Sekretarz Generalny SLD Krzysztof Gawkowski przyznał, że nie boi się rządów prezesa Kaczyńskiego. Jedynym politykiem, którego się obawia jest Antoni Macierewicz.
Sekretarz Generalny SLD Krzysztof Gawkowski przyznał, że nie boi się rządów prezesa Kaczyńskiego. Jedynym politykiem, którego się obawia jest Antoni Macierewicz. Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta

Największa partia prawicowa z największą lewicową w jednej koalicji? Scenariusz niemożliwy, lecz tylko pozornie. Sekretarz generalny SLD nie mówi „nie”. W odpowiedzi na ewentualną współpracę odpowiada „wolę rządy PiS niż PO”, a eksperci przekonują, że takie zestawienie jest możliwe, a z punktu widzenia Sojuszu – bardzo korzystne. Warunek jest jeden – SLD musiałby wejść do Sejmu, co obecnie wydaje się mało prawdopodobne.

REKLAMA
Gawkowski: Doceniam gest prezesa
W internetowym programie Jacka Prusinowskiego „Tu Jest Polska” Krzysztof Gawkowski mówi wprost: „Wolę rządy PiSu w sprawie gospodarki i ich program naprawy państwa niż to co robi liberalna PO”. Sekretarz generalny chwali prezesa za wystawienie Beaty Szydło jako kandydatkę na premiera i przyznaje, że (z wyjątkiem Antoniego Macierewicza) nigdy nie bał się Prawa i Sprawiedliwości.
Krzysztof Gawkowski

Nie boję się PiS-u, boję się tylko Antoniego Macierewicza (…) Nigdy nie bałem się współpracy z PiS, szczególnie, że doceniam gest Jarosława Kaczyńskiego, który wskazał na premiera Beatę Szydło. To jest punkt styczny, który może połączyć nasze myślenie o gospodarce.

Poseł Joński: Prawica = państwo policyjne
W partii zdania są podzielone, niektórzy – podobnie jak Gawkowski – nie pozostawiają na rządach Platformy Obywatelskiej przysłowiowej „suchej nitki”, inni twardo przekonują, że o koalicji w PiS-ie nie ma mowy. – Budujemy Zjednoczoną Lewicę właśnie po to, aby zatrzymać prawicę w dążeniu do władzy – przekonuje w rozmowie z naTemat poseł Dariusz Joński. – Ja również nie boję się Jarosława Kaczyńskiego, ale boję się o Polskę pod rządami Kaczyńskiego. Pamiętam czasy, kiedy rządził PiS i nie chciałbym, żeby wróciły – dodaje.
Dariusz Joński

PiS i prawica ponownie zgotuje nam państwo policyjne i wyznaniowe, co już doskonale widać i słychać w wypowiedziach polityków. Zapowiadają, że wraz z Episkopatem będą zmieniać ustawy, a posiedzenia rządu najprawdopodobniej będą organizować na Jasnej Górze. Nie chce takiego państwa.

Koalicja politycznie rozsądna?
Poseł Joński wyjaśnia, że SLD nie ma żadnego wspólnego stanowiska. – Ewentualne koalicje będziemy tworzyć po wyborach. Ja jestem w grupie przeciwników współpracy z PiS, ale to tylko moje stanowisko, podobnie jak słowa sekretarza Gawkowskiego były jego prywatną opinią – dodaje. – Wiem, że o takim pomyśle mówią politolodzy, czytałem komentarze. My w partii o tym raczej nie mówimy. Ja uważam, że współpraca z prawicą nie wchodzi w grę, wyborcy by nam tego nie wybaczyli – mówi nam jeden z lokalnych polityków Sojuszu.
– Młodsi wyborcy nie mieliby z tym żadnego problemu – kontruje politolog dr Błażej Poboży. – W starszym elektoracie taka koalicja byłaby większym problemem, ale myślę, że i ta grupa zaakceptowałaby takie połączenie, zwłaszcza że jest ono stosunkowo rozsądne – dodaje.
SLD przystawką PO
Sojusz Lewicy Demokratycznej przez lata uważany był za tzw. „cichego koalicjanta PO”, na czym wcale nie zyskał, a wręcz przeciwnie. – Platforma traktowała SLD jako swoją „polityczną przystawkę” i systematycznie konsumowała ich wyborców, co widać szczególnie w Warszawie, gdzie po latach cichej współpracy Sojusz został bez klubu w radzie miasta – dodaje dr Poboży. Zdaniem politologa, koalicja z Prawem i Sprawiedliwością pozwalałaby na zachowanie integralności i tożsamości tej partii.
Związek PiS i SLD nie jest polityczną abstrakcją, o czym od dawna mówi też dr hab. Rafał Chwedoruk. – Jeśli taki rząd miałby powstać, jego spoiwem nie mogłyby być sprawy światopoglądowe, lecz raczej duch Keynesa – przekonywał w wywiadzie dla Roberta Mazurka. – Partia Jarosława Kaczyńskiego proponuje socjalny program i to właśnie on musiałby być spoiwem koalicji z SLD . więc w wielu punktach obie formacje mogłyby znaleźć wspólny język (m.in. budowa mieszkań, wyższa pensja minimalna czy umowy śmieciowe).
Sekretarz schlebia PiS
Pozytywny stosunek Krzysztofa Gawkowskiego względem partii Jarosława Kaczyńskiego to nie nowość. Podobne stanowisko obserwowaliśmy po wyborach prezydenckich, kiedy – naprzeciw PO – stawał w obronie prezydenta elekta. – Śmieszne jest to jak demonizujemy prezydenta elekta – jak to robi pani Mucha i pani redaktor. Wysłuchałem Dudy jako obywatel. Nie było tam nic, co świadczyłoby to tym, że to jest propisowski prezydent – mówił w jednym z wywiadów w Radiu Zet.
Jego słowa nie są bez znaczenia. Gawkowski nie jest bowiem szeregowym członkiem partii, lecz jej sekretarzem generalnym, który ma duże szanse na to, by przejąć schedę po Leszku Millerze. Przypomnijmy, że Miller zadeklarował, że więcej o stanowisko szefa Sojuszu zabiegać nie będzie, a działacze SLD komentują, że młody „książę zjednoczenia” (bo tak mówi się o Gawkowskim cieszy się wysokim poparciem w strukturach regionalnych i ma duże szanse na wygraną).
Najpierw walka o Sejm
– Rzadko kiedy zgadzam się z Gawkowskim, ale jego przychylne podejście względem PiS jest politycznie uzasadnione. Z drugiej strony, warto pamiętać o tym, że ugrupowania pozaparlamentarne (a taką po wyborach SLD zapewne się stanie) nie biorą udziału w dzieleniu powyborczego tortu – podsumowuje dr Błażej Poboży. Największym problemem lewicy są obecnie ich wewnętrzne układanki: listy, liderzy, „jedynki”, a jeśli uda się dogadać w tej kwestii – krótka, lecz intensywna walka o to, aby w Sejmie ponownie się znaleźć.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl