Niemieckie złota w rękach Amerykanów
Niemieckie złota w rękach Amerykanów Fot. US National Archives

Florian Hassel – niemiecki komentator z dziennika „Sueddeutsche Zeitung”, skrytykował polski rząd za złą politykę informacyjną dotyczącą tzw. „złotego pociągu”. Tymczasem wojewoda dolnośląski studzi emocje, mówiąc, że nie można jednoznacznie potwierdzić znaleziska.

REKLAMA
Niemcy krytykują
Polski Generalny Konserwator Zabytków, Piotr Żuchowski, powiedział w piątek, że „złoty pociąg” znaleziony w okolicach Wałbrzycha istnieje na 99 proc. Jednak jak dotąd zdjęcie georadarowe, jedyny dowód istnienia pociągu, nie zostało pokazane opinii publicznej, co zdaniem niemieckiego komentatora jest „niemądrym” posunięciem.
Ponadto wiceminister niedługo po tym, przyznał, że o pociągu wiedział już od dawna. Zdaniem Hassela podanie takiej informacji innym krajom byłoby posunięciem „logicznym, a nawet nieodzownym", zwłaszcza w kontekście przygotowania się do właściwych poszukiwań oraz uniknięcia szturmu historyków oraz poszukiwaczy skarbów.
– Jeżeli w Polsce znaleziono rzeczywiście pociąg pancerny SS, który w dodatku zawiera cenne przedmioty, to historia podziemnych sztolni z czasów II wojny światowej na Śląsku będzie musiała być napisana na nowo – pisze Hassel. – Niezręczny sposób informowania przez Warszawę (o tym znalezisku) skłania jednak do przypuszczeń, że w tym przypadku chodzi raczej o kaczkę u schyłku lata – zauważa dziennikarz „SZ”.
Co na to wojewoda?
W poniedziałek swoją konferencję w tej sprawie zwołał także wojewoda dolnośląski, Tomasz Smolarz, który poinformował, studząc niejako wszechobecny huraoptymizm, że dokumenty, do których ma dostęp nie potwierdzają jednoznacznie znaleziska. Wyjaśnił, że tamtejsze nadleśnictwo wprowadzi zakaz wstępu do lasu, a na terenie (kilka hektarów) pojawi się wojsko. Żołnierze użyją georadaru, aby sprawdzić znalezisko.
Dopytywany przez dziennikarzy wyjaśnił, że w dokumentach przekazanych do władz Wałbrzycha nie ma zdjęcia z georadaru, które miało na 100% potwierdzić, że mowa o "złotym pociągu". Zaznaczył jednak, że ich walor poznawczy jest wyższy niż w przypadku tych przesłanek, które pojawiały się do tej pory.
Co ciekawe, wojewoda dziwił się, "skąd generalny konserwator zabytków" mógł mieć pewność, że chodzi o "złoty pociąg". Podkreślał, że na razie ciężko mówić o konkretach, a teraz będzie czas na weryfikację naukową.
Gdyby potwierdziły się przypuszczenia o istnieniu złotego pociągu, mogłoby to oznaczać, że przeleżał on w ukryciu 70 lat. Ukryli go Niemcy, którzy wycofując się z zamienionego na twierdzę miasta (Festung Breslau), w obliczu zbliżającego się frontu, wywozili na zachód wszystko, co się da.