
Gdy duchowieństwo zabiera głos w sprawach polityki, prawica zwykle pieje z zachwytu. Oburzeniem reaguje natomiast na wszelką polemikę z politykami w koloratkach. Niestety, i w tym względzie polscy prawicowcy wykazują się sporą dawką hipokryzji. Świetnie ilustruje to historia hejtu na ks. Kazimierza Sowę. "Polski zwyczajnie nie stać na taką stratę jaką jest Sikorski poza polityką" – napisał na Facebooku w poniedziałkowy wieczór. I ściągnął na siebie małą lawinę prawicowej krytyki.
REKLAMA
"Ksiądz POrażka"
Poniedziałkowa deklaracja Radosława Sikorskiego, iż odchodzi on z czynnej polityki zaskoczyła wielu. Wśród nich znalazł się katolicki publicysta ks. Kazimierz Sowa. Swoimi spostrzeżeniami na temat rezygnacji Sikorskiego z udziału w wyborach parlamentarnych podzielił się więc na swoim facebookowym profilu, na którym ostatnimi czasy kapłan bywa najbardziej aktywny.
Poniedziałkowa deklaracja Radosława Sikorskiego, iż odchodzi on z czynnej polityki zaskoczyła wielu. Wśród nich znalazł się katolicki publicysta ks. Kazimierz Sowa. Swoimi spostrzeżeniami na temat rezygnacji Sikorskiego z udziału w wyborach parlamentarnych podzielił się więc na swoim facebookowym profilu, na którym ostatnimi czasy kapłan bywa najbardziej aktywny.
Jak można zauważyć w komentarzach, już tam pojawiły się przytyki wobec ks. Sowy, że komentuje on bieżącą politykę i dość wyraźnie powiada się za dobrem Platformy Obywatelskiej. Jeszcze ostrzej zareagował jednak Twitter. "Ksiądz Kazimierz Sowa nie zawodzi..." - kpił publicysta Marcin Makowski. "Popłakałem się czytając ks. Sowę. Oczywiście popłakałem ze śmiechu" - wtórował mu Piotr Strzembosz z Prawicy Rzeczpospolitej. "To jest precedensowa,polityczna i wiernopoddańcza deklaracja kapłana. Przechodzi do historii" - grzmiała popularna na prawicy blogerka Marzena Paczuska. I wielu, wielu innych.
Widzisz drzazgę w oku brata, a Oka we własnym nie...
Wszyscy ci, którzy zwykle najgłośniej oburzają się, gdy ktoś inny kręci nosem na o wiele bardziej bezceremonialne poparcie udzielane przez innych księży ugrupowaniom prawicowym, z PiS i jego zjednoczonymi przybudówkami na czele. Wszyscy ci, którym nie przeszkadza angażowanie się w politykę przez o. Tadeusza Rydzyka, arcybiskupów Stanisława Gądeckiego, czy Józefa Michalika, a nawet kapłanów tak kontrowersyjnych, jak ks. Stanisław Małkowski, ks. Dariusz Oko lub ks. Tadeusz-Issakowicz-Zaleski.
Wszyscy ci, którzy zwykle najgłośniej oburzają się, gdy ktoś inny kręci nosem na o wiele bardziej bezceremonialne poparcie udzielane przez innych księży ugrupowaniom prawicowym, z PiS i jego zjednoczonymi przybudówkami na czele. Wszyscy ci, którym nie przeszkadza angażowanie się w politykę przez o. Tadeusza Rydzyka, arcybiskupów Stanisława Gądeckiego, czy Józefa Michalika, a nawet kapłanów tak kontrowersyjnych, jak ks. Stanisław Małkowski, ks. Dariusz Oko lub ks. Tadeusz-Issakowicz-Zaleski.
Dla polskich prawicowców to jednak już normalne, że w społeczeństwie muszą istnieć równi i równiejsi. Ta zasada dotyczy także "wolności słowa dla Kościoła", o którą sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, czy Ruchu Narodowego zaciekle walczą, gdy są jej beneficjentami. Jeszcze więcej energii mają jednak, by zwalczać ją wówczas, gdy poglądy głoszone przez niektórych duchownych szkodzą im lub pomagają ich politycznym konkurentom.
Ksiądz ma prawo mieć poglądy,... jeśli tylko są prawicowe
Historia ostatniego hejtu na ks. Kazimierza Sowę za kilka relatywnie ciepłych pod adresem Radosława Sikorskiego i Platformy Obywatelskiej (którą kapłan jednocześnie krytykuje za wewnątrzpartyjne szczucie na byłego marszałka) to przecież nic wobec tego, co spotkało kilkanaście miesięcy temu ks. Wojciecha Lemańskiego. Który w konflikt ze swoim biskupem de facto również popadł ze względu na poparcie dla zupełnie innej wizji Polski niż ta wyznawana przez jego zwierzchnika.
Historia ostatniego hejtu na ks. Kazimierza Sowę za kilka relatywnie ciepłych pod adresem Radosława Sikorskiego i Platformy Obywatelskiej (którą kapłan jednocześnie krytykuje za wewnątrzpartyjne szczucie na byłego marszałka) to przecież nic wobec tego, co spotkało kilkanaście miesięcy temu ks. Wojciecha Lemańskiego. Który w konflikt ze swoim biskupem de facto również popadł ze względu na poparcie dla zupełnie innej wizji Polski niż ta wyznawana przez jego zwierzchnika.
Lemański chciał być jednym ze strażników Polski otwartej i wrażliwej na ludzi, jego biskup nie ukrywał natomiast nigdy sympatii wobec konserwatyzmu spod znaku Jarosława Kaczyńskiego. Nim abp. Hoser zajął się "problemem" z ks. Lemańskim, swoje robili więc prawicowi hejterzy, podjudzający kurię do tego, by ukarała księdza za walkę z antysemityzmem i negowaniem problemu pedofilii w nadwiślańskim Kościele.
Od jakiegoś czasu na cenzurowanym u sympatyków PiS jest też charyzmatyczny społecznik ks. Jacek Stryczek. Twórca "Szlachetnej Paczki" obrywa, choć w politykę również nie włączył się otwarcie. Został wpisany na listę tych duchownych, którym wypowiadać się nie wolno, gdy przedstawił swój manifest gospodarczy, godny namaszczenia go na kapelana NowoczesnejPL Ryszarda Petru.
Za chyba zbyt daleko idący liberalizm gospodarczy i pochwałę tzw. dzikiego kapitalizmu sam krakowskiego księdza w naTemat krytykowałem. Nie wyobrażam jednak sobie, by oczekiwać jego uciszenia, ani personalnie go atakować. Prezentujący specyficzną mieszkankę PiS-owskich "socjal-konserwatywnych" poglądów komentujący jednak się przed tym nie zawahali.
Pewną taryfę ulgową ma jeszcze tylko inny z niewygodnych duchownych, czyli ks. Jan Kaczkowski. I on woli być obecny w mediach ze względu na pomoc potrzebującym, nieuleczalnie chorym, a nie przez zaciekłe ataki na osoby korzystające z metody in vitro, czy poszukujące szczęścia w niesakramentalnych obecnie związkach. Jak mówił kiedyś w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Lisowi, był więc taki okres, gdy kierowana przez abp. Sławoja Leszka Głódzia gdańska kuria wywołała w nim strach, że będzie zmuszony do "płaszczenia się lub stosowania innych niegodnych metod".
I nie ma co się tu oszukiwać. Jan Kaczkowski uniknął konsekwencji niepasowania do jedynie słusznego nad Wisłą modelu księdza-prawicowca, tylko dlatego duchowny jest chory.
Na szczęście niedawno w swoim blogu w naTemat duchowny poinformował, że można powiedzieć, iż jego stan nie tylko się nie pogarsza, ale wręcz Bóg daje mu nieco więcej zdrowia. Być może między innymi dlatego, by swoją pracą w puckim hospicjum i działalnością publiczną przypominał, że wbrew wszelkim pozorom, święcenia kapłańskie nikogo nie zobowiązują do prezentowania określonej linii partyjnej...
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
