Julia Pitera uważa, że politycy PO "nakręcają spiralę agresji" wobec... siebie
Julia Pitera uważa, że politycy PO "nakręcają spiralę agresji" wobec... siebie Fot. Julia Pitera

– Jak patrzę na to, co się teraz dzieje, to mam takie wrażenie, że jest to nakręcana przeciwko Platformie akcja, która ma na celu pozbawienie nas ludzi, którzy mają znane nazwiska – mówi w "Bez autoryzacji" europosłanka PO Julia Pitera. To komentarz do krytyki, jaka spada na PO, po doniesieniach o bohaterach afery taśmowej na listach Platformy.

REKLAMA
Sondaż dla “Rz” mówi, że 3/4 Polaków nie chce bohaterów afery taśmowej na listach PO. Tymczasem prawie wszyscy na listach się znaleźli, i to na jedynkach. Słusznie?
Ja się nad tym bardzo głęboko zastanawiałam. Z jednej strony jestem absolutną zwolenniczką, żeby ludzie, którzy reprezentują wyborców i naród, byli poza wszelkimi podejrzeniami, byli wolni od jakichkolwiek oskarżeń. Ale jak patrzę na to, co się teraz dzieje, to mam takie wrażenie, że jest to nakręcana przeciwko Platformie akcja, która ma na celu pozbawienie nas ludzi, którzy mają znane nazwiska.
Oczywiście można było dopatrywać się takiej pogardliwej nonszalancji w tym, co powiedziała pani Bieńkowska. Ale ona nie startuje. Można było dowcipkować sobie na temat tego, o czym mówili Sikorski z Rostowskim. Ale oni zrezygnowali. Większość osób, które zostały nagrane, niczego nie powiedziała, co by je dyskwalifikowało w życiu publicznym.
Czyli co, wszyscy uwzięliśmy się na PO?
Jesteśmy świadkami swego rodzaju histerii, która ma walić w Platformę. Znacznie bardziej szkodliwy jest dla życia publicznego pan senator Bierecki. To jest jakaś dziwna nierównowaga, która ma utrwalać w świadomości Polaków, że tym czarnym ludem jest PO, a tym, kto niesie zbawienie Polsce, jest PiS. Nie powinniśmy tego robić. To może być dla Polski niebezpieczne.
Dlaczego w takim razie bohaterowie afery taśmowej zostali usunięci z rządu? Sama premier Kopacz sygnalizuje, że nie chce ich na listach.
Z bardzo prostego powodu. Ponieważ w momencie sprawowania władzy bardzo trudno byłoby realizować obowiązki, kiedy nikt nie mówił o programie, ale o ludziach, którzy zostali napiętnowani takimi czy innymi określeniami. Problem polega na tym, że ta histeria się przedłuża i nie ma końca.
Powie pani jasno: “tak, te osoby powinny znaleźć się an listach”?
Nie wiem, co zrobi zarząd. Ja obserwuję z zewnątrz i mogę tylko zastanawiać się, co takiego powiedział np. Włodzimierz Karpiński, co go bardziej dyskwalifikuje do bycia na listach niż senatora Biereckiego…
Tak czy owak Polacy są przeciwko. Czy taki ruch nie będzie więc samobójem?
Chciałabym wiedzieć, jak te pytania były zadawane/ Jeśli mówiły o “bohaterach afery”, to już coś sugerują i pewnie na tak zadane pytanie ja sama odpowiedziałabym “tak”. To jest coś, co działa na psychologię zbiorową. Jeśli pan coś powtórzy ileś razy, to wszyscy krzykną w odpowiedzi dokładnie to samo. Ja jestem bardzo ciekawa, jakie wyniki w poszczególnych okręgach będą miały te osoby. Mam jednocześnie świadomość, że to sprawdzian dosyć ryzykowny.
Z jakimi emocjami obserwuje pani układanie list w Platformie? Widać, ze toczy się walka. Padają wypowiedzi typu: “po co nam eksperci, skoro i tak przegramy”.
Te zachowania zbiorowe, o których mówiłam, dotykają nie tylko wyborców, ale i polityków. W związku z tym widzę zbiorową nerwowość i jest to samonakręcająca się spirala. Radziłabym kolegom, by popatrzyli na sytuację trochę bardziej pozytywnie. Wtedy będą znacznie lepiej odpierać ataki. Do tej pory jednak uczestniczą w nakręcaniu się spirali agresji i sami nadają jej ton. Dziwię się temu.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl