
Domy dziecka mają różne oblicza. Co z tego, że z rozkładu dnia wynika, iż dzieci są pod dobrą opieką i mają zajęcie. "Sierociński półświatek" daje o sobie znać i spycha słabych na margines.
REKLAMA
To, że w sierocińcach rządzi strach i przemoc nie jest nowością. Wpływ na to mają niedoszli lokatorzy poprawczaków, których z powodu braku miejsc lokuje się właśnie w domach dziecka. Dochodzą do tego dzieci po traumatycznych przeżyciach, którym system karania i nagradzania w zależności od zasług szkodzi zamiast pomagać. Przy takiej mieszance trudno o brak konfliktów, trudno się dziwić, że w domach dziecka rządzi prawo dżungli.
Jak podaje "Rzeczpospolita" NIK sporządził raport, z którego jasno wynika, że agresja, pobicia i kradzieże to największy problem sierocińców. Są odcięte od świata, żyją własnym życiem. Są wylęgarnią patologii w wykonaniu dziecięcym.
Gdzie tkwi problem? W zbyt dużych placówkach. Zachodnie wielkie sierocińce już nie funkcjonują. Zastępują je mniejsze, bardziej kameralne, gdzie dzieci do pilnowania i wychowywania jest mniej, wychowawcy mogą poświęcić im więcej czasu i energii. W ten sposób mogą uporać się z dziecięcymi problemami i lękami.
To pusta ustawa. Nie może być wdrażana bo nie idą za nią wystarczające środki finansowe. CZYTAJ WIĘCEJ
Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, przyjęta w 2011 roku ma rozwiązać ten problem. Duże ośrodki mają być zlikwidowane, a pomoc finansowa dla rodzin biologicznych, które dają dzieciom alternatywę względem sierocińca usprawniona.
