
Ekspozycja znajduje się w Rosyjskim Centrum Nauki i Kultury, w budynku rosyjskiej ambasady, i już samym tytułem wzbudza kontrowersje. W Warszawie? Taka wystawa? Pokazująca zakłamaną historię? Jak podaje RMF FM, polskie władze – nawet gdyby chciały – i tak nic nie mogą w tej sprawie zrobić. Na jakąkolwiek interwencję nie pozwala im lokalizacja wystawy.
REKLAMA
Według RMF FM nie znajdziemy na wystawie nic, co obrażałoby uczucia Polaków, ale nie unikniemy na niej obrazu zakłamanej historii widzianej z radzieckiej perspektywy. ”Wystawa o "sowieckim żołnierzu wyzwolicielu" będzie miała polski akcent sławiący marionetkowy i podległy Stalinowi PKWN” – informuje portal radia.
Organizatorem wystawy jest Rosyjskie Towarzystwo Wojenno-Historyczne. Jeden z jego członków mówi wprost: – Tą wystawą chcemy przypomnieć i przypominamy wszystkim obecnie żyjącym, komu świat zawdzięcza wyzwolenie od niemiecko-faszystowskiej dżumy.
Wystawa jest już znana w Rosji, a od pewnego czasu jej wersja mobilna jest pokazywana w Europie. Najpierw w Genewie, teraz w Warszawie, a potem ma trafić do siedziby ONZ. Jednak Europa nie przygląda się jej zupełnie bezkrytycznie. Były już protesty Polski, a także Rumunii i Bułgarii. Po nich Rosja okroiła wątek ”wyzwolenia” Europy Środkowej. Choć na pewno bez przekonania. Do dziś Rosja Władimira Putina nie może pogodzić się z tym, że nasza część Europy usuwa pomniki sławiące radzieckich żołnierzy. W polskich miastach usunięto ostatnio kilka takich monumentów.
Kreml nie krył oburzenia m.in. w związku z wyburzeniem w Nowej Soli monumentu tzw. braterstwa broni sowieckich i polskich żołnierzy. ”Warszawa musi wreszcie zrozumieć, że "wojna pomników" rozpętana w Polsce przynosi wyjątkowo negatywne następstwa, za które odpowiedzialność spadnie wyłącznie na jej inicjatorów” – groziło rosyjskie MSZ w komunikacie. – O losie pomników decydują lokalne władze – odpowiedział na to rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski.
Źródło:RMF FM
