
Największa partia prawicowa z największą lewicową w jednej koalicji? Scenariusz niemożliwy, lecz tylko pozornie. Sekretarz generalny SLD nie mówi „nie”. W odpowiedzi na ewentualną współpracę odpowiada „wolę rządy PiS niż PO”, a eksperci przekonują, że takie zestawienie jest możliwe, a z punktu widzenia Sojuszu – bardzo korzystne. Warunek jest jeden – SLD musiałby wejść do Sejmu, co obecnie wydaje się mało prawdopodobne.
W internetowym programie Jacka Prusinowskiego „Tu Jest Polska” Krzysztof Gawkowski mówi wprost: „Wolę rządy PiSu w sprawie gospodarki i ich program naprawy państwa niż to co robi liberalna PO”. Sekretarz generalny chwali prezesa za wystawienie Beaty Szydło jako kandydatkę na premiera i przyznaje, że (z wyjątkiem Antoniego Macierewicza) nigdy nie bał się Prawa i Sprawiedliwości.
Nie boję się PiS-u, boję się tylko Antoniego Macierewicza (…) Nigdy nie bałem się współpracy z PiS, szczególnie, że doceniam gest Jarosława Kaczyńskiego, który wskazał na premiera Beatę Szydło. To jest punkt styczny, który może połączyć nasze myślenie o gospodarce.
W partii zdania są podzielone, niektórzy – podobnie jak Gawkowski – nie pozostawiają na rządach Platformy Obywatelskiej przysłowiowej „suchej nitki”, inni twardo przekonują, że o koalicji w PiS-ie nie ma mowy. – Budujemy Zjednoczoną Lewicę właśnie po to, aby zatrzymać prawicę w dążeniu do władzy – przekonuje w rozmowie z naTemat poseł Dariusz Joński. – Ja również nie boję się Jarosława Kaczyńskiego, ale boję się o Polskę pod rządami Kaczyńskiego. Pamiętam czasy, kiedy rządził PiS i nie chciałbym, żeby wróciły – dodaje.
PiS i prawica ponownie zgotuje nam państwo policyjne i wyznaniowe, co już doskonale widać i słychać w wypowiedziach polityków. Zapowiadają, że wraz z Episkopatem będą zmieniać ustawy, a posiedzenia rządu najprawdopodobniej będą organizować na Jasnej Górze. Nie chce takiego państwa.
Poseł Joński wyjaśnia, że SLD nie ma żadnego wspólnego stanowiska. – Ewentualne koalicje będziemy tworzyć po wyborach. Ja jestem w grupie przeciwników współpracy z PiS, ale to tylko moje stanowisko, podobnie jak słowa sekretarza Gawkowskiego były jego prywatną opinią – dodaje. – Wiem, że o takim pomyśle mówią politolodzy, czytałem komentarze. My w partii o tym raczej nie mówimy. Ja uważam, że współpraca z prawicą nie wchodzi w grę, wyborcy by nam tego nie wybaczyli – mówi nam jeden z lokalnych polityków Sojuszu.
Sojusz Lewicy Demokratycznej przez lata uważany był za tzw. „cichego koalicjanta PO”, na czym wcale nie zyskał, a wręcz przeciwnie. – Platforma traktowała SLD jako swoją „polityczną przystawkę” i systematycznie konsumowała ich wyborców, co widać szczególnie w Warszawie, gdzie po latach cichej współpracy Sojusz został bez klubu w radzie miasta – dodaje dr Poboży. Zdaniem politologa, koalicja z Prawem i Sprawiedliwością pozwalałaby na zachowanie integralności i tożsamości tej partii.
Pozytywny stosunek Krzysztofa Gawkowskiego względem partii Jarosława Kaczyńskiego to nie nowość. Podobne stanowisko obserwowaliśmy po wyborach prezydenckich, kiedy – naprzeciw PO – stawał w obronie prezydenta elekta. – Śmieszne jest to jak demonizujemy prezydenta elekta – jak to robi pani Mucha i pani redaktor. Wysłuchałem Dudy jako obywatel. Nie było tam nic, co świadczyłoby to tym, że to jest propisowski prezydent – mówił w jednym z wywiadów w Radiu Zet.
– Rzadko kiedy zgadzam się z Gawkowskim, ale jego przychylne podejście względem PiS jest politycznie uzasadnione. Z drugiej strony, warto pamiętać o tym, że ugrupowania pozaparlamentarne (a taką po wyborach SLD zapewne się stanie) nie biorą udziału w dzieleniu powyborczego tortu – podsumowuje dr Błażej Poboży. Największym problemem lewicy są obecnie ich wewnętrzne układanki: listy, liderzy, „jedynki”, a jeśli uda się dogadać w tej kwestii – krótka, lecz intensywna walka o to, aby w Sejmie ponownie się znaleźć.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
