Jarosław Kaczyński wykiwał koalicjantów?
Jarosław Kaczyński wykiwał koalicjantów? Fot. Sławomir Kamiński / AG

Przedwyborcze układanie list wyborczych w Prawie i Sprawiedliwości wcale nie przebiegało tak gładko, jak zwykli mówić politycy tej partii. Nie obyło się bez zgrzytów, a formacje wchodzące w skład prawicowej koalicji - Polska Razem Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, mogą czuć się oszukani przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

REKLAMA
Zjednoczona Prawica z PiS na czele ułożyła już swoje listy. Co prawda do 15 września potrwają jeszcze konsultacje, ale wielkiej rewolucji nie będzie. Sojusznicy partii Kaczyńskiego - Gowin i Ziobro przy podpisywaniu umowy koalicyjnej wynegocjowali sobie w zeszłym roku dobre miejsca na listach dla siebie i swoich kolegów. Szef PiS wówczas zaakceptował ich warunki, ale teraz okazuje się, że listy ułożył z pominięciem niektórych postulatów "ziobrystów" i Gowina.
Wycięcie z list Pawła Kowala zirytowało Polskę Razem. Jak podaje "Wyborcza", specjalista od polityki wschodniej nie powalczy o mandat do Sejmu, ponieważ podpadł Kaczyńskiemu. Gowin nie chce jednak odpuszczać w sprawie Kowala i ma plan, żeby zaszachować szefa PiS. Kartą przetargową ma być groźba utworzenia konkurencyjnych wspólnych list z Markiem Jurkiem, który zarejestrował już swój komitet wyboczy w PKW. Sam Gowin wystartuje z ostatniego miejsca w Krakowie, ale to akurat jego wybór - jest na tyle rozpoznawalny, że dostanie się z tego miejsca, a jedynkę woli odstąpić innemu politykowi swojej partii.
Szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami dostał ostatnie miejsce w Kielcach (z powodów podobnych jak Gowin), a los jego partyjnego kolegi - Andrzeja Dery ciągle jest niepewny i najprawdopodobniej Kaczyński nie znajdzie dla niego miejsca na listach. Nie ma też pewności, jaki los spotka Tadeusza Cymańskiego, europosła związanego z "ziobrystami".
Układanie list wyborczych Zjednoczonej Prawicy pokazuje, że Kaczyński swoich sojuszników traktuje protekcjonalnie, a ważniejsze od dotrzymywania obietnic, staje się widzimisię prezesa, o czym przekonał się boleśnie Marcin Mastalerek, szef sztabu wyborczego PiS. Nie dostał żadnego miejsca na liście, choć był murowanym kandydatem na posła.