
W wyborach parlamentarnych Warszawa zawsze była starciem politycznych liderów, a co za tym idzie, najbardziej prestiżowym i najuważniej obserwowanym okręgiem wyborczym. Tak samo będzie również w tym roku. Swoją obecność na stołecznych jedynkach zgłosili już m.in. premier Ewa Kopacz, Ryszard Petru i Andrzej Rozenek. Nieoficjalnie kandydatką lewicy ma być również jej czołowa postać Barbara Nowacka. W starciu „gigantów” zabraknie jednak najważniejszej w tych wyborach dla PiS Beaty Szydło.
REKLAMA
Szydło z Warszawy, prezes z Elbląga
Kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na premiera przyznała, że nie ma zamiaru rezygnować ze swojego rodzinnego okręgu chrzanowskiego i tam właśnie ponownie otworzy listę. – Nie widzę powodu, dla którego miałabym startować z jakiegokolwiek innego – mówiła, informując jednocześnie, że „jedynką” w Warszawie będzie niezmiennie Jarosław Kaczyński – jako „nasz lider” z pierwszej pozycji.
Kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na premiera przyznała, że nie ma zamiaru rezygnować ze swojego rodzinnego okręgu chrzanowskiego i tam właśnie ponownie otworzy listę. – Nie widzę powodu, dla którego miałabym startować z jakiegokolwiek innego – mówiła, informując jednocześnie, że „jedynką” w Warszawie będzie niezmiennie Jarosław Kaczyński – jako „nasz lider” z pierwszej pozycji.
Prezes startował z pierwszego miejsca w Warszawie cztery, osiem, dziesięć i czternaście lat temu, dlatego jego stołeczna „jedynka” uznawana była za – cytując klasyka – oczywistą oczywistość. Do momentu, kiedy start z pierwszego miejsca w Warszawie zapowiedziała premier Kopacz. W PiS-ie zaczęto więc tworzyć nowe układanki. Według jednego ze scenariuszy, Szydło miała startować właśnie ze stolicy, a prezes z Elbląga, który przed laty reprezentował jako senator. Ostatecznie postanowiono nie zmieniać pierwotnego statutu quo.
Walka Kopacz-Kaczyński
„Wielkie starcie Kopacz-Kaczyński” – już dziś w ten sposób mówi się o pojedynku, jaki rozegra się 25 października w stolicy. Pierwszy cel Platformy został osiągnięty. Sztabowcom partii rządzącej chodziło bowiem o to, aby skupić zainteresowanie na rywalizacji premier z prezesem, odciągając uwagę od Beaty Szydło.
„Wielkie starcie Kopacz-Kaczyński” – już dziś w ten sposób mówi się o pojedynku, jaki rozegra się 25 października w stolicy. Pierwszy cel Platformy został osiągnięty. Sztabowcom partii rządzącej chodziło bowiem o to, aby skupić zainteresowanie na rywalizacji premier z prezesem, odciągając uwagę od Beaty Szydło.
Rezygnując ze stolicy kandydatka PiS z jednej strony traci, z drugiej – może zyskać. Traci niewątpliwie zainteresowanie „gorącym okręgiem”. O Warszawie aktualnie mówi się najwięcej i wszystko wskazuje na to, że tak pozostanie do końca kampanii. Już dziś zapowiadane są pierwsze debaty warszawskich „jedynek”. Pomysł – ze względów oczywistych – od początku forsuje Platforma Obywatelska, a teraz dołączają pozostali. – Musi być taka debata. O Polsce, gospodarce (…) Ona pokaże, kto chce realnej zmiany – deklarowali na antenie TVP Info Petru i Rozenek.
PiS konsekwentnie przekonuje, że pomysł debaty jest jedynie „PR-owskim wymysłem PO”. Nie da się jednak zaprzeczyć, że takie debaty wzbudzać będą ogromne zainteresowanie – zarówno przed, jak i długo po całym wydarzeniu. Zainteresowanie, w centrum którego ponownie stanie prezes. To jego siłę perswazji (bądź jej brak) będziemy później analizować. To jego dobry (lub nie) wybór argumentów ocenimy. Chyba, że nie zgodzi się na udział w debacie.
Porażka prezesa mniej kosztowna
Beata Szydło znajdzie się poza zasięgiem głównego zainteresowania. Z drugiej strony – jako liderka PiS – potrzebuje okręgu, w którym znacząco wygra. W Warszawie nie byłoby to takie oczywiste, bowiem tu Platforma Obywatelska wciąż cieszy się relatywnie wysokim poparciem. Porażka prezesa Kaczyńskiego będzie jedynie jego osobistą porażką (którą zresztą już ponosił w starciu z Donaldem Tuskiem).
Beata Szydło znajdzie się poza zasięgiem głównego zainteresowania. Z drugiej strony – jako liderka PiS – potrzebuje okręgu, w którym znacząco wygra. W Warszawie nie byłoby to takie oczywiste, bowiem tu Platforma Obywatelska wciąż cieszy się relatywnie wysokim poparciem. Porażka prezesa Kaczyńskiego będzie jedynie jego osobistą porażką (którą zresztą już ponosił w starciu z Donaldem Tuskiem).
Natomiast przegrana Szydło, nawet przy ogólnopolskim zwycięstwie PiS, stanowiłaby nie lada problem. Dlatego też końcowy wybór okręgu chrzanowskiego to wyjście politycznie i wizerunkowo bezpieczniejsze, zarówno dla samej kandydatki, jak i całej partii.
Szydło w cieniu Kaczyńskiego
Ewa Kopacz ma w tym roku zadanie znacznie trudniejsze niż przed laty Tusk. Zarówno Petru ze swoją „innowacyjnością i nowoczesnością”, jak i bardzo popularna oraz zaangażowana w wiele społecznych inicjatyw Barbara Nowacka odbiorą jej dużo głosów. Trudno uwierzyć jednak, by było ich aż tyle, żeby oddała zwycięstwo PiS.
Ewa Kopacz ma w tym roku zadanie znacznie trudniejsze niż przed laty Tusk. Zarówno Petru ze swoją „innowacyjnością i nowoczesnością”, jak i bardzo popularna oraz zaangażowana w wiele społecznych inicjatyw Barbara Nowacka odbiorą jej dużo głosów. Trudno uwierzyć jednak, by było ich aż tyle, żeby oddała zwycięstwo PiS.
Co nie zmienia faktu, że wynikiem takiej, a nie innej decyzji kierownictwa PiS będzie duży spadek zainteresowania Beatą Szydło. Nie ze względu na Kopacz, Kukiza, ani nikogo z politycznej konkurencji, lecz samego, długo niewidzianego prezesa Kaczyńskiego.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
