Prawica tworzy atmosferę nagonki na Andrzeja Dudę, choć prezydenta nikt nie atakuje.
Prawica tworzy atmosferę nagonki na Andrzeja Dudę, choć prezydenta nikt nie atakuje. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Nic tak dobrze nie konsoliduje elektoratu jak poczucie zagrożenia z zewnątrz. Przed zbliżającymi się wyborami prawica musi być zjednoczona jak nigdy wcześniej, ale zagrożenia nie widać. Co więcej, nie jest już redutą otoczoną oceanem PO, ale liderem wyścigu. Dlatego prawicowe media zaczęły na siłę tworzyć atmosferę nagonki. Dzisiaj jej ofiarą ma padać Andrzej Duda.

REKLAMA
Polityka nie jest zabawą dla słabiaków. W ogniu walki o głosy sięga się po ciężkie argumenty, często na granicy faulu. Manipulowanie wypowiedziami konkurentów, wtłaczanie ich w inny kontekst, czy robienie z logiki panienki lekkich obyczajów to norma. Niedobra, ale norma.
Wystarczy sobie przypomnieć jak wyglądała kampania prezydencka, podczas której nikt nie wstrzymywał ręki przed zadaniem ciosu. Jednak po wyborach okładanie się łomami ucichło (zapewne tylko po to, żeby ze zdwojoną siłą wybuchnąć podczas kampanii parlamentarnej). Nie słychać go także po objęciu urzędu przez Andrzeja Dudę.

Tymczasem w alternatywnej rzeczywistości

"Walec pogardy rozpędzony. Prezydenturę Andrzeja Dudy poddano już sprawdzonej platformerskiej tresurze medialnej" – pisze w tygodniku braci Karnowskich Marzena Nykiel, naczelna należącego do nich portalu. Dowód? Ewa Kopacz stwierdziła, że słowa Dudy o niedożywionych dzieciach zostały wykorzystane przez Rosję. To fakt, choć wydaje się, że Rosjanom bardziej zależało nie na uderzeniu nas tym argumentem, tylko żeby nasi politycy pokłócili się o to, że Rosjanie go wykorzystali. Wejście w ten scenariusz przez Ewę Kopacz było głupie, ale trudno to nazwać hejtem.
Kolejny dowód red. Nykiel, która topornym językiem rodem z "Trybuny Ludu" dowodzi ataków na prezydenta Dudę? Program Tomasza Lisa jeszcze z czasów kampanii wyborczej, za który przeprosił autor, jego gość (Tomasz Karolak) i nadawca (TVP). Poza tym Duda nie był jeszcze wtedy prezydentem. Aby spotęgować wrażenie, bracia Karnowscy atakom na Dudę poświęcili okładkę (jak zwykle piękną artystycznie i głęboką w treści).

Podobne wizje ma bp Ignacy Dec, który na łamach "Naszego Dziennika" wzywa do rozpoczęcia krucjaty różańcowej za Andrzeja Dudę.

Zdaniem duchownego, "rozpędzająca się kampania nienawiści" wobec niedawno zaprzysiężonego prezydenta Andrzeja Dudy to zjawisko "niepokojące i przykre". - Jest potrzebna modlitwa za przeciwników prezydenta, za tych, którzy będą mu przeszkadzać w działaniu na rzecz dobra wspólnego naszego narodu - wyjaśnia ks. Dec. Czytaj więcej

Źródło: "Nasz Dziennik", cytat za Onet.pl

Nagonkę na PiS dostrzegł też Rafał Ziemkiewicz, który w "Do Rzeczy" przekonuje, że mainstream straszy PiSem, nazywając partię Jarosława Kaczyńskiego zagrożeniem dla demokracji. Słynne słowa prezesa o "stojących tam gdzie ZOMO" nazywa żartem i bagatelizuje wyroki, które piętnują przewinienia polityków PiS z lat 2005-2007.
Ziemkiewicz nazywa "antypisowskim hejtem" przypominanie sytuacji, w których PiS bez podstaw kwestionowało rozstrzygnięcia demokracji (mówiąc o sfałszowanych wyborach czy prezydencie wybranym przez nieporozumienie) lub w ogóle kwestionując istnienie tego systemu w naszym kraju (śpiewając "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie"). Podobnie jak Karnowscy, tak i naczelny "Do Rzeczy" Paweł Lisicki postanowił poświęcić tematowi okładkę.

Kto naprawdę jest hejterem?

Jak widać walka o względy przyszłej władzy jest zacięta. Prawicowi dziennikarze prześcigają się w podlizywaniu PiS-owi a także w bronieniu go przed zagrożeniami i atakami. Skoro ich nie ma, trzeba je stworzyć. W końcu politycy PiS już zapowiedzieli, że po wyborach wymienią władze TVP i Polskiego Radia. A to bardzo dużo posad.
Dlatego dla piór prawicy nie liczy się, że nawet polityczna konkurencja dała prezydentowi czas na wdrożenie się w obowiązki. Trudno oczekiwać, że Platforma będzie milczała w sprawie trzech pytań, które Beata Szydło chce dopisać do referendum. A jeśli krytykowanie tego prawica uznaje za przekroczenie granicy, to niech zajmie się komentowaniem baletu, a nie boksu. Bo jeśli tak, to za hejt można uznać absolutnie każdą krytykę politycznej konkurencji. No tak, może oni rzeczywiście tego oczekują.
Z drugiej strony prawica nadal będzie aktywna na polu hejtowania politycznej konkurencji prezesa (tak tak, ta sama, która broni przed nieistniejącym hejtem Dudę). Skoro udało się z Komorowskim, którego (nie bez udziału samego prezydenta i jego sztabu) przez kilka tygodni doszczętnie ośmieszono, powinno udać się też z Kopacz. Jak? Ano tak. (podpowiedź dla mało spostrzegawczych: siatkę z Biedry doklejono w fotoszopie)
Oczywiście największą krynicą hejtu stała się polityczna część Facebooka (chociaż może i na tej od One Direction i Justina Biebera piszą coś o PO). O tym, jak wygląda kampania hejtu w sieci pisałem już w naTemat.
Oczywiście ci, którzy robią aferę z każdego potknięcia Ewy Kopacz piszą, że szefowa PO kompromituje urząd premiera, dlatego właśnie należy jak najszybciej ją zmienić. Nie rozstrzygając tutaj, czy rzeczywiście trzeba, na pewno nie powinno robić się tego tylko dlatego, że szefowa rządu na wizytę w nadleśnictwie i sadzenie drzew założyła koszulę flanelową, a nie biały żakiet i szpilki.
Dulszczyzna w wykonaniu prawicy nie powinna nikogo dziwić. Ale to, że coś jest powszechne nie znaczy, że nie powinno się tego piętnować.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl