Brad Pitt
"Od początku pracy w parlamencie zasiadałem w Komisji Obrony Narodowej, co wiąże się z moimi zainteresowaniami związanymi z zagadnieniami bezpieczeństwa międzynarodowego" - czytamy na prywatnej stronie ministra. Z wykształcenia politolog, z zawodu polityk i PR-owiec. Pierwsze kroki w polityce stawiał już jako 19-latek. Wtedy zapisał się do Kongresu Liberalno-Demokratycznego - partii trójmiejskich liberałów. Gdy partia Donalda Tuska i Jana Krzysztofa Bieleckiego połączyła się z Unią Demokratyczną Nowak, został członkiem jej młodzieżówki - Stowarzyszenia "Młodzi Demokraci".
Szybko zrobił w nim karierę - w 1998 roku, mając 24 lata został przewodniczącym S "MD". - Nasza współpraca układała się bardzo dobrze, mieliśmy jasny podział zadań - mówi naTemat Jan Artymowski, bliski współpracownik Nowaka z czasów S "MD". - Sławek już wtedy był mistrzem w robieniu dobrego wrażenia i na tym się głównie skupiał - zarówno w kontaktach zewnętrznych jak i wśród członków Stowarzyszenia. Już wtedy miał te przymioty, które obecnie wykorzystuje, czyli przede wszystkim dobry wygląd. No i już wtedy bardzo niego dbał. Podczas wyjazdów w teren śmialiśmy się, że jego kosmetyczka jest większa niż nasze walizki - wspomina Artymowski.
Swój wygląd wykorzystywał nawet by zarobić. Niedawno media obiegły zdjęcia Nowaka z kampanii reklamowej, w której wziął udział jako model. Od dziennikarzy plotkarskich portali dostał nawet ksywkę - polski Brad Pitt. Pytany o ten epizod przyznał, że w młodości imał się wielu prac - był nawet piekarzem.
W polityce od początku był wierny Donaldowi Tuskowi. Gdy ten zaczął tworzyć Platformę Obywatelską, "Młodzi Demokraci" zerwali stosunki z UW i przyłączyli się do nowej formacji. Wtedy też Nowak po raz pierwszy wystartował w wyborach do Sejmu. Jednak w 2001 roku dostał za mało głosów, by zostać posłem. Gdy jednak Janusz Lewandowski został eurodeputowanym, Nowak zajął jego miejsce w Sejmie (pierwsi w kolejce byli co prawda Aleksander Hall, starosta kwidzyński i prezydent Tczewa, ale oni nie chcieli zasiąść w parlamencie).
Poseł Donalda Tuska
Wtedy też Nowak zaczął długą drogę ku wielkiej polityce. Nabierał doświadczenie w kontaktach z mediami. Zaczął się też zmieniać. Dziś mówi się, że jest dwóch Sławomirów Nowaków - polityk i osoba prywatna. - Jeszcze wtedy nie było takiego rozdźwięku między jego publicznym wizerunkiem a zachowaniem w prywatnych sytuacjach - ocenia były sekretarz, a później przewodniczący Stowarzyszenia "Młodzi Demokraci". - Sławek nie był jeszcze osobą publiczną, nie musiał się pilnować tak jak teraz. W ciągu kilku lat z politycznego niebytu zrobił dużą karierę - taka awanse mają swoje koszty - mówi naTemat Artymowski.
Rok później, gdy Platforma szła po władzę, młody poseł był już drugi na liście i z 9 tysiącami głosów bez problemu dostał się do Sejmu. Jego pozycja nieustannie rosła - stał się bliskim współpracownikiem Donalda Tuska. To zapewne pomogło mu dostać pierwsze miejsca na gdańskiej liście w przyspieszonych wyborach. Wtedy był już bardzo rozpoznawalny i dostał prawie 66 tysięcy głosów. Nagrodą było stanowisko w Kancelarii Premiera - Nowak został szefem gabinetu politycznego Donalda Tuska. Jego pozycję nadszarpnęła afera hazardowa - jako dobry znajomy Mirosława Drzewieckiego i Marcina Rosła został zesłany do Sejmu.
Pomorski baron Platformy
Wielu dawnych współpracowników Nowaka ma mu za złe, że zapomniał o swoich dawnych współpracownikach. "Sławek obrósł w piórka i skupił się na swojej karierze" - słyszymy. - Jeśli Nowak chce być głosem, reprezentantem młodych działaczy, to czeka go dużo pracy, szczególnie nad sobą - dodaje dawny współpracownik obecnego ministra transportu. O ile minister nie ma zbyt dobrej opinii wśród młodych działaczy, o tyle popierają go politycy w regionie, którego od 2010 roku jest przewodniczącym. - Bardzo sprawny, konkretny, nie używa zbędnych słów - to duży walor w pracy z nim - mówi naTemat Leszek Redzimski, lokalny działacz Platformy i poseł w poprzedniej kadencji. - Nowak ma duże poczucie humoru, podczas wizyt w regionach potrafi pogadać z szeregowym posłem, jest otwarty na rozmowę - dodaje.
Pojawiają się jednak kontrowersje wokół jego decyzji jako przewodniczącego regionu. Podczas ostatnich wyborów złamano bowiem zasadę, że w jednym powiecie wystawia się jednego kandydata - pewniaka. Z okręgu chojnickiego startowało wtedy dwóch polityków - żaden nie dostał się do parlamentu. - Wtedy Nowak bywał już raczej w Warszawie niż w Gdańsku - mówi nam Redzimski. - Wyraźnie widać, że ma teraz mniej czasu dla regionu, więcej uprawnień deleguje. Co prawda z ludźmi z Trójmiasta spotyka się dość często, ale już mniej jeździ w teren - dodaje.
Szansą na powrót do łask premiera była kampania prezydencka z 2010 roku. Nowak poprowadził z Joanną Muchą debatę prawyborczą między Radosławem Sikorskim a Bronisławem Komorowskim. Później został szefem sztabu tego drugiego. Choć krytykowano go za niektóre potknięcia, faktem jest, że Komorowski wybrał właśnie jego. A potem zabrał ze sobą do Pałacu Prezydenckiego i zrobił ministrem ds. kontaktów z rządem i parlamentem. Po zeszłorocznych wyborach Sławomir Nowak został następcą Cezarego Grabarczyka i zajął się budową autostrad. Urzędowanie rozpoczął od wyjazdu na budowę autostrady A2. 30 listopada 2011 roku w dżinsach, traperach i żółtej kamizelce sprawdzał postępy prac.
Wielki budowniczy
Jednak teraz widać, że nawet to obliczone na poprawę wizerunku zachowanie nie uchroniło Nowaka przed powszechną krytyką za niedokończenie budowy najważniejszych dróg dojazdowych na Euro 2012. Zapowiadana na jesień rekonstrukcja rządu będzie dla Nowaka chwilą prawdy. Wtedy okaże się, czy utrzyma stanowisko w rządzie i będzie mógł dalej budować polityczną pozycję. Niektórzy wróżą mu świetlaną przyszłość. Kiedyś prezydencki doradca prof. Tomasz Nałęcz powiedział, że Nowak może być przyszłym premierem Polski.