
Przez lata Sojusz Lewicy Demokratycznej nazywany był „cichą koalicją” PO. Dziś komentarze najważniejszych polityków partii Leszka Millera jasno pokazują, że o żadnym wsparciu mowy nie ma. SLD wyraźnie zmienia front i przerzuca swoje „ciche” polityczne sympatie z chylącej się ku upadkowi Platformy Obywatelskiej na Prawo i Sprawiedliwość.
Po kryzysie, jakiego w ubiegłym tygodniu doświadczył rozmontowany przez akta Stonogi rząd Ewy Kopacz, politycy SLD przystąpili do ostrego ataku całego obozu władzy. Na konferencji w Sejmie zaproponowali wniosek o jego rozwiązanie, a w programach publicystycznych zaczęli dokonywać regularnej i surowej oceny ostatnich ośmiu lat. – Panowie z rządu, wy nie zauważyliście, że się po prostu przelało, macie wyłączony prąd – mówił zarówno w „Kawie na Ławę”, jak i w programie „Bez Retuszu” Włodzimierz Czarzasty, zarzucając politykom PO korupcję, demoralizację i bezideowe trwanie u władzy.
Śmieszne jest to jak demonizujemy prezydenta elekta – jak to robi pani Mucha i pani redaktor. Wysłuchałem Dudy jako obywatel. Nie było tam nic, co świadczyłoby to tym, że to jest propisowski prezydent. Odniosłem wrażenie, że ktoś się odniósł rzetelnie do tego, co się dzieje w Polsce. Czytaj więcej
Czasy, kiedy politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonywali, że SLD to „organizacja przestępcza, która powinna być zdelegalizowana” dobiegły końca. Ocieplenie stosunków na linii SLD-PiS widać wyraźnie od ubiegłorocznych wyborów samorządowych. Wówczas obie partie zawiązały sojusz w celu wyjaśnienia wszelkich towarzyszących głosowaniu nieprawidłowości. Wtedy też po raz pierwszy zaczęto zadawać pytanie czy to jednorazowa współpraca, czy raczej zapowiedź trwalszej koalicji. – Są takie sytuacje w państwie, gdy lewica spotyka się z prawicą w dziele kooperacji – mówił Leszek Miller.
Wybory samorządowe nie były jedynym punktem, w którym nawiązano nić porozumienia. W kolejnych miesiącach również widać było przejawy współpracy, chociażby przy okazji dyskusji w sprawie wieku emerytalnego, kiedy to politycy PiS chwalili proponowany przez Sojusz projekt odnośnie uzależnienia wieku emerytalnego od stażu pracy.
Jeśli taki rząd miałby powstać, jego spoiwem nie mogłyby być sprawy światopoglądowe, lecz raczej duch Keynesa. Czytaj więcej
Po klęsce w wyborach prezydenckich partia Leszka Millera szuka metod na powrót do politycznej gry. Sondaże jak na razie nie napawają optymizmem. Z poparciem na poziomie 3-6 proc. SLD staje przed realnym zagrożeniem, że już w październiku zabraknie ich w sejmowych ławach. O letargu w partii mówił ostatnio jej sekretarz generalny Krzysztof Gawkowski: „SLD nie ma wyboru i musi zrobić krok do tyłu, żeby cała lewica mogła pójść do przodu. Inaczej będziemy stać w miejscu” i podkreślał, że lewica musi szybko znaleźć sposób na to jak być dla wyborców bardziej „sexy”.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
